Czas na poezję: AGNIESZKA MĄCIK

wiosenny amok
wiosna pachnie oszałamiająco
jak zakochanie
odurza naręczem lilaków i czeremch
oparami ziemi
wzruszonej przez zwariowane pędy
śpieszące na powitanie słońca
szaleństwo czuć w powietrzu
można wdychać haustami
psy też je wyczuwają
rwą się ze smyczy płosząc gołębie
i kosy
spadłe pióra
wirują niebezpiecznie wysoko
aż do gniazd
gdzie drżą o poranku pisklęta
jeszcze nieopierzone
latem
latem sprawy zwalniają swój bieg
czasem nawet spełzają na niczym
skóra przybiera odcień oliwkowy
niepokorne piegi
wymykają się spod kontroli
lato zasycha na murach
i w korytach rzek
uczę się trwać w ciszy
chcę usłyszeć jak na wietrze
drży osika
stan posiadania
niczego w życiu mi nie trzeba
niczego nad uczucia
dotyku szorstkiego kory drzewa
prócz ciepła oddechu słońca
na błękicie nieba
stałej obecności zmiany otoczenia
w cyklach życia i śmierci zapomnieniach
niczego w życiu nie posiadam
niczego nie zabiorę
nie chcę balastu zabierać w drogę
prócz nędznej wartości garstki
doświadczeń namiastki
kilku wierszy utkanych z myśli nieskładnych
i do zmiany przekonań oporów niezasadnych
słowo jak chleb
zabieram cię ze sobą
do najodleglejszego zakątka świata
każde słowo jak chleb
którym się karmię
to dlatego
dzielimy się słowem

