HEBEL: Nieznane wiersze Charlesa Bukowskiego

Każdemu, kto choć odrobinę interesuje się literaturą, raczej nie trzeba wyjaśniać, jak wielki wpływ na jej współczesne oblicze wywarł Charles Bukowski. Język jego poezji bywa dosadny, a momentami wręcz wulgarny. Był on bowiem typem autsajdera, który dystansował się nawet od ruchu Beat Generation. Najlepiej czuł się w środowisku wykolejeńców – alkoholików, hazardzistów czy prostytutek. Na pozór chłodni i zdystansowani, ludzie ci – tak jak wszyscy dookoła – szukali bliskości, zrozumienia i akceptacji. W rzeczywistości ich szorstkość i wieczne niezadowolenie z otaczającego świata często były tylko maską, pod którą kryło się głębokie zagubienie.

Właśnie ukazał się tom nigdy dotąd niepublikowanych wierszy Charlesa Bukowskiego w przekładzie Marcina Barana i Dobrosława Rodziewicza. To teksty, z których wyłania się portret Bukowskiego jako buntownika przeciwko systemowi, o czym świadczy już otwierający zbiór utwór „4 lipca we wczesnych latach 30.”. Widzimy tu poetę, który pałęta się pośród bezdomnych autsajderów, szukających okazji do bójki i kochających się w „rozwrzeszczanych dziwkach”. Sam Bukowski pozuje zaś na wyluzowanego kolesia, który zawsze może o sobie powiedzieć, że jest człowiekiem wolnym.

W tym tomie poezji można wychwycić prawdę życiową o tym, że „popularność to oznaka duchowego rozkładu” („Poeta”). Przede wszystkim jednak książka stanowi fascynujący zapis czasu, dzięki czemu dowiadujemy się wielu szczegółów o samym autorze, jak np.  że lubił słuchać „Bolero” Ravela, na pewnym etapie życia pracował jako „magazynier w domu towarowym” i prowadził mało wysublimowane życie. Często doświadczał przemocy ze strony kumpli z pracy, a alkohol traktował jako ucieczkę przed życiowym sponiewieraniem.

Bukowski znakomicie potrafi w swoich wierszach rozbijać napięcie i tym samym zaskakiwać czytelnika. Czyni tak choćby w utworze „życie w wielkim stylu”, gdzie pisze o piciu wina i bójce na gołe pięści z magazynierem o imieniu Bobby, który go poturbował. Późniejsza walka z Chińczykiem skończyła się podobnie. Wsiadł więc do autobusu, zatrudnił się na stacji benzynowej i zamienił wino na wódkę. To cały Charles Bukowski – bezbłędnie osiągający założony przez siebie efekt. Z kolei w wierszu „jakim cudem dostali tę robotę?” wspomina recenzenta, który nazwał go „drugorzędnym Saroyanem na kacu”, na co poeta odpowiedział, że jako „drugorzędny Saroyan pije żeby/ mieć pierwszorzędnego kaca”.

Niektórych może zdziwić fakt, że Charles Bukowski myślał o swojej śmierci i pogrzebie. Czynił to jednak w sposób przewrotny, marząc o pojawieniu się na ceremonii jednej ze swoich byłych kobiet, która powiedziałaby, że „z niego był naprawdę/ świetny jebaka,/ mimo wszystko” („żadnych mów nad grobem, proszę”). Był twórcą bliskim wielu czytelnikom, ponieważ potrafił pisać w pierwszej osobie o sprawach, które dotykają każdego człowieka. Pisał o uzależnieniu od wyścigów konnych, a także bez cienia zażenowania wspominał o sytuacji, gdy jego partnerka zsikała się w hotelowej windzie. Śmiało łamał wszelkie dotychczasowe konwenanse, podczas gdy wielu innych autorów zastanawiałoby się, czy w ogóle wypada o tym pisać. Dzięki tej bezkompromisowości Bukowski na stałe wpisał się do panteonu literackiej nieśmiertelności.

Wiersze zostały podzielone na cztery części. Czyta się je znakomicie, w dużej mierze dzięki temu, że autor posługuje się językiem potocznym. Jest on krwisty, dosadny i bywa wulgarny, ale sens wypowiedzi poety pozostaje uderzająco klarowny, więc tych tekstów po prostu nie trzeba specjalnie objaśniać.

Poruszył mnie fragment wiersza, w którym autor napisał, że „kiedy jesteś w piekle/ zawsze wydajesz się tam/ osamotniony”. Odrzucając na bok metaforyczne znaczenie piekła i traktując je dosłownie, można głęboko rozmyślać o losie pisarza. Zastanawiam się, gdzie teraz przebywa autor „Najpiękniejszej dziewczyny w mieście”? Czy jego dusza rzeczywiście trafiła do królestwa ciemności? A może cały czas czeka na sąd ostateczny – siedzi, pije i bajdurzy z Hemingwayem i Poundem. Dwa ostatnie teksty brzmią jak podsumowanie życia i próba pożegnania się ze światem przez twórcę, który choć przez lata przymierał głodem, ostatecznie zdobył status legendy.

Książka stanowi idealne potwierdzenie tego, co w autorze najlepsze – odnajdujemy w niej Bukowskiego w jego najwyższej, bezkompromisowej formie. Jest brutalnie szczery, surowy i w swojej literackiej bezwzględności absolutnie genialny. Powiem krótko – jego poezję czyta się rewelacyjnie, niezależnie od tego, po który tom sięgniemy.

JAROSŁAW HEBEL

 


Charles Bukowski, „Wlokąc się ku nirwanie” (przekł. Marcin Baran i Dobrosław Rodziewicz), Oficyna Wydawnicza Noir sur Blanc, Warszawa 2026.