Kocham sztukę w każdej postaci – wywiad z Weroniką Chrzanowską – malarką, fotografką i dziennikarką

– Jest Pani malarką, ale również dziennikarką i fotografką… Jak brzmiałaby odpowiedź – gdyby miała Pani uporządkować to, czym się Pani zajmuje – na pytanie, kim jest Weronika Chrzanowska?
– Działałam w wielu dziedzinach zawodowych. Nie należy pomijać bycia redaktorem oraz pracy w nieruchomościach. Generalnie uważam się za fotografkę. Wykonuję zdjęcia od 20 lat. A obrazy maluję od kilku miesięcy. Nie uważam się za malarkę, a raczej za osobę, która próbuje malować obrazy. To był impuls. Malować zaczęłam nagle. Bez żadnego doświadczenia, bez warsztatu, bez kursu. Malowanie po prostu mnie uspokajało, pozwalało oderwać się od problemów dnia codziennego. Nadal kiedy maluję, po prostu się rozluźniam. Maluję, co wpadnie mi do głowy, często nie mam określonego pomysłu, linie tworzą się same.
– Generalnie zajmuje się Pani sztuką…
– Jestem humanistką, mam duszę artystyczną. Nawet nieruchomości mają w sobie coś ze sztuki. Aby skutecznie sprzedać mieszkanie, należy wykonać odpowiednie fotografie lokalu. Liczą się kadr, światło, kolorystyka, perspektywa. Ludzie kupują oczami, zdjęcia są więc bardzo ważne w tej branży. Kocham sztukę w każdej postaci, nie lubię pragmatyzmu, pewnych określonych norm, zasad, trzymania się ustalonych schematów. Dlatego w każdym zawodzie staram się znaleźć odrobinę sztuki.
– Czy łatwe jest życie malarki we współczesnym świecie?
– I tak, i nie! W obecnych czasach bardzo ułatwia nam życie internet, sprzyjają nam wszelkie social media. Łatwo zostać zauważonym. W sklepach jest teraz spory wybór płócien, farb, pędzli w przystępnych cenach. Mamy do wyboru ogromną kolorystkę farb różnego rodzaju: pastele, akwarele, farby olejne. Ja maluję techniką mieszaną, akrylowymi farbami, kredkami, flamastrami. Dla mnie są one najlepsze, bardzo dobrze kryją, mają wyraźne odcienie, dobrze się rozprowadzają. Łatwy jest też dostęp do zagranicznych platform internetowych, na których wystawia się swoje obrazy, a że kupują je obcokrajowcy, płatność za obraz otrzymujemy w euro lub dolarach. Ale najważniejsze to wybić się na tyle, aby nazwisko było rozpoznawalne w kraju i za granicą. Najbardziej znani malarze zarabiają ogromne pieniądze. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że malarze są najbardziej znani i bogaci dopiero po śmierci. I coś w tym jest!
– Od jakiegoś czasu obserwuję Pani profil na Facebooku i przyznaję, że gdy zobaczyłem Pani obrazy, od razu pomyślałem o Pablu Picassie. Czy słusznie? Czy Picasso, a w zasadzie jego twórczość malarska, jest dla Pani inspiracją?
– Oczywiście, że tak! Wszystko zaczęło się od Picassa, zawsze go lubiłam. Lubię żywe kolory, mocne kreski, czasem dziwaczne wzory i kształty, których nawet ja sama nie rozumiem. Podoba mi się kubizm, neokubizm, abstrakcja. Chociaż ostatnio maluję w trochę innym stylu, inspiruję się wieloma twórcami.
– Czyje malarstwo i dlaczego – poza obrazami Picassa – miało wpływ na ukształtowanie się Pani malarskiego stylu?
– Tamara Łempicka, Hieronim Bosch, ale u niego podobają mi się wątki ezoteryczne, astrologiczne. W moich obrazach także można takie wątki znaleźć. Poza tym Gustaw Klimt, Amadeo Modigliani, Frida Kahlo, George Condo, Francis Bacon, Juan Gris, Egon Schiele, Marlene Dumas.
