CHUDZIO: Hymny o Warszawie
Okładka „Tyrmanda warszawskiego” przypomina mi trochę zeszyt szkolny, i jest bardzo minimalistyczna. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że oto dostałam egzemplarz bez obwoluty, nie znajduję bowiem zwyczajowych skrzydełek z biogramem autora, opisu czy tak popularnego współcześnie blurba. Okładka książki jest elegancka – w kolorze bordowym, wykonana z tkaniny ze srebrnymi literami i symbolami czterech warszawskich pomników w tym samym kolorze.
Moja znajoma, widząc ją u mnie na biurku, konstatuje, że musi to być nudna lektura, a mnie ona coraz bardziej intryguje, zabieram się więc za czytanie.
Szybko przekonuję się, że taka okładka to celowy zabieg. Wydawnictwo MG, którego nakładem książka ukazała się w marcu tego roku zakłada najwyraźniej, że czytelnik „Tyrmanda warszawskiego” zna dorobek Leopolda Tyrmanda i podobnie jak jego autor jest miłośnikiem stolicy. W związku z tym nie potrzebuje więc wprowadzeń, opisów czy zbędnych wyjaśnień i z wysokim prawdopodobieństwem czekał na tę książkę, zwłaszcza, że nie jest to jej pierwsze wydanie.
Warto w tym miejscu nadmienić, że okładka pozostaje w całkowitej spójności z treścią, czcionką i kolorem stron, które nie są w pełni białe, co daje bardzo ciekawy efekt retro i najwyraźniej ma przyciągać oko określonego odbiorcy – entuzjastę literatury, historii i Warszawy. Grafiki w książce są natomiast w większości przedrukami stron z felietonami Leopolda Tyrmanda, które publikowano na łamach „Stolicy” i „Tygodnika Powszechnego” w latach 1948–1956. Tym zresztą właśnie dla mnie jest „Tyrmand warszawski” – zgrabnym zbiorem publicystycznych pism autora z tamtych czasów, z którymi dzięki wydawnictwu MG może się zapoznać także współczesny czytelnik.
Jest to, według mnie, zestawienie szczególne. Niczym wehikuł czasu przenosi nas do stolicy tuż po drugiej wojnie światowej, czyli do miasta, z którego niewiele zostało. Pokazuje zaangażowanie, trud i nadzieję mieszkańców Warszawy, którzy solidarnie i z wielkim oddaniem podjęli się trudu żmudnej odbudowy i rekonstrukcji swojego miasta. Uświadamia skalę zniszczeń, zachwyca opisami topograficznych detali, ale jednocześnie ton ma raczej lekki i optymistyczny, jakby Tyrmand chciał poprzez swoje teksty dodać mieszkańcom otuchy i zmotywować do działania.
Teksty Tyrmanda obfitują w wiele niezwykle wnikliwych i celnych obserwacji odnośnie do stołecznego życia tamtych czasów i próbują odpowiedzieć na ważne pytania, jak choćby to, czym była Warszawa dla jej mieszkańców po drugiej wojnie światowej. Felietony są też w wielu miejscach mocno filozoficzne, wysmakowane językowo, ale jednocześnie przyprószone sporą dawką ironii i humoru.
Leopold Tyrmand niczym gawędziarz esteta przechadza się z czytelnikami wśród powojennych ulic, kierując ich uwagę na piękno zniszczonych budynków, i jest coś wzruszającego w jego sposobie portretowania stolicy po przejściach. Z niemal każdej linijki przeziera bowiem wielka miłość autora do stolicy oraz niezwykła uważność na świeżo tworzącą się tkankę miasta, zwłaszcza na powojenną architekturę i urbanistykę. Autor zwraca uwagę na różne detale, które przeciętny śmiertelnik pewnie by przeoczył, na kolor szyldów czy innych napisów i wypowiada się czule oraz ze znawstwem nawet o chodnikach, czyli trotuarach, wspominając ich przedwojenną świetność i różnorodność.
Mimo humoru i lekkości teksty Tyrmanda tamtego okresu przepełnione są widoczną melancholią. Trudno się temu dziwić, zważywszy na okoliczności, w jakich tworzył i trudności, jakie napotykał. Autor bowiem nie zawsze wyraża się pochlebnie o kierunkach, jakie obrała odbudowa Warszawy i nie zawsze sympatyzuje z pomysłami rządzących. Momentami można odnieść wrażenie, że pisarz wcale nie chce odbudowanej stolicy i że w miejscach nowych budynków wolałby pozostawić te okaleczone, liczne ruiny upamiętniające spustoszenia czasów wojny.
Nie tylko o odbudowie stolicy traktuje jednak ta książka, jest bowiem także, a może przede wszystkim swoistym hymnem na cześć mieszkańców. Stanowi ciekawe źródło historyczne, może być też gratką dla socjologów, architektów czy urbanistów. Leopold Tyrmand porusza w niej właściwie wątki wszelakie, ale zawsze oscylujące wokół stolicy – od dziarskości cechującej mieszkańców, przez obyczaje, sztukę i modę aż po ballady miejskie, kuchnię warszawską czy zespół Mazowsze. Mamy więc tu swoisty almanach wszystkiego, co w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku mogło nosić miano warszawskiego.
Ilekroć zerkam na okładkę, wracają do mnie słowa znajomej. Zastanawiam się, czy zbiór tekstów Tyrmanda można rzeczywiście uznać za nudny. W dobie szybko zmieniających się treści, przebodźcowania i krótkich opisów w social mediowych relacjach, nie jest to rzeczywiście lektura dla każdego. Wymaga skupienia i głowy otwartej na refleksje. Oferuje momenty zatrzymania się i nostalgii za tym, co dawno minęło. Nie trzeba być z Warszawy, by ją docenić, choć znajomość jej topografii na pewno w lekturze pomaga. Wygląda pięknie na stoliku kawowym i zaprasza do niespiesznych i sentymentalnych wypraw do przeszłości.
JOANNA CHUDZIO
Leopold Tyrmand, „Tyrmand warszawski”, Wydawnictwo MG, Warszawa 2026.

