HEBEL: Tragizm rosyjskiej duszy

Doskonale wypadł Krystynie Jandzie spektakl „Koniec czerwonego człowieka”, który miałem wielką przyjemność obejrzeć w warszawskim Och-Teatrze. Jest to przedstawienie, w którym Janda znakomicie uchwyciła mroczność rosyjskiej duszy. Ktoś kiedyś mi powiedział, że oni (czytaj: Rosjanie) muszą mieć bat nad sobą, gdyż inaczej nie potrafią żyć. Mam wrażenie, że autor sztuki ten pojawiający się obficie tragizm zaimportował z twórczości Dostojewskiego.
Daniel Majling napisał wyjątkowy dramat na motywach słynnej książki reportażowej „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” białoruskiej noblistki Swietłany Aleksijewicz. Przeniósł wielogłosowe, dokumentalne opowieści zebrane przez pisarkę w ramy klasycznego dramatu i zamienił je w spójną historię jednej rosyjskiej rodziny. Jest to sztuka o ludziach wywodzących się z komunistycznej Rosji, która po 1989 roku przechodzi gwałtowną przemianę ustrojową i społeczną.
Akcja zawsze rozgrywa się 14 sierpnia, przenosząc widzów w kolejne lata między 1989 a 2003 rokiem. Początkowo panuje prawie sielanka jak w „Wiśniowym sadzie” Czechowa, ale następujące po sobie wydarzenia doszczętnie miażdżą ten klimat. Czuć Rosję Jerofiejewa, który był zmuszony sięgać po alkohol, żeby móc przetrwać nakręcającą się spiralę totalitarnego szaleństwa. Niektórzy z bohaterów sztuki Majlinga po rozpadzie reżimu totalitarnego idą jeszcze dalej i decydują się na rozwiązania ostateczne.
Aktorów grających w tym spektaklu należy ocenić niezwykle wysoko, podkreślając przede wszystkim zgranie zespołu oraz bardzo równy poziom całej obsady. Chyba nie ma nikogo, kto by się nie zgodził, że w tym licznym zespole żaden z bohaterów nie jest zbędny.
Najlepiej zaprezentował się Grzegorz Warchoł (generał-major), który fenomenalnie pokazał wstrząsający i głęboko cyniczny charakter granej postaci. Genialnie buduje postać masowego mordercy, który z przerażającym chłodem i naturalnością opowiada o dawnych zbrodniach. W jednej ze scen uskarża się na ból palca wskazującego. Wyjaśnia bez emocji, że to uraz od ciągłego naciskania spustu pistoletu, gdy musiał strzelać w potylicę ofiar nawet dwieście razy dziennie.
Dorota Nowakowska znakomicie zagrała żonę generała-majora. Przede wszystkim przekonująco pokazała dramat kobiety tęskniącej za dawnym statusem i przywilejami minionego systemu. Nowakowska błyszczy w momentach, gdy z furią tropi wszelkie przejawy uległości wobec „nowych trendów kiełkującej demokracji” i zaciekle broni komunistycznego porządku. Aktorka buduje swoją postać z genialną ekspresją, dzięki czemu każde jej pojawienie się na scenie elektryzuje.
Za bardzo przekonujący należy ocenić występ Grażyny Sobocińskiej (córka), która fenomenalnie zobrazowała tragiczne zagubienie w błyskawicznie zmieniającej się rzeczywistości. Podobnie na wysoką notę zasługują Łukasz Garlicki i Mateusz Rzeźniczak za bezbłędne poprowadzenie swoich postaci. Obaj świetnie pokazują kontrastowe drogi życiowe młodszego pokolenia w realiach postradzieckiej pieriestrojki.
Ogromnymi brawami należałoby nagrodzić Stanisława Brejdyganta (wuj Grigorij Iwanowicz) za magnetyczną obecność na scenie. Choć scenariuszowo ma najmniej tekstu, to paradoksalnie gra samym milczeniem i swoją fizycznością przez niemal cały spektakl.
