Czas na poezję: LAURA ALSZER

Fot. Z archiwum Autorki. Na zdjęciu Laura Alszer.

Brazylijskie słońce

nawet pająki nie tkają
sieci tak miękkich
jak jego włosy
w których brazylijskie słońce
przegląda się leniwie
uśmiecha

pszczoły
zgubiły drogę do ula
bo żaden miód
nie jest tak słodki
jak jego usta
a żadne futro tak miękkie
największa pokusa

w jego ustach
wszechświat schował gwiazdy
otulam się nimi
garściami zrywam
wcieram w skórę
jak nektar
językiem smakuję

w jego rękach
kociak ociera się i mruczy
w rytmie bicia mojego serca
jestem miękka
duża
a jednak maleńka

w oczach skrył grzechy
całego piekła
zagubiona szukam drogi
uciekam
kalecząc stopy
spadam w przepaść

nie ma powrotu
nie ma

wtulona w jego tatuaże
czekam
na odrobinę ciepła
palcami krążę po liniach
mój ideał
patrzy z jego lustra
śmieje się
a ja nie mam powietrza

nie potrafię oddychać
odkąd się uśmiecha
w piersi czuję
najmniejszy ruch jego ust
wygięcie tak subtelne
jak babie lato
czuję w trzewiach
nikt tak pięknie nie wymawiał
mojego imienia

jego głos mnie wypełnia
krąży we krwi
w sutkach
karmi mnie tym brzmieniem
wbijam w słowa
wygłodniałe palce
chwytam ustami

wdycham
brazylijskie słońce
nigdzie nie świeci jaśniej
niż w jego uśmiechu

 

Esencja

rozsypuję się
jak piasek po powrocie z plaży
tylko po to
żebyś mnie zebrał
ulepił od nowa
nabieram nowych kształtów
w twoich dłoniach

chcę być makiem z makowca
który przykleił się w kąciku ust
żebyś go zlizał

nosisz mnie dumnie
jak drogie perfumy
uczepiona twojego kołnierzyka
nie chcę się ulotnić

 

Likier

wciskałam ci gwiazdy w ręce
dwie półkule miękkich planet
chciały być ssane
ale przez mrok oślepłeś
i nie widziałeś

w miękkości
lekkości
w czułości
wgryziona w słońce
stoję boso w pomarańczowej kałuży

uciekam przed chandrą
za włosy targam wiatr
całuje mnie mocno
i niesie przez błękitne fale
poddaję się

gdy odzyskujesz wzrok
jestem pokryta kumkwatowym likierem
bierzesz kieliszek
wypada z rąk