HEBEL: Uwagi na marginesie Iwaszkiewicza

Fot. Canva Free. Na zdjęciu Jarosław Iwaszkiewicz.

Jarosław Iwaszkiewicz nie jest pisarzem z mojej bajki, do czego być może przyczyniło się moje kiepskie wykształcenie. Nie przypominam sobie, żeby za moich szkolnych lat książki Iwaszkiewicza należały do kanonu lektur szkolnych. To oczywiście wszystkiego nie wyjaśnia, gdyż „Dzieje grzechu” Żeromskiego też nie były powieścią rekomendowaną dla uczniów, a mimo to pożarłem ją jako kilkunastolatek. To była dwutomowa książka mojej Mamy, która w jakiejś mierze miała wpływ na polubienie przeze mnie literatury autora „Wiernej rzeki”. Miłości do twórczości Iwaszkiewicza – jak i ze szkoły – nie wyniosłem również z rodzinnego domu.

Mógłbym nadmienić, że dla mnie pisarz ten pozostał autorem przede wszystkim niezwykle ważnego opowiadania „Ikar”. Widzimy w nim, jak młody chłopak zostaje schwytany przez gestapo, ponieważ czytając książkę na ulicy, całkowicie odcina się od brutalnej rzeczywistości okupacyjnej. Ta ucieczka w świat wyobraźni staje się jego symbolicznym „lotem ku słońcu”. Iwaszkiewicz udowadnia, że mityczny Ikar ginie codziennie. Dramaty jednostek rozgrywają się w ułamku sekundy na oczach tłumu, który natychmiast o nich zapomina.

*

Z zainteresowaniem przeczytałem pozycję Beaty Izdebskiej-Zybały[*] poświęconą relacjom Jarosława Iwaszkiewicza z osobami, które z różnych względów odegrały ważną rolę w jego życiu. Książkę czyta się znakomicie, na co być może nie jest bez wpływu fakt, że autorka to historyczka literatury, która imponuje ogromną wiedzą i jest adiunktem w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku. Publikacja została wydana w świetnej szacie graficznej (chociaż szkoda, że w miękkiej oprawie) – na okładce widzimy portret Iwaszkiewicza w podeszłym wieku na żółtym tle, dzięki czemu bardziej przykuwa wzrok. Podzielona jest na cztery główne rozdziały, z których z jednej strony dowiadujemy się o łączących go więziach z mężczyznami: Włodzimierzem Odojewskim, Julianem Stryjkowskim, Zbigniewem Herbertem, Andrzejem Wajdą czy Stanisławem W. Lilpopem. Z drugiej zaś z kobietami: Teresą Jeleńską, Ireną Krzywicką, Wandą Telakowską czy Carmen Adele Quintana Unzué (Perlą).

Najbardziej wciągnął mnie fragment poświęcony przyjaźni w małżeństwie Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Został on opatrzony bardzo romantyczną fotografią Iwaszkiewiczów ze ślubu, który odbył się dwa lata po rozgromieniu pod komendą Piłsudskiego bolszewickiej nawały na Polskę. Osobnymi rozdziałami są eseje traktujące o jego twórczości, stosunku do Holocaustu, uwikłaniu w komunistyczny system władzy czy odbiorze jego literatury.

Argentynka (Perla) była „przyjaciółką na zawsze” Jarosława Iwaszkiewicza, którego dzieliło od niej tysiące kilometrów. Często o nim myślała i „zawsze z przyjaźnią”. W tamtym czasie nie było SMS-ów czy e-maili – pozostawało pisanie listów, z których możemy dowiedzieć się o łączącej ich szczerej przyjaźni. Iwaszkiewicza otaczało wiele kobiet. Jak pisze Izdebska-Zybała – autor „Brzeziny” „Cenił ich wrażliwość, sposób przeżywania świata oraz intuicję”. Z żoną Anną łączyła go najtrwalsza więź, która wyrastała z przyjaźni jako najsilniejszego fundamentu. Ich małżeństwo trwało ponad pięćdziesiąt siedem lat (sic!). Można by jednak oczywiście pytać, czy więcej było w nim przyjaźni czy miłości? Może zaś najistotniejsze okazały się wzajemne przywiązanie, odpowiedzialność i trwanie przy sobie mimo różnych przeciwieństw losu? On oczekiwał wsparcia, które dawałoby mu poczucie bezpieczeństwa. Ona zaś – przepełniona była miłością i oczarowana Iwaszkiewiczem jako dobrze zapowiadającym się pisarzem. Podobno pod wpływem analizy filozofii Kirkegarda sformatowała się do roli żony i matki. Życie u boku męża i wspieranie go ponad wszystko, fascynacja twórcami i estyma, jakimi ich darzyła mogło być namiastką spełnienia własnych marzeń. Chociaż wiedziała o jego skłonnościach biseksualnych, to ich związek małżeński okazał się niezwykle głęboki i trwały.

Tak silne scementowanie ich małżeństwa może wydawać się zaskakująca ze względu na problemy Anny ze zdrowiem psychicznym, które ujawniły się już we wczesnej młodości. Pogłębiły się po samobójstwie jej ojca – Stanisława Wilhelma Lilpopa, a także po narodzinach drugiej córki (depresja poporodowa). Choroba psychiczna i idący za nią silny fanatyzm religijny Anny były przez lata tematem tabu.