Ofiarą sowieckiej indoktrynacji jest Igor, dziecko karmione przez dziadka i matkę patetycznymi, komunistycznymi wierszami o walce z wrogiem oraz o urokach oddania życia za ojczyznę. Jeden z bohaterów zauważa, że w tym domu nie uczy się dzieci, jak żyć, ale uczy się je, jak umierać. Chłopiec bezwiednie ćwiczy „bohaterską śmierć”, padając na ziemię, co ostatecznie prowadzi do tragedii. Samobójczy strzał dziecka można interpretować jako ostateczny dowód na to, jak niszczycielski wpływ ma totalitarna przeszłość na najmłodsze pokolenie. Chłopiec nie potrafi odnaleźć się w pękniętym świecie, gdzie stare ideały dziadka zderzają się z nowym, drapieżnym kapitalizmem.
Wielkie brawa dla Krystyny Jandy, która potrafiła idealnie zgrać aż kilkunastoosobową obsadę. Spektakl, mimo trudnej i bolesnej tematyki, ogląda się z zapartym tchem. Przyczynia się do tego precyzyjne i dynamiczne tempo, a także wyważenie tonów między tragedią a farsą. Reżyserka posiada niebywałą intuicję w dawkowaniu emocji, dzięki czemu potrafiła przełamać głęboki, przytłaczający tragizm opowieści o upadku ZSRR. Dzięki znakomitej reżyserii przedstawienie potrafi widzów rozbawić lub wzruszyć, a przy tym unikając patosu.
Dla niektórych widzów nagromadzenie ludzkich nieszczęść, obłędu i ostateczna tragedia dziecka mogą być emocjonalnie trudne do zniesienia. Takie elementy, jak upadek imperium, samobójstwa, brutalność i choroba psychiczna mogą wydawać się za ciężkie i drastyczne, a także zbyt dosadne dla publiczności oczekującej na lżejszy repertuar.
Scenografia, kostiumy i muzyka są niezwykle dopracowane, trafne i kluczowe dla budowania przytłaczającej atmosfery rosyjskiej rzeczywistości przełomu epok i zobrazowania stanu rosyjskiej duszy. W tym spektaklu nawet dym papierosowy nie jest tylko rekwizytem, lecz bardzo ważnym środkiem artystycznego wyrazu, nabierającym metaforycznego znaczenia.
Ścieżka dźwiękowa jest kluczowym elementem budującym gęsty, nostalgiczny, a momentami wręcz wstrząsający klimat przedstawienia. W spektaklu można usłyszeć m.in. tradycyjne pieśni (np. „Pieśń pionierów”), klasykę w postaci poematu symfonicznego „Fatum” Piotra Czajkowskiego, a nawet współczesne kontrowersyjne rosyjskie hity (jak utwór „Ja ruskij”).
Reżyserka poprzez spektakl stara się zanalizować kondycję tzw. człowieka sowieckiego i zjawisko totalitaryzmu. Pomaga to zrozumieć współczesną mentalność rosyjskiego społeczeństwa oraz źródła dzisiejszych konfliktów i agresji. Janda stworzyła wyrazisty spektakl-przestrogę, który zmusza publiczność do głębokiej refleksji nad współczesnością. Zrobiła świetny spektakl nie o rozliczeniu komunizmu, lecz o bezwyjściowości rosyjskiego losu.
JAROSŁAW HEBEL
Och-Teatr w Warszawie – Daniel Majling, „Koniec czerwonego człowieka” (przekł. Michał Sieczkowski). Reżyseria – Krystyna Janda. Kostiumy i scenografia – Zuzanna Markiewicz. Występują: Dorota Nowakowska, Lidia Sadowa, Grażyna Sobocińska, Agnieszka Warchulska, Tomasz Borkowski, Stanisław Brejdygant, Aleksander Kaźmierczak, Bartosz Łućko/Szymon Szczęsny, Piotr Łukawski, Krzysztof Ogłoza, Mateusz Rzeźniczak, Przemysław Sadowski, Grzegorz Warchoł.
Spektakl trwa: 120 min (w tym jedna przerwa).






