CYGONIK: Chciał przywrócić głos historii

„Poeta zaciska usta/ próbuje napisać pierwsze słowo” – pisał Bohdan Urbankowski w „Głosach”. Chwilę później pojawia się jeden z najbardziej przejmujących obrazów jego poezji: pióro miota się po papierze „jakby wyrywały je sobie/ ręce umarłych”. A kiedy poeta otwiera usta, słyszy „przekrzykujące się głosy”. Trudno o lepszą definicję jego rozumienia poezji. Dla Urbankowskiego wiersz nie był wyłącznie osobistą wypowiedzią autora. Był próbą usłyszenia tych, którzy sami już przemówić nie mogą.
Bohdan Urbankowski należał do najbardziej wszechstronnych polskich ludzi pióra drugiej połowy XX i początku XXI wieku. Był poetą, filozofem, eseistą, krytykiem literackim, dramaturgiem i historykiem idei. Pisał o Dostojewskim, romantyzmie, Zbigniewie Herbercie i polskiej myśli filozoficznej, ale także o Józefie Piłsudskim, któremu poświęcił obszerną monografię „Marzyciel i strateg”. W PRL był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako „Romantyk”, a w stanie wojennym współpracował m.in. z wydawnictwem KPN i prasą podziemną. Był również twórcą Nowego Romantyzmu.
Najważniejszym świadectwem jego myślenia o poezji pozostają jednak „Głosy”. Ten niezwykły cykl powstawał przez dziesięciolecia. Punktem wyjścia stało się doświadczenie wojny i obozów koncentracyjnych. Urbankowski nie chciał jednak pisać kolejnej kroniki wojennej. Interesował go przede wszystkim człowiek postawiony wobec śmierci, strachu, cierpienia i konieczności dokonywania wyborów. Dlatego w „Głosach”, obok klasycznie rozumianych wierszy, pojawiają się monologi, zapiski, listy, epitafia i dokumentarne świadectwa.
Powstało dzieło, którego nie da się łatwo zamknąć w jednej literackiej kategorii. Urbankowski próbuje za pomocą poezji stworzyć formę zdolną pomieścić doświadczenie, które wymyka się zwykłemu opisowi. To dlatego poeta oddaje głos kolejnym postaciom, pozwalając im mówić o własnym życiu i własnej śmierci. W tym sensie „Głosy” są nie tylko tomem poezji, ale również próbą ocalenia pamięci.
Ten sposób patrzenia na poezję widać również w innych jego utworach. W „Apelu poległych” przemawiają umarli – pozbawieni patosu, wyniszczeni, pamiętający głód, strach i upokorzenie. To ważne, ponieważ Urbankowski nie tworzy tu wygodnego obrazu bohaterstwa. Zderza pamięć o poległych z tym, co wojna rzeczywiście zrobiła z człowiekiem. Wiersz powstał na początku lat 70. i już wtedy pojawił się w nim temat Katynia, usunięty przez cenzurę z pierwszych publikacji.
Historia była zresztą jednym z najważniejszych tworzyw jego poezji. W utworach takich jak „Śmierć Piłsudskiego” czy „Warszawa 1944. Akademia” powracał do wydarzeń i postaci, które uważał za istotne dla polskiej pamięci. Nie chodziło mu jednak o samo przypominanie faktów. Interesował go moment, w którym historia staje się doświadczeniem pojedynczego człowieka – jego strachem, wyborem, nadzieją albo śmiercią. Właśnie dlatego poezja Urbankowskiego tak często przekraczała granicę między liryką a opowieścią.
Z jego poezją ściśle wiązała się refleksja krytyczna. Urbankowski nie był poetą, który pozostawał obojętny wobec sporów o kształt współczesnej literatury. Przeciwnie – aktywnie uczestniczył w dyskusjach o tym, czym powinna być poezja i jaka jest odpowiedzialność pisarza. W latach 70. rozwijał ideę Nowego Romantyzmu, który miał być odpowiedzią na dominujące wówczas tendencje literackie. W „Myśli romantycznej” próbował połączyć refleksję literacką i filozoficzną, wracając do Mickiewicza, Mochnackiego, Cieszkowskiego czy Norwida. Romantyzm nie był dla niego zamkniętym rozdziałem historii literatury, lecz żywą tradycją, z której można było czerpać również współcześnie.
Jego krytyka potrafiła być przy tym bardzo ostra. Urbankowski polemizował m.in. z poetami pokolenia ’68 i Nowej Fali, zarzucając części współczesnej poezji oderwanie od rzeczywistości. Uważał, że eksperyment językowy nie może zastąpić rzeczywistego doświadczenia i odpowiedzialności za słowo. Jego stanowisko budziło polemiki, ale właśnie dlatego pozostawał uczestnikiem żywego sporu o rolę literatury. Nie interesowała go krytyka sprowadzona do katalogowania środków stylistycznych. Pytał raczej, co literatura robi z człowiekiem i co może zrobić z rzeczywistością.
Szczególne miejsce w jego dorobku zajmował Zbigniew Herbert. Urbankowski poświęcił mu książkę „Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony”. Sam tytuł dobrze oddaje jego sposób myślenia o twórcy. Poeta nie jest w nim wyłącznie indywidualistą zamkniętym we własnym świecie. Jego głos może stać się miejscem spotkania doświadczeń wielu ludzi, także tych, którzy sami nie mają już możliwości przemówienia.
Dlatego trudno oddzielić u Urbankowskiego poetę od krytyka, historyka i filozofa. Wszystkie te role wyrastały z podobnego przekonania: literatura nie powinna uciekać od najtrudniejszych pytań o człowieka, pamięć, odpowiedzialność i historię. Poezja była dla niego sposobem rozmowy z przeszłością, ale również próbą odpowiedzi na pytania współczesności.
W pierwszym wierszu „Głosów” Urbankowski napisał, że każdy ze zmarłych chce mówić „o swej śmierci” i „o swym życiu”. To zdanie można potraktować jako klucz do całej jego twórczości. Przez wiele lat pisał tak, jakby jego podstawowym zadaniem było właśnie stworzenie miejsca dla tych głosów. Nie zawsze były one wygodne, nie zawsze pasowały do gotowych opowieści o historii. Ale poeta – zgodnie z jego własną definicją – miał przede wszystkim słuchać.
GRZEGORZ CYGONIK

