HEBEL: Na ile jesteśmy krajem artystycznie liberalnym?

Czy polska publiczność dojrzała na tyle, by przyjąć spektakl teatralny o jednoznacznie erotycznym charakterze? Wyobraźmy sobie, że oto na wpół roznegliżowane i zgrabne aktorki na scenie tańczą na rurach, a grający podnieconych klientów nocnego klubu aktorzy ślinią się na ich widok. Wcale nie musi to być nawiązanie do słynnego teledysku Gangu Albanii, gdzie Popek i ferajna na całe gardło wykrzykują: „Pi… nad głową! Pi… nad głową!”[1]. Jest bowiem tak, że erotykę można elegancko opakować i sprzedać. Zastanawiałbym się tylko, jaki teatr miałby odwagę walczyć z ludzką ciemnotą, która często wypływa z religijnego fundamentalizmu? Czy komukolwiek chciałoby się odpierać absurdalne zarzuty o szerzenie pornografii, która przecież i tak jest ogólnie dostępna? Nawet bez względu na wiek, co bez wątpienia jest wielkim skandalem.
Przypominam sobie, jak Krystyna Janda w trakcie swojego monologu scenicznego „May Way” wspominała, że przed powstaniem Teatru Polonia w tym samym miejscu w latach 90. XX w. w centrum Warszawy przez pół roku istniało kino pornograficzne[2]. Przybytek ten zbankrutował, ale nie umniejsza to faktu, że ktoś miał odwagę, żeby otworzyć legalny biznes o charakterze erotycznym u progu odzyskiwanej przez nasz kraj suwerenności. Byłem wtedy nastolatkiem i przypominam sobie, jak w Telewizyjnym Kurierze Warszawskim oglądałem protest mieszkańców żyjących w budynkach sąsiadujących z kinem. Raczej nikogo te głosy sprzeciwu nie powinny dziwić, gdyż mało kto chciałby, żeby po nocy w pobliżu miejsca jego zamieszkania wałęsały się typy spod ciemnej gwiazdy spragnione mniej lub bardziej hardcorowej erotyki.
Od tamtego czasu chyba jednak trochę zmieniliśmy się jako społeczeństwo, którego już nie bulwersują tematy związane z erotyką. Jako przykład można by podać wyśmienicie sprzedające się książki Blanki Lipińskiej. Reklamuje się je pod szyldem: „Blanka Lipińska – odważny głos w kobiecej literaturze”. Jej twórczość skupia się na tematach związanych z miłością i erotyzmem ukazywanym w sposób dość kontrowersyjny. Najsłynniejsza powieść Lipińskiej „365 dni” (również zekranizowana) spotkała się z ostrą krytyką ze strony recenzentów, ale jednocześnie zdobyła ogromną popularność. Jej utwory są często krytykowane za brak jakości literackiej, ale jednocześnie przyciągają one czytelników swoją odwagą i bezkompromisowością.
Nowo powstałe niszowe Wydawnictwo EoS reklamuje się na swojej stronie hasłem: „Czytam erotyki – bo mogę, bo chcę, bo lubię”. Jak piszą jego współzałożycielki: „Chcemy kreować i odzwierciedlać gusta czytelnicze poprzez pokazywanie ambitnej, ciałopozytywnej i pieszczącej słowami literatury erotycznej”[3]. Może to być o tyle ciekawe, że obecnie erotyka kręci się na ogół wokół alkoholu, narkotyków i raczej niekoniecznie bez wulgarnego języka.
Prawie cztery dekady temu w „C.K. Dezerterach” w reż. Janusza Majewskiego mogliśmy obejrzeć scenę, w której główni bohaterowie kilka dni spędzają w towarzystwie sprowadzonych przez siebie pań lekkich obyczajów. Popadają więc w rozwiązłość seksualną i jednocześnie urządzają pijatykę. Jednak zostało to pokazane na wesoło w sposób bardzo ciepły i zarazem ujęte z niemałą nutką radości.
W filmie Patryka Vegi „Pitbull. Nowe porządki” widzimy, jak gangsterzy podszywający się pod policjantów wchodzą do jednego z nocnych klubów i robią jedną wielką rozpierduchę. Biją i gwałcą bardzo skąpo ubrane tancerki erotyczne tańczące na rurze, a przy okazji doszczętnie demolują cały klub. Vega przyzwyczaił już widzów, że w jego filmach przewija się seks, przemoc i jest obecny bardzo wulgarny język. Można jednak bronić reżysera, który przedstawia określony wycinek rzeczywistości naszego kraju, być może nawet marginalny, chociaż jego filmom daleko do wybitnego poziomu artystycznego.
