Czas na poezję: MAGDALENA POŁCZYŃSKA

Fot. Piotr Połczyński. Na zdjęciu Magdalena Połczyńska.

pogoń

wołałam kiedyś o pomstę do ziemi
znaczyłam liście śliną i krwią
łamałam się w biegu
jak spróchniałe drzewo
wyjmowałam nasiona
z nabrzmiałych ust
plewili ze mnie imię
zasiali zwątpienie
odsądzili od ofiar i dni
położyli płasko
na miękkim brzuchu miedzy
leżałam odłogiem
w gąszczu dawnych słów

 

żuki

kucamy razem na leśnej drodze
piasek jest wilgotny od deszczu
przewracamy leżące do góry nogami żuki
na właściwą stronę
potem przenosimy je ze ścieżki
w bezpieczne zarośla
ich pancerze lśnią zielono
wśród źdźbeł trawy
uśmiechasz się
myślę o tym jak długo
będziesz wierzył w życie
tak jak dziś

 

zielone

wyśpiewujesz mi niebo
z szarą wstęgą ptaków
za rogiem kocica rodzi młode
bierzemy je w dłonie
błogosławimy na drogę
leżymy na trawnikach
miękkich i ciepłych jak futro
gdy krzyżujemy myśli dajesz mi
w końcu zielone światło
na to co jest pod spodem

 

modry kamień

zwijaj się jak liść po krawędzi
suchego kamienia rzeźb
w powięziach znaczeń
gęstym asfalcie dróg
otocz się miastem
po nieruchomych zimach
obmyj spękane stopy
szorstkim językiem huku
owiń wężami ścieżek
fastrygami napiętymi jak
łuki stępionych ramion
co popiołem prószą w oczy
wchłoń co twoje i to
co jest pod spodem

 

stamtąd

długo jeszcze wychodził na ganek
wróżył pogodę z kształtów i pni
w myślach się ganił i szarpał jak dziecko
zamęt dojrzewał w zakamarkach ścian
mówili mu że już nie jest stamtąd
że jeśli już tu to tamtego nie ma po co
odeszło z ostatnim gnącym się płotem
i splotem koszul schnących jak pszenica
w pokoju walizki niewyjęte pościele
buty ustawione czubkami ku drzwiom
gdy jesień przeszła w zimę
a dzień przeszedł w noc
on wciąż tam stał mały punkt
zlewający się ze śniegiem
gdy zima przeszła w wiosnę
a noc przeszła w dzień
on wciąż tam stał jego cień
wędrował wysoko ze słońcem