– Co pragnie Pani wyrazić, co chce zakomunikować opinii publicznej, malując obrazy w obranym przez siebie stylu?
– Kiedy maluję obrazy, skupiam się na moich emocjach, uczuciach, tym co podpowiada mi serce i umysł. Wiele osób pyta mnie, dlaczego maluję takie dziwne, podzielone na części twarze. Przecież każdy z nas posiada wiele twarzy, rządzi nami zbiór przeciwstawnych emocji, składamy się z wielu elementów i stąd te wieloznaczne twarze. Ludzkie twarze to nieograniczone źródło inspiracji.
– Co zdaje się być trudniejsze do osiągnięcia – zrobienie dobrego, niepowtarzalnego zdjęcia czy namalowanie obrazu, którym wszyscy będą oczarowani?
– Robienie zdjęć jest zdecydowanie łatwiejsze. Po pierwsze zrobienie fotografii to kilka sekund, poza tym kiedy wykonujesz zdjęcie masz już gotową kolorystykę, światło, kadr, musisz to tylko w odpowiedniej chwili uchwycić. Malowanie obrazu zajmuje kilka dni, przy większych formatach nawet tygodni. Teraz ze względu na telefony komórkowe fotografem jest każdy, malarzem już niekoniecznie.
– Można znaleźć informację, że stawia Pani na wyraziste kolory, wzory geometryczne oraz celowe zniekształcenia.
– Tak. Lubię taki rodzaj sztuki. Stawiam na kolory, dla mnie obraz musi być spójny kolorystycznie, rzucający się w oczy. Nie lubię akwareli, rozmycia, nieokreślonych kolorów. Moje obrazy nie podobają się każdemu, są specyficzne. Jeśli ktoś lubi krajobrazy, kwiaty w wazonie lub łódkę na jeziorze, to u mnie takich obrazów nie znajdzie.
– Czy współcześnie można poprzez malarstwo wyrażać również inspiracje filozoficzne i literackie, jak kiedyś czynił to chociażby Witkacy? Czy Pani zdarza się wyrażać zwykłe życiowe pragnienia i tęsknoty?
– Zwykłe pragnienia i tęsknoty są obecne na moich obrazach. Wystarczy to dostrzec, dobrze się przyjrzeć. To, co tworzył Witkacy, było jedyne i niepowtarzalne. A to, co ja przekazuję, to przede wszystkich ludzkie emocje. Zawsze to powtarzam, że moje obrazy należy rozłożyć na czynniki pierwsze i przeanalizować psychologicznie. Kiedy myślę o wątkach literackich, to od razu przychodzi mi na myśl namalowanie Izabeli Łęckiej, jej pustej, pozbawionej emocji twarzy i Stanisława Wokulskiego kipiącego z emocji, pełnego rozterek i niepewności. To byłoby zestawienie dwóch odmiennych, ale ciekawych twarzy. Inspirację stanowi też dla mnie Anthony de Mello, który przekazuje nam niełatwą umiejętność nieprzywiązywania się do niczego, do ludzi, do dóbr materialnych. Bo wszystko jest jak woda, wszystko płynie, przemija. I właśnie tak ma być. Takie jest życie. De Mello na moich obrazach jest nadal przede mną…
– Jeżeli nie liczyć Pani profilu na Facebooku, gdzie można oglądać Pani obrazy?
– Wszystkie możliwe platformy społecznościowe, a także domy, w których te obrazy wiszą. Dzięki aukcjom zagranicznym moje obrazy kupowali Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Szwajcarzy, Niemcy, Austriacy. Nawet nie wiem, gdzie te moje obrazy trafiły. Kolejnym etapem na pewno będzie wernisaż. Koniecznie muszę go zorganizować! Oczywiście już teraz zapraszam Ciebie i Wszystkich Czytelników bardzo serdecznie!
– Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał:
JAROSŁAW HEBEL






