HEBEL: Damy czy “blachary”?

Fot. Pixabay.com

Chyba bezpowrotnie już minęły czasy romantycznych spotkań damsko-męskich, o których Eugeniusz Bodo śpiewał w filmie “Piętro wyżej” (1937): “Umówiłem się z nią na dziewiątą/ Tak mi do niej tęskno już/ Zaraz wezmę od szefa akonto/ Kupię jej bukiecik róż/ Potem kino, cukiernia i spacer/ W księżycową jasną noc/ I będziemy szczęśliwi, weseli/ Aż przyjdzie północ i nas rozdzieli/ I umówię się z nią na dziewiątą/ Na dziewiątą tak jak dziś”. Podobnych subtelności z pewnością nie znajdziemy w tekstach współczesnych wykonawców rapowych, np. Gangu Albanii czy Karramby.

Jeszcze tuż po wojnie Mieczysław Fogg w małej kawiarence przy Marszałkowskiej w Warszawie mógł śpiewać: “Jesienne róże, róże smutne herbaciane/ Jesienne róże są jak usta twe kochane/ Drzewa w purpurze ostatni dają nam schron/ A serca biją jak dzwon, na jeden ton”. Można by się zastanawiać, czy takie teksty przemawiają np. do młodych ludzi, którzy dzisiaj słuchają zdecydowanie innej muzyki? Coś się stało w obszarze kultury z naszymi obyczajami, skoro powszechnie – chociażby tylko przez Internet – słuchamy tekstów, które w czasach Bodo czy Fogga uchodziłyby co najmniej za szokujące.

W czasach schyłkowego PRL-u Alicja Majewska wyjaśniała, co to znaczy “Być kobietą”: “Oszukiwać, dręczyć, zdradzać […] I od stałych wielbicieli/ Wciąż dostawać listy, róże”. To osoba pewna siebie, która potrafi łamać serca “twardym panom”. Nie jest to typ kury domowej, lecz raczej niezależnej kobiety, która od harmonii i szczęścia ogniska domowego bardziej ceni sobie bywanie na wernisażach czy otrzymanie jakiejś roli w filmie. Na tym też – w mniemaniu kobiety, o której śpiewa Majewska – polega jej “dobry styl”, czego ukoronowaniem miałoby być posiadanie “niebanalnych romansów”.

Maryla Rodowicz z kolei śpiewa o kobiecie, która chciałaby być “królewną”, “złote kwiatki rwać/ i trenować nowe miny i przed lustrem stać!”. Oprócz tego marzy, żeby “swój szyk jak dama mieć […] i jak ciocia Jadzia z wrażliwości mdleć”. Renata Kretówna w połowie lat 80. ubiegłego wieku wyznawała: “Nie lubię mężczyzn/ Żonatych mężczyzn mam już dość!/ Szalenie mnie męczy/ Słuchanie, jaki smutny ich los/ Ciężko przegrani/ Wciąż płacą za swój błąd sprzed lat/ A my kochamy za nic ich i tak!”. Kasia Sobczyk w połowie lat 60. w piosence “Nie bądź taki szybki Bill”  potwierdzała, że kobiety należy zdobywać. Anna Jantar zaś “miłemu panu z Amsterdamu” z klasą odpowiadała: “Baju baj, baju baj, proszę pana!/ Ja nie jestem taka pierwsza lepsza Anna/ Znam ten styl,/ Znam ten kit już na pamięć./ Czego pan chce? Poskarżę się mojej mamie!”.

Przemiany społeczno-gospodarcze i obyczajowe po 1989 roku w dużej mierze przyczyniły się do postrzegania kobiet przez część sceny muzyki rap poprzez pryzmat ich zakus na korzyści materialne. Współcześnie chłopcy z Gangu Albanii nie mają już złudzeń co do pięknej romantycznej miłości, kiedy w utworze “Blachary” śpiewają: “Leci na Twój hajs, jebany lachociąg,/ Osiedlowy szlauf, najebana koką,/ Zabierajcie ją, jebać te blachary,/ Szanujemy tylko swoje mamy i prawdziwe damy”. Ta poetyka, w którą wpisuje się ekonomiczne wyemancypowanie kobiet, została do bólu naszpikowana wulgaryzmami. Między innymi dlatego grupy Gang Albanii raczej nie usłyszymy w radiu, co nie zmienia faktu, że na YouTube klipy tego zespołu notują miliony wejść. Fanom rapu wcale nie przeszkadza, że kobieta w tych tekstach jest traktowana przedmiotowo.

Karramba – inny przedstawiciel rapowej sceny muzycznej – braku możliwości zrealizowania marzeń o założeniu rodziny również upatruje w doszczętnym zmaterializowaniu pokolenia młodych kobiet po 1989 roku, o czym śpiewa w kultowym utworze “Ile kosztujesz?”: “Jaka, kochanie, twoja cena/ Wolisz w dolarach, czy wolisz w PLN-ach/ Cena za miłość, dom i rodzinę/ Powiedz, nim wpakuję się na minę/ Jaka, kochanie, twoja cena/ Mówisz, że kochasz, a ja czuję, że to ściema/ Gdybym nie miał tego, co posiadam/ To nie chciałabyś nawet ze mną gadać”.

Pozostaje zatem wzdychać do czasów, w których Marek Grechuta w romantycznym uniesieniu śpiewał: “Będę z tobą tańczyć,/ Bajki opowiadać,/ Słońce z pomarańczy,/ W twoje dłonie składać!/ I ty właśnie ty będziesz moją damą!/ I ty, tylko ty będziesz moją panią!”. Z tego tekstu wyłania się marzenie o pięknej, idealnej miłości, jaka raczej nie ma prawa zdarzyć się w świecie dogłębnie przeżartym przez chęć posiadania pieniądza i panującą w nim rozszalałą konsumpcję, wyzwalającą w człowieku egoizm. Osobiście wzdycham do dżentelmeńskiego stylu, który prezentuje Eugeniusz Bodo w piosence śpiewanej w filmie “Piętro wyżej”: “Jeżeli kochać to dzień lub dwa,/ Bo człowiek wtedy przyjemność ma,/ Gdy dzisiaj ta a jutro ta,/ Co dziś użyję, to wiem, że mam,/ Co dziś wypiję, to wiem, że sam,/ Na razie brać, brać co się da…”. Przecież w istocie jest tak, jak śpiewała Kora: “Szczęśliwe chwile to motyle/ Miłość wieczna tęsknota”.

 

JAROSŁAW HEBEL