HEBEL: Pisarz, poeta i autsajder

Rys. Autor nieznany. Charles Bukowski. Domena publiczna.

Już nie pamiętam, kiedy i w jakich okolicznościach zetknąłem się z twórczością Charlesa Bukowskiego (1920-1994). Na pewno jednak jego pierwszym tekstem, który z zachwytem przeczytałem, było tytułowe opowiadanie z tomu “Najpiękniejsza dziewczyna w mieście”, w którym nie mógł mnie nie ująć taki fragment: “Była najpiękniejszą dziewczyną w mieście. […] Włosy miała czarne, długie, jedwabiste; poruszały się, kotłowały wraz z ciałem. W nastroju była zawsze szampańskim albo podłym. Same skrajności, nic pośredniego. […] W każdym razie ilekroć wychodziła z toalety i siadała obok mnie, czułem dumę. Była nie tylko najpiękniejszą babką w mieście, ale też jedną z najpiękniejszych, jakie w życiu widziałem. Objąłem ją w pasie i pocałowałem”.

Zawsze mnie jednak nurtuje, kim tak naprawdę pod względem ideowym był autor “Najpiękniejszej dziewczyny w mieście”, “Kobiet” czy “Zapisków starego świntucha”. Anarchistą, liberałem czy ani jednym, ani drugim? Może takim pisarzem, który miał za nic ogólnie obowiązujące ciasne konwenanse? Myślę, że nie da się jednoznacznie zaszeregować twórczości Charlesa Bukowskiego, który unikał tego jak ognia. Najpewniej zawsze to będzie suma kilku wypadkowych, chociaż on sam nie dawał się łatwo zaszufladkować. Na pewno był wielkim indywidualistą. Dzisiaj byśmy powiedzieli – żyjącym na uboczu wrażliwym artystą, utalentowanym twórcą i ekscentrykiem.

Charles Bukowski – alkoholik, hazardzista i erotoman – nie był tylko znakomitym prozaikiem, tworzył także świetną poezję. Co poniektórzy przypisywali mu sympatię, jaką miał darzyć młodzieżową rewoltę 1968 r., a także próbowano łączyć go z ruchem Beat Generation. Pisarz jednak, jeżeli nawet nie gardził życiem publicznym, miał bardzo lekceważący stosunek do samej polityki. W “Zapiskach starego świntucha” nawet napisał: “Jeśli ma się do wyboru Humphreya lub Nixona, to tak, jak gdyby się miało wybierać między zjadaniem ciepłego albo zimnego gówna”. Podobny, taki trochę na wpół anarchistyczny, na pewno zaś kontestatorski portret tego artysty wyłania się z jego twórczości. O sobie z kolei w powieści “Kobiety” z upodobaniem powiadał: “Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju. Z drugiej strony, kiedy się upijam, krzyczę, wariuję, tracę panowanie nad sobą. Jeden rodzaj zachowania nie pasuje do drugiego. Mniejsza z tym”. Z Charlesem Bukowskim – jak na łamach pisma “Fragile” zauważyła Anna Wyrwik – było tak, że “podchodził z dystansem do społeczeństwa, ignorując jego system aksjonormatywny. […] Jest to wycofanie się i zajęcie miejsca na barowym stołku, na którym nic nas nie obchodzi, z niczym się nie liczymy, nic nie dajemy, ale i nie otrzymujemy, zresztą niczego nie oczekujemy. Bukowski z tej pozycji kpił z zachowań, konwencji, wartości i przeżyć społeczeństwa amerykańskiego. W kpinie swej często umieszczając nie tylko krytykę tego społeczeństwa, ale i typowego, ludzkiego podejścia do życia”.

Kilka lat temu został wydany przez Noir sur Blanc wybór wierszy Charlesa Bukowskiego “Noce waniliowych myszy” (2015). W jednym z komentarzy na stronie lubimyczytać.pl Ola Lichocka zauważyła, że wypływa z nich “celny, prosty przekaz, podszyty pijackim liryzmem”. Wiersze Bukowskiego mają to do siebie, że czyta się je jak znakomitą prozę. Z tego tomu najbardziej utkwił mi w pamięci wiersz “łóżka, ubikacje, ty i ja –”, w którym poeta napisał: “pomyślcie o łóżkach/ używanych bez przerwy/ do pierdolenia/ do umierania./ w tym kraju/ niektórzy z nas pierdolą więcej/ niż umierają/ ale większość umiera/ lepiej/ niż pierdoli”. Nikogo nie powinno dziwić, że także i w tych tekstach Bukowskiego jest dużo wulgaryzmów, które mieszają się z alkoholem i manifestowaną przez autora otwartością obyczajową.

Należy zgodzić się ze stwierdzeniem, że “Bukowski miał jaja”. Do połowy lat 60. minionego wieku żył w przerażającej biedzie, pomieszkiwał w tanich czynszówkach i bywało, że nie miał na jedzenie, ale wchodząc do baru, zawsze znajdował pieniądze na drinka. Na YouTube jest taki filmik z jednego z wieczorów autorskich, na którym pisarz nie chciał zacząć czytać swojej poezji, dopóki nie dostał butelki wina. Trafnie również zauważył w “Kobietach”: “Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo”.

Mało kto wie, że prywatnie Charles Bukowski był wielkim miłośnikiem muzyki klasycznej. Podobnie jak Bohumil Hrabal, kochał koty. Przyznawał się do fascynacji twórczością Walta Whitmana, Hemingwaya, Dostojewskiego i Céline’a. Na kilka lat przed śmiercią wziął udział w sesji zdjęciowej Herba Rittsa, a także zagrał epizodyczną rolę w filmie “Barfly” (“Ćma barowa”), do którego napisał scenariusz. Miał swoje literackie alter ego, którym był Henry Chinaski jako tytułowa “ćma” – główny bohater filmu, rewelacyjnie zagrany przez Mickeya Rourke.

JAROSŁAW HEBEL