HEBEL: Wspomnienie o Zbigniewie Zapasiewiczu

Trudno uwierzyć, że minęło już 17 lat, odkąd nie ma pośród nas Zbigniewa Zapasiewicza. Miałem przyjemność jeden jedyny raz oglądać go na żywo w spektaklu „Zapasiewicz gra Becketta” w Teatrze Powszechnym w Warszawie. To był czas, gdy Powszechny jeszcze trzymał poziom. Pamiętam po brzegi wypełnioną widownię. Jak również i to, że młodzi ludzie (najprawdopodobniej studenci warszawskiej PWST) siedzieli nawet na schodach pomiędzy rzędami (sic!).
Mam wrażenie, że każdy chciał zobaczyć tego wielkiego aktora na żywo. Jest bowiem prawdą, że właśnie w teatrze każdy aktor jest w stanie pokazać pełnię swojego talentu. Zapasiewicz należał do jednych z bardziej wybitnych artystów, których można oglądać w teatrze i filmie. Należał do tej szkoły wielkich formatów – obok Krystyny Jandy, Janusza Gajosa, Mariana Opani, Jana Englerta czy Piotra Fronczewskiego – za którą wielu z nas z tęsknotą wzdycha.
Zapasiewicza pamiętam również z filmu – przede wszystkim z „C.K. Dezerterów” w reż. Janusza Majewskiego. Cudownie wykreował w tym filmie postać w pełni dystyngowaną – prowadzącego inspekcję kapitana Wagnera. Widzimy, jak bohater grany przez Zapasiewicza konfrontuje się z Wojciechem Pokorą, obsadzonym w roli nadgorliwego oberleutnanta Franza von Nogaya. Właśnie z tej sceny pochodzi legendarny cytat dotyczący „słownika ludzi kulturalnych”.
Zbigniew Zapasiewicz był angażowany przez najwybitniejszych reżyserów: Krzysztofa Zanussiego, Agnieszkę Holland, Jana Łomnickiego, Janusza Morgensterna, Janusza Zaorskiego, Krzysztofa Kieślowskiego, Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego, Andrzeja Wajdę i wielu innych. Nasza pamięć ma charakter selektywny, dlatego niezbyt dobrze pamiętam Zapasiewicza z filmów Agnieszki Holland czy Andrzeja Wajdy. Doskonale za to zapamiętałem go z drugoplanowych ról, czy nawet epizodycznych scen, które nadały właściwą formę produkcjom z jego udziałem. To prawda, że Zbigniew Zapasiewicz zagrał w filmach zaliczanych do kina moralnego niepokoju: „Barwach ochronnych”, „Bez znieczulenia” czy „Gorączce”. Dla mnie na zawsze pozostanie jednak ojcem „Rudego” z „Akcji pod Arsenałem”, nauczycielem i antykwariuszem Pawłem Krajewskim z „Polskich dróg”, Antonio Taviatinim z „Barytonu”, Józefem Piłsudskim z „Marszałka Piłsudskiego” i Tomaszem z „Życia jako choroby przenoszonej drogą płciową”.
Po premierze „Pana Cogito”[*] w Teatrze TVP w prasie i środowisku artystycznym na stałe przylgnęło do niego określenie, że „dał poezji Herberta głos, oddech i tętno”, stając się scenicznym alter ego Pana Cogito. Aktor był prywatnie przyjacielem poety. Herbert zachwycał się tym, jak Zapasiewicz potrafił nadać jego filozoficznym wierszom ludzki, powściągliwy, a zarazem niezwykle głęboki wyraz.
Choć Zbigniew Zapasiewicz uchodził za introwertyka i człowieka nieśmiałego, potrafił precyzyjnie gasić rozmówców. Zapytany w wywiadzie radiowym o to, jak dawniej aktor stawał się gwiazdą, a jak wygląda to obecnie, gorzko skwitował rozpasany show-biznes: „Lansuje się ludzi, którzy nie spełniają żadnych kryteriów, poza tym, że są modni, że są ładni, i to wystarczy […]”[**].
JAROSŁAW HEBEL
[*] Zob. Teresa Krzemień, „Zbigniew Herbert »Pan Cogito«”, https://encyklopediateatru.pl [Dostęp z dnia: brak daty dostępu].
[**] „Zarozumiały i nadęty arogant – Zbigniew Zapasiewicz – Forum”, https://filmweb.pl [Dostęp z dnia: 30.10.2008].