*

Książka Izdebskiej-Zybały ma wielką wartość, która wypływa z analizy listów pisanych przez i do Iwaszkiewicza. Na tej podstawie autorka sprawnie przybliża relacje, jakie go łączyły z otaczającymi go ludźmi. W książce znajdziemy też liczne fotografie, jak np. chyba szczęśliwego Iwaszkiewicza z czasów przedwojennych z żoną Anną i córkami – Marią i Teresą. Na innym z kolei widzimy go z Antonim Słonimskim czy z wierchuszką PRL-owskich władców (Edwardem Gierkiem i Piotrem Jaroszewiczem), którzy odznaczyli go orderem Budowniczych Polski Ludowej. Zastanawiam się, o czym mógł myśleć, gdy widzę go zadumanego na zdjęciu z lat 60. na kongresie Związku Literatów Polskich w Kaliszu?

Iwaszkiewicz tworzył establishment Polski niesuwerennej, zależnej od wschodniego sąsiada, jakim był Związek Radziecki. To dzięki temu nie miał problemu ze zdobyciem paszportu i podróżowaniem np. po Europie Zachodniej, nie mówiąc już o krajach Ameryki Południowej. Był uwikłany w system, który tworzył i którego był częścią, ale jednocześnie „[…] słynął z uników wobec władzy”. Gdy było trzeba zająć stanowisko w jakiejś ważnej kwestii, często okazywało się, że wyjechał z kraju albo zachorował. Autorka docieka, co go skłaniało do takiego lawirowania? Czyżby bał się sfingowania przez służby specjalne afery na tle homoseksualnym? Nie da się tego wykluczyć, chociaż równocześnie można patrzeć na Iwaszkiewicza jako na odpowiedzialnego za polską kulturę, której nie służyło wchodzenie w konfrontację z władzą. Rządzący wtedy naszym krajem na pewno chcieli mieć u swojego boku kogoś takiego jak Iwaszkiewicz, pisarza o przedwojennym rodowodzie, świetnie wykształconego, który znakomicie poruszał się w różnych środowiskach. Dlatego – to nie jest wielkim odkryciem – był kuszony przez władzę PRL, ale każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy uległ wabieniu go przez komunistów licznymi dobrami i przywilejami. W IPN-ie nie zachowała się jego teczka, więc wszystko, co zostało powiedziane ponad już znane fakty, z całą pewnością mogłoby wypływać jedynie z domysłów lub plotek.

To niesłychane, ale aż przez dwadzieścia cztery lata Iwaszkiewicz pełnił funkcję prezesa Związku Literatów Polskich, co może świadczyć, że znaczna część pisarzy akceptowała przyjętą przez niego koncepcję przetrwania. Wprawdzie Antoni Słonimski nazywał go „starszym panem bez godności”, ale już Melchior Wańkowicz zalecał rozróżnianie w Iwaszkiewiczu pisarza i prezesa. Jan Józef Szczepański widział w nim „pisarza wielkiego formatu”, podczas gdy dla Leszka Kołakowskiego był przede wszystkim „bardzo dobrym człowiekiem”. Każdy z nas musi uporać się z oceną Jarosława Iwaszkiewicza, który odcisnął ogromne piętno na polskiej literaturze. Może nawet dalej – kulturze, no bo przecież jego proza miała szczęście do znakomitych reżyserów. Andrzej Wajda zekranizował „Brzezinę” (1970) i „Panny z Wilka” (1979), a także „Tatarak” (2009) ze wspaniałą rolą Krystyny Jandy. Wśród innych reżyserów, którzy przenosili prozę Iwaszkiewicza na ekran, m.in. można by wyliczyć: Jerzego Kawalerowicza, Jerzego Zarzyckiego, Agnieszkę Holland czy Janusza Majewskiego.

*

Nic nie usprawiedliwia tego, że nie jestem oczytany w twórczości Iwaszkiewicza. Żaden z tekstów Hłaski też nie był lekturą szkolną, a mimo to całą jego twórczość jako młody człowiek pochłonąłem prawie jednym tchem. Przyczyniła się do tego być może wielka legenda Hłaski, która silnie oddziaływała na wyobraźnię, podczas gdy Iwaszkiewicz raczej był pisarzem w jakimś sensie zapomnianym. Nie wiem, czy właściwszym określeniem tego stanu rzeczy nie byłoby zaniedbanym. Nie przypominam sobie, żeby jego książki po ’89 roku były wznawiane. Szkoda. Takie jego utwory, jak np. „Panny z Wilka”, „Brzezina”, „Matka Joanna od Aniołów”, „Tatarak”, „Kochankowie z Marony” należące do kanonu polskiej literatury XX wieku. Ich głównymi motywami są miłość i śmierć, dwie najpotężniejsze siły rządzące człowiekiem. Plastyczna narracja, zręczne dialogi, pogłębione portrety psychologiczne postaci i zmysłowość świata przedstawionego sprawiają, że opowiadania Iwaszkiewicza fascynują kolejne pokolenia filmowców.

Odkryłem, że trzy lata temu Wydawnictwo Marginesy wydało również „Opowiadania filmowe” Jarosława Iwaszkiewicza. Nie mam wątpliwości, że to będzie moja lektura obowiązkowa w czasie wyjazdu do Ustki i pobytu w tym nadmorskim kurorcie.

JAROSŁAW HEBEL

 


[*] Beata Izdebska-Zybała, „Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026.