Prześliczny erotyzm jest obecny w filmie Juliusza Machulskiego „Kingsajz”, gdzie krasnal Olo (Jacek Chmielnik) porusza się po pięknym ciele śpiącej Ali – Katarzyny Figury. Machulski nakręcił scenę z wielką klasą, za co nagrodziłbym go ogromnymi brawami. Tak bardzo erotycznej sceny nie widziałem w polskim kinie. Została ona zrealizowana z wielkim taktem, jednocześnie uwydatniając zachwycające ciało naszej olśniewającej aktorki.
W filmie „Wielka wsypa”, w którym Jan Englert zagrał mieszkającego w Hotelu Polonia cinkciarza Jareczka, niestroniącego od uciech kobiecego ciała, widzimy jak bohater leży nago, a siedząca na jego plecach dama do towarzystwa Iruśka – Ewa Gawryluk wykonuje masaż jego pleców. Scena jest naładowana erotyzmem w najczystszej postaci, nie widzimy w niej ani odrobiny pornografii, możemy za to podziwiać m.in. piękny biust młodej Ewy Gawryluk. Podobnie, jak w „Diabelskiej edukacji” w reż. Janusza Majewskiego – młodej Renaty Dancewicz, która nago pozuje belzebubowi (Markowi Kondratowi).
Życie ma jednak różne odcienie, o czym doskonale wiemy. Znakomity brytyjski pisarz George Orwell w „Roku 1984” pokazuje czytelnikowi bezzębną prostytutkę, z którą zdesperowany Winston był gotów współżyć. Z powodu ogromnego pragnienia kontaktu z drugim człowiekiem bohater miał wielką ochotę na seks. To trochę tak, jak w utworze grupy Pidżama Porno „Gnijąca modelka w taksówce”, o której Grabaż śpiewa: „Gnijąca modelka w taksówce/ Kobieta z brodawkami/ Z łupieżem i reumatyzmem/ Z powykręcanymi palcami/ Gnijąca modelka w taksówce/ Bez instynktów macierzyństwa/ Gnijąca modelka w taksówce/ Seksualna bohaterka/ Seksualna bohaterka”[4].
Idealistycznie zakochany jest Roman Boryczko, bohater „Zaklętych rewirów”, którego młody Marek Kondrat zagrał wprost fenomenalnie. Widzimy, jak przeżywa rozstanie ze swoją wielką miłością i udaje się do knajpy, gdzie w towarzystwie byłego współpracownika zapija się nieomal na umór. Wydaje się to dość staroświeckie, gdyż w pędzie dzisiejszego świata współczesny bohater zaćpałby się niczym Konstanty Willemann z „Morfiny” Twardocha albo uprawiał seks z kolejnymi napotkanymi na jego drodze życiowej kobietami.
W Teatrze 6.piętro obejrzałem spektakl „Handlarze gumek”[5] w reż. Adama Sajnuka, który pokazuje nam jednego z bohaterów z dwiema walizkami (dziesięcioma tysiącami!) prezerwatyw, które odziedziczył po ojcu i stara się je spieniężyć. To tragikomedia, którą znakomicie ogląda się z uwagi na fenomenalną grę aktorską Katarzyny Dąbrowskiej, Borysa Szyca czy Grzegorza Małeckiego. Bohaterowie sztuki śnią o bogactwie i dobrym seksie. Nie są jednak w stanie wydobyć się z własnych egoistycznych ograniczeń, żeby w sferze osobistej zaznać szczęścia. To spektakl, w trakcie którego erotyka jest cały czas obecna, ale – jak to zwykło się mówić – trzyma bardzo wysoki poziom.
Na pewno warto przywołać słowa jednego z bohaterów serialu „Dom” – Kajetana Talara: „To, co robisz, rób dobrze”[6]. Chciałoby się powiedzieć – trzymaj poziom! Pamiętajmy również o tym, że granica między erotyką a pornografią może być dość cienka i często zależeć od systemu wartości wyznawanego przez jej odbiorców.
JAROSŁAW HEBEL
PRZYPISY:
[1] Step Records, „Gang Albanii – Klub Go Go”, https://youtube.com [Dostęp z dnia: 01.04.2015].
[2] Por. Krystyna Janda w spektaklu „May Way” w Teatrze Polonia w Warszawie.
[3] „Wydawnictwo EoS”, https://lubimyczytac.pl [Dostęp z dnia: brak daty dostępu].
[4] Pidżama Porno – temat, „Gnijąca modelka w taksówce”, https://youtube.com [Dostęp z dnia: 24.02.2016].
[5] Por. Jarosław Hebel, „Przez zabawę ku refleksji”, https://mojaprzestrzenkultury.pl [Dostęp z dnia: brak daty dostępu].
[6] Kajetan Talar (Józef Nowak ) w serialu „Dom” w reż. Jana Łomnickiego.

