OCHWANOWSKI: Sonety niedokończone dla przyjaciół i znajomych

Fot. Z archiwum Autora. Na zdjęciu Adam Ochwanowski.

Sonet niedokończony dla Wiesława Myśliwskiego

Gdy wszystko można sprzedać i kupić, Wiesławie
Na najprostsze pytania nie ma odpowiedzi
Giną żale za grzechy w codziennej spowiedzi
I miejsca nam brakuje na zbyt krótkiej ławie

Gdy odpowiedniej rzeczy – trudno dać jest słowo
Bo proza i poezja z niewiedzy się rodzi
A święte panaceum jak trucizna szkodzi
Hałas zatyka usta najcichszym rozmowom

Bogaty zbir i złodziej może nogą suchą
Przecisnąć się bezpiecznie przez igielne ucho

 

Sonet niedokończony dla Jerzego Antczaka

To tylko teatr Jurku. Smuga i nic więcej
Szczypta emocji, czucia, nerwowego śmiechu
To ściśnięta przepona i antrakt w oddechu
Ot, nieśmiałość odgłosów, dyskretne muśnięcie

Teatr, Jurku, dla widzów jest życia wyszynkiem
Znienawidzony czasem a czasem kochany
Jak czas pomiędzy jednym a następnym drinkiem
Cień cienia przyklejony do bezradnej ściany

Teatr jest sumą podniet, a my w tym teatrze
Pytamy się bezradnie, kto po nas zapłacze

 

Sonet niedokończony dla Andrzeja Barańskiego

Andrzeju, fejsbuk żyje, hejt trzyma się mocno
Z zaświatów żadnych nowych nie uświadczysz znaków
Coraz mniej zbóż się rodzi, przybywa buraków
Zimą kwitną fiołki, mróz doskwiera wiosną

Nakręć film o szacunku do ziemi i chleba
Co stracił zapach czasu a miał być powszedni
Wszak pogubili smaki bogaci i biedni
Bóg odzywa się z piekła, szatan woła z nieba

Gdy pokutuje ciągle – kiełbasa nie dla psa
Spróbuj zatrzymać w kadrze ostatniego klapsa

 

Sonet niedokończony dla Jana Nowickiego

Jeszcze grają nam, Janku, piwniczne dzwoneczki
Wawelska wzniosłość żyje, za pan brat, z rozpustą
Miast pijanej bohemy idzie drogą pustą
W ostatniej pelerynie – święty Piotr Skrzynecki

Świt na ulicy Brackiej w zimnym deszczu moknie
Z młodością – parą skrzydeł, co jest w nas zwinięta
Pamięć, co sama siebie ledwo co pamięta
I od dawna nie świeci w franciszkańskim oknie

W imię ojca i syna, w imię twoje, wnuku
Coraz trudniej nam dumać na krakowskim bruku

 

Sonet niedokończony dla Adama Jarubasa

Adamie, twoja młodość śpi z moją starością
Kompasy gubią drogi, na rozstajach – czarty
Próbuje nam w bebechach mieszać – czas uparty
A teatr trosk codziennych staje w gardle ością

Ty pewnie pójdziesz górą, ja pójdę doliną
Bo taki jest porządek pospolitych rzeczy
I cóż, że nam łaskawość miast – kochać – złorzeczy
A skutek nie nadąża za prostą przyczyną

Ty jesteś jeszcze młody, ja już jestem stary
Ale nie stać nas, jeszcze, na wspólne wagary

                                                                                      ADAM OCHWANOWSKI