HEBEL: Czy Dorociński nie zawiedzie nas w roli Wokulskiego?

Nie mogę doczekać się premiery najnowszej ekranizacji powieści Bolesława Prusa „Lalka”. To jedna z moich ulubionych książek, o ile w ogóle nie najukochańszych. Do tej powieści Prusa mam stosunek sentymentalny, podobnie zresztą jak do „Znachora” Dołęgi-Mostowicza czy „Kroniki wypadków miłosnych” Konwickiego. Do najnowszej kinowej wersji utworu autora „Kariery Nikodema Dyzmy” jednak nie mogę się przekonać, mimo że grają w tym filmie takie gwiazdy, jak Leszek Lichota, Maria Kowalska czy Ignacy Liss. Czegoś w tej produkcji mi brakuje, chociaż nie potrafię dokładnie tego nazwać ani zdefiniować. Być może jest to kwestia intuicji. Kto wie, czy problem nie tkwi jednak w niemożliwości idealnego odzwierciedlenia pierwowzoru?
Coś mnie ujęło w „Przedwiośniu” Bajona – chyba pewien ogólny klimat tekstu Żeromskiego, którego lubiłem jako pisarza już jako nastoletni chłopak. Bińczycki w roli profesora Wilczura był świetny! Mam wrażenie, że Lichocie czegoś zabrakło. Być może miał za wysoko postawioną poprzeczkę, której nie był w stanie przeskoczyć? Dmochowski w roli Wokulskiego nie powalił mnie na kolana, chociaż Fijewski jako Rzecki był doskonały. Postać Wokulskiego wykreowana zaś przez Kamasa to po prostu majstersztyk! Czy Dorociński sprosta wyzwaniu i zobaczymy w jego wykonaniu Wokulskiego, za jakim będziemy tęsknić? O Kondrata się nie martwię, umiejąc wyobrazić go sobie jako Rzeckiego. Trudne zadanie ma Urzędowska, która grając Łęcką, będzie rywalizowała z wizerunkiem panny Izabeli wykreowanym przez Tyszkiewicz i Braunek.
Chciałbym, żeby Marcin Dorociński wypadł w roli Wokulskiego jak Jerzy Kamas. Mam jednak świadomość, że aktor zagra na swój sposób. Na pewno najlepiej jak potrafi. Pragnąłbym jednak, żeby wykreowany przez niego bohater w niczym nie przypominał topornej postaci stworzonej na ekranie przez Mariusza Dmochowskiego. Dorociński przyznał: „Naprawdę strach jest olbrzymi, żeby po panu Dmochowskim i po panu Kamasie spróbować zagrać tego swojego Stasia Wokulskiego”[1]. Oby mu się udało ku uciesze szerokiej rzeszy publiczności i krytyków, którzy ostrzą pióra do pisania recenzji.
Wokulski to postać arcyciekawa – wyrastająca z romantyzmu, ale żyjąca w okresie pozytywizmu. Czy uda się przekazać szerokiej widowni ducha tej postaci aktorowi, który grał m.in. w filmach Patryka Vegi („Pitbull”) i Władysława Pasikowskiego („Jack Strong”)? Nie chodzi przy tym o jego talent, którego nikt nie kwestionuje. Raczej pytałbym, czy kojarzenie Dorocińskiego w pierwszej kolejności z rolą komisarza Sławomira Desperskiego „Despero” może przyczynić się do problemu z przebiciem się przez aktora w świadomości odbiorców w postać Stanisława Wokulskiego? W tym kontekście tym bardziej jest zrozumiałe to, co powiedział Marcin Dorociński odnośnie do swojego udziału w ekranizacji „Lalki”: „[…] czuję odpowiedzialność. Wiem, że są olbrzymie oczekiwania i moje, i pewnie wszystkich, którzy będą to potem oglądali”[2]. Jednocześnie aktor nie ukrywa, że rola Wokulskiego jest dla niego „spełnieniem marzeń”.
Stanisław Wokulski przez sporą część mojego życia był mi bliskim bohaterem literackim, który miał twarz Jerzego Kamasa. To nie był sztywniak, jak w filmie Wojciecha Jerzego Hasa zagrał go Dmochowski. Miał jasne zasady, które nie pasowałyby do współczesnego nam świata. Żyjąc „tu i teraz” byłby wiecznym przegrywem. To był człowiek, dla którego honor był rzeczą świętą. Przy tym szanował pieniądze i potrafił w kobiecie kochać jej duszę, a nie jedynie pożądać ją cieleśnie. Miał dobre serce – otaczał opieką i wspierał finansowo wielu ludzi, realizując w ten sposób pozytywistyczne hasło pracy u podstaw oraz osobistą potrzebę filantropii.
Nie chcę nikogo ani niczego obrazić, ale Dmochowski zagrał Wokulskiego w sposób prosty, tym samym nieco przytępiając bohatera powieści Prusa. Wokulski nie był tak grubo ciosany!
Lubię Dorocińskiego, u którego dostrzegam ten błysk intelektualny. Czy Marcin Dorociński w pewnym sensie odświeży postać Wokulskiego i ze zrozumieniem przemówi do nowego/ młodego pokolenia widzów? Zdaję sobie sprawę, że staję się coraz bardziej konserwatywny (w dobrym rozumieniu tego słowa), ponieważ podoba mi się coś, co minęło i patrząc z perspektywy czasu, na pewno nabrało wartości. Tak przecież można odbierać wielką kreację Jerzego Kamasa, który stworzył Wokulskiego, o jakim nawet dość wybrednym krytykom się nie śniło.
Czy jesteśmy w stanie przewidzieć, jak w roli Stanisława Wokulskiego wypadnie Marcin Dorociński? Jeżeli swoją fenomenalną grą pobudzi młode pokolenie do czytania klasyki (przede wszystkim „Lalki”!), to obiecuję, że będę jednym z pierwszych, którzy publicznie mu pogratulują. Dorociński świetnie wypadł w filmie „Rozmowy nocą”, w którym zagrał razem z Magdaleną Różdżką. Jeżeli powtórzyłby to w „Lalce” z wyczuciem XIX-wiecznych realiów, jako widz i recenzent będę w pełni usatysfakcjonowany. To jest aktor, którego przed każdym artystycznym przedsięwzięciem należy obdarzyć kredytem zaufania, ale również trzeba od niego wymagać i później w konstruktywny sposób rozliczać to, jak zagrał. Po prostu punktować go lub wręcz przeciwnie – rozpływać się ze wzruszenia, znajdując się pod ogromnym wrażeniem jego fenomenalnej gry. To jeden z wielu powodów, dlaczego wybiorę się do kina na nową ekranizację „Lalki”.
JAROSŁAW HEBEL
PRZYPISY:
[1] Dziennikarze Onet Kultura, „»Lalka« wraca na wielki ekran. Marek Kondrat i Marcin Dorociński o kulisach megaprodukcji”, https://onet.pl [Dostęp z dnia: 18.01.2026].
[2] Sebastian Luc-Lepianka, „Zapytali Marcina Dorocińskiego o »Lalkę«. »Trochę boję się o tym mówić«”, https://rozrywka.natemat.pl [Dostęp z dnia: 2.08.2025].

