HEBEL: Biografia Aleksandra Bardiniego

Z zainteresowaniem przeczytałem książkę Grzegorza Kozaka – biografię Aleksandra Bardiniego, którego zapamiętałem jako znakomitego aktora. Bardini zawsze będzie kojarzył mi się z rolą naczelnika poczty z serialu „Polskie drogi” w reżyserii Janusza Morgensterna. Jak przez mgłę pamiętam go również jako ordynatora szpitala w filmie „Dekalog II” Krzysztofa Kieślowskiego. Warto podkreślić, że kreacja ta uważana jest za jeden z najważniejszych i najbardziej poruszających występów w całej karierze artysty.

Grzegorz Kozak snuje opowieść, często przywołując głosy osób, które znały aktora prywatnie lub zawodowo. Bardini wykształcił się jeszcze w Polsce przedwojennej, a w chwili wybuchu II wojny światowej był już dorosłym mężczyzną. Stał się żywym świadkiem XX wieku, w którym człowiek w okrutny sposób odczuł zbrodniczą machinę systemów totalitarnych. Czas wojny spędził we Lwowie, gdzie przeżył dwie okupacje sowieckie. To tam poznał swoją przyszłą żonę, Julię Aftanasow, z którą po wojnie doczekał się córki Marii, nazywanej Maliną.

Z książki dowiadujemy się, że Aleksander Bardini był jedynym członkiem najbliższej rodziny, który przeżył Holocaust. Jego rodzice zostali zamordowani w lwowskim getcie (ojciec w 1941 roku, matka rok później), a młodsza siostra zginęła podczas likwidacji getta w Grodnie. Po utworzeniu getta we Lwowie, został w nim przymusowo osadzony i pracował jako sanitariusz na oddziale chirurgicznym szpitala żydowskiego. Gdy udało mu się uciec na tzw. „aryjską stronę”, przez prawie dwa lata ukrywał się w różnych miejscach.

W trakcie lektury poznajemy człowieka, który przeszedł przez najgłębsze piekło XX wieku. Wydaje się, że właśnie z tych traumatycznych lwowskich doświadczeń czerpał on swoją niesamowitą, ekranową mądrość, stoicyzm oraz psychologiczną głębię. W powojennej Polsce dogłębnie wstrząsnęło nim tragiczne wydarzenie, jakim był pogrom kielecki. To pod jego wpływem zdecydował się na emigrację z całą rodziną – najpierw do Monachium, a później za Atlantyk.

Przez powojenne losy artysty przewijają się wielkie nazwiska, na czele z Aleksandrem Zelwerowiczem oraz Leonem Schillerem, który pomógł mu w powrocie do kraju. Dzięki Schillerowi Bardini rozpoczął pracę w Teatrze Polskim w Warszawie. Szybko zaistniał też w radiu i telewizji jako reżyser słuchowisk oraz spektakli. Wielkim wydarzeniem kulturalnym stolicy stały się wyreżyserowane przez niego „Dziady”. W kolejnych latach współpracował m.in. z Teatrem Współczesnym i Dramatycznym. Był dyrektorem Teatru Ateneum, jak również prowadził zajęcia ze studentami w PWST w Warszawie.

Warto przypomnieć, że jego debiutem na zawodowej scenie był spektakl „Dom otwarty” Michała Bałuckiego, zrealizowany w 1941 roku w Państwowym Polskim Teatrze Dramatycznym we Lwowie. Z kolei w 1950 roku zadebiutował jako reżyser operowy, wystawiając „Damę pikową” Piotra Czajkowskiego w Operze Śląskiej.

Mało kto wie, że Bardini był nie tylko aktorem i reżyserem, ale także wybitnym pedagogiem. Krystyna Janda wspominała, że był „przenikliwie inteligentnym człowiekiem”. Anna Seniuk zapamiętała go jako „mistrza ciętej riposty”, jak również reżysera, który posiadał „bezgraniczne zaufanie”. Z kolei Krzysztof Zanussi widział w nim człowieka z poetyki „Czarodziejskiej Góry” Manna. Bardzo ujął mnie fragment, w którym autor wspomina o wielkiej, ponad półwiekowej przyjaźni korespondencyjnej Bardiniego z Krystyną Feldman, z którą mógł pisać o wszystkim.

Dzięki występom w bardzo popularnym „Studio 2” Bardini stał się postacią powszechnie rozpoznawalną – kimś, kogo dzisiaj nazwalibyśmy celebrytą. Widzowie masowo do niego pisali, a on sam potrafił nawiązywać niezwykłe więzi, czego dowodem była trwająca aż do jego śmierci przyjaźń z górnikiem Markiem Długopolskim. To szczególnie ujmujący fragment książki, z którego dowiadujemy się o ich relacji, mającej charakter „przyjaźni na odległość”. Ich listy były wymianą myśli, nastrojów i przeżyć. Na jednym ze zdjęć z początków lat osiemdziesiątych widzimy Marka Długopolskiego wraz z dwójką dzieci i profesora Bardiniego, żywo gestykulującego lub objaśniającego świat pociechom swojego przyjaciela. Ta ich niespotykana przyjaźń miała wynikać z „pokrewieństwa dusz”.

Choć autor biografii nie jest zawodowym krytykiem filmowym czy teatralnym, do tematu podszedł niezwykle rzetelnie, o czym świadczy imponująca liczba przypisów. Opublikowane w książce zdjęcia chronologicznie prowadzą czytelnika przez życie artysty – widzimy go zarówno z rodzicami w latach dwudziestych, jak i z żoną i córką pod koniec lat czterdziestych, w domowej bibliotece w połowie lat siedemdziesiątych, czy na planie „Dekalogu II” z Krystyną Jandą pod koniec lat osiemdziesiątych. Ta pozycja ma wielką zaletę – jest mocno osadzona w realiach, w których żył Bardini. Każdy zacytowany głos tworzy uwiarygadniające tło w formie przypominającej w pełni realistyczny i niepozbawiony sentymentu klimat czasu przeszłego.

To ważna i potrzebna książka – pierwsza biografia Bardiniego po ponad trzech dekadach od jego śmierci. Autor kreśli portret wybitnego artysty z dużym rozmachem, a tekst z każdym rozdziałem staje się coraz bardziej wciągający. Monografia nie jest pozbawiona wad – zbyt długie cytaty momentami odbierają jej autonomiczną dynamikę. Nie mam jednak wątpliwości, że książka Grzegorza Kozaka to obowiązkowa pozycja dla każdego, komu bliska jest historia polskiego filmu, ale przede wszystkim teatru mocno osadzonego w kulturze wysokiej.

JAROSŁAW HEBEL

 


Grzegorz Kozak, „Bardini”, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2026.