Czas na poezję: GABRIEL KORBUS

Fot. Z archiwum Autora.

Epilog

Byłem kiedyś w Indiach,
Siedziałem w chacie wśród buszu i gór,
Padała na świat wielka ulewa,
Był wtedy ze mną stary jogin,
Mówił mi, że ludzie skapują w ciała jak krople rtęci,
Zbierane dłonią Ahura-Mazdy.
Gdy ścinałem głowy i widziałem jak rosną drzewa
Wspominałem jogina w deszczu i te słowa,
Myślałem, jak wszystko odrodzi się w deszczu,
Nasiona zasieją się jeszcze raz,
By zaiskrzyć się niezmierzonymi możliwościami.
Lecz teraz patrzę na eksplozję tysięcy słoni,
I mam nadzieję, że mylił się jogin w deszczu,
Że nie odrodzę się znów jako słaby człowiek,
By znów iść drogą do Olimpii,
Że to śmierć będzie deszczem
I w niej znajdą się wszystkie odpowiedzi.

 

Pieśń rybaka

Gdy miałem piętnaście lat,
Mój brat zabrał od nas naszą wolność,
Bo niebo srożyło się na nas.
Wyruszyć postanowił na przekór mórz,
By zdobyć nagrodę wiecznej odwagi,
Statek jego na skałach się rozbił daleko,
Tam, gdzie tylko chyba oczy Atlantydy mogłyby zobaczyć.
Stanął ten dawny bohater na opoce,
Dzielnie spoglądał na turkus fali,
Co rzuciła się na niego i wydarła życie,
Że tylko jego krzyk powrócił do nas.

Mój krwawy brat, powrócił razem z gorącą nocą,
Opromieniony szczęściem jak Boewulf,
Lecz nie na naszą radość go zdobył.

Mam dwadzieścia lat i jestem jego karykaturą,
Dorównać mu nie potrafię, nie mam odwagi,
Ani jego wzroku ostrego co potrafił,
Oddzielić ułudy od morskich potworów.

Ale morza też już nie ma, uciekło daleko,
I nie ma już ręki, co wyrywałaby,
Ludzi ku przygodom lub śmierci,
By byli ludźmi.
Jest tylko lęk i gnuśność,
Unikanie bólu i tchórzostwo,
Nazywane czasami rozsądkiem.

Nienawidzę was, nienawidzę, nienawidzę.
Złym być byle by tylko nie żałosnym.

Nie mamy prawa do naszego życia,
To tylko okup zapłacony przez tych,
Którzy życie stracili w zamian za wieczne życie,
Jakiego nie pojmą ludzie.

Ten, który nie żył za życia,
Powinien umrzeć też i po śmierci.

Ci, którzy nic nie mają,
Utracą także to czego nie mają.
Bo taka jest sprawiedliwość,
Nie ma większej zbrodni niż morderstwo duszy.
Boże, zabij mnie, jeśli zabiję swoją duszę.

Jakże szczęśliwi byli ci, których nie pytano,
Którym nie dano wątpić. Wrzuceni w świat,
Targani przez przygody nie z własnej woli,
Którzy chcieli tylko trwać,
A musieli stać się ludźmi.

Tak łatwo jest nie spostrzec,
Że spogląda się w oczy śmierci,
Tak łatwo posłuchać szeptu otchłani,
Co mówi „nie przesadzaj,
Młody jesteś, wszystko przed tobą”.

Uwierzyłbym, gdybym nie stał nad grobem
Dwóch moich umarłych lat,
Dwóch mi darowanych przez wieczność,
Jedynych i konkretnych lat z nieskończoności,
A ja, poruszyciel, nie zrobiłem nic.

Tak bardzo nie wiem, tak bardzo mnie nie ma,
Lecz daleko nade mną nadal jest kosmos,
Daleko, wokoło mnie, nadal jest życie
I ludzkość, czy nie jest to warte płaczu?

Zapłaczmy jeszcze raz i stańmy razem
Wokół globu i schwyćmy się za ręce,
By być jeszcze raz ludźmi i ocalić świat.

Mówię, choć nikt mnie nie usłyszy,
Nie znając swego losu, nie wierząc w Boga,
Ni w sens ruchów kosmosu,
Mówię by sobie przypomnieć,
Odnaleźć odwagę, jeśli nie by żyć,
To chociaż, by myśleć i marzyć,
By wziąć narkotyk wizji i umknąć szponom ludzi.

Wierzyć, śmierć ma sens,
Pochłonąć się w smutku i szaleństwie,
Nic z tego, zwycięży rozsądek,
Zwycięży zdrowe ciało, a nad chorym
I tak zapłacze żądza.

Ani we śnie bez przebudzenia,
Ani w szaleńczej trzeźwości,
Tylko w półśnie,
Gdzie wyboru nie ma, ale jest odpowiedzialność.
Ja jestem wszystkiemu winny,
Bo kogóż innego obarczyć.

 

Piosenka karcianego błazna (złoto-czarny wiersz)

Jak mówił karciany błazen:
„Bo każdy rycerz
Piękny jest, jeśli
Srebrną ma zbroję
I złoty ma miecz.

Hełm mu ukryje,
Robaki w oczach,
Zbroja zakryje
Kościste żebra.

Jeśli na koniu
Czarnym przez puszczę
Pędzi jest piękny
Choćby i nawet
Zabijał dzieci.

Piękna królewna
Wierna mu będzie
Bo się nie dowie,
Bo się nie dowie”.

 

Srebrny Mitra

Otwórz swoje serce i patrz,
Jak wstaje światu czerwone słońce,
By zająć przypisane mu miejsce na niebie,
To wieczne wybawienie od praw,
Taniec aż do bram świtu.
Niech tańczą korowody
Czerwonych kształtów zrodzonych z promieni,
Bo oto z tronu zstępuje srebrny Mitra,
Święty syn starego boga,
Co pędzi na złotym powozie ognistych koni,
A ludzie słuchają jego głosu.

Przychodzi z pustki zrodzony z nas,
Cudowne dziecko, mężczyzna z piasku,
Wskazuje na nas,
Naszą wolę czyni swoją,
Zapisano go w gwiazdach,
Przyniesie nam to, co zasialiśmy,
Tym, którzy go wyczekują, radość,
Tym, którzy uciekają, cierpienie,
Wszystkim zaś ciemność i ogień.

Więc chodźcie w korowody, wy z kwiatami we włosach,
Za słabi i za głupi na ten świat,
Co patrzycie w zbyt długie noce na gwiazdy,
Marząc, by ogień zstąpił z nieba,
Nadchodzi wasza epoka,
Czas poznania wszystkich odpowiedzi.