KRAKOWIAK: Pożegnanie Mistrza

Fot. Pixabay.com

Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o śmierci Eddiego Van Halena.

Wirtuoz gitary, założyciel legendarnej hardrockowej kapeli Van Halen, niesłychanie pozytywny i zawsze uśmiechnięty człowiek, odszedł od nas po długoletniej walce z rakiem.

Edward Van Halen, syn holenderskiego muzyka jazzowego Jana Van Halena urodził się w Nijmegen w Holandii w 1955 roku. W kilka lat później wraz rodzicami oraz bratem Alexem wyjechali do Kalifornii. Zapewne Jan Van Halen, podejmując wraz z żoną trudną decyzję o przeprowadzce za ocean, nie spodziewał się, jak ta, wydawałoby się, bardzo osobista, decyzja odciśnie piętno na całym muzycznym świecie niespełna dwadzieścia lat później.

Bracia Van Halen dokonali prawdziwego przełomu w muzyce rockowej. Eddie zrewolucjonizował podejście do gry na gitarze, stając się niedoścignionym wzorem dla całej generacji gitarzystów lat 80. Rozpropagował i rozwinął do granic możliwości tzw. tapping tj. technikę gry, w której dźwięki na gryfie wydobywa się palcami obu rąk.

Na gitarze potrafił grać nawet wiertarką!

Ale, co ciekawe, największe hity zagrał na klawiszach, jak słynne „Jump”, „Why Can’t This be Love” czy „Dreams”.

Niemal bóg w USA, w Europie był niedoceniany. W Polsce lat 90. był często lekceważony. W „Encyklopedii Rocka” Wiesława Weissa i Romana Rogowieckiego wydanej w 1991r. nie poświęcono mu zbyt wiele miejsca. Autorzy podali nawet niewłaściwą datę jego urodzenia ‒ 26 luty 1957r. zamiast 26 stycznia 1955 r. W konsekwencji początkowo urodziny te obchodziłem w lutym, a więc miesiąc po czasie.

Niemniej część muzyków znad Wisły nie ukrywała swojej fascynacji wybitnym muzykiem. W poświęconej zespołowi Van Halen wkładce do miesięcznika „Tylko Rock” z lutego 1994r. pisali o niej m.in. gitarzyści radomskiej grupy Ira ‒ Kuba Płucisz i Piotr Łukaszewski.

W Ameryce, o czym miałem okazję przekonać się podczas pobytu w 1999 r., Eddie był prawdziwym idolem. O grupie Van Halen tworzono komiksy, pisano książki, produkowano całą masę tematycznych gadżetów. Ed zagrał nawet epizod w serialu „Dwóch i pół” (ang. „Two and a Half Men”). W rankingu 100 najlepszych zespołów rockowych stacji VH1 zespół zajął siódme miejsce, zaś w plebiscycie „Stu Najwybitniejszych Gitarzystów Wszech Czasów” magazynu „Guitar World” z 2012 r. – pierwsze.

Niestety każda droga kiedyś się kończy.

David Lee Roth napisał po śmierci kolegi z zespołu, że to była długa i wspaniała wycieczka. Moja przygoda z muzyką Van Halen trwa już 25 lat, ponad połowę życia.

26 stycznia zawsze był okazją do wypicia symbolicznego kieliszka za zdrowie idola. Niestety w tym roku po raz ostatni, w kolejnym będzie już tylko ku pamięci.

Żegnaj, Królu! Do zobaczenia po drugiej stronie…

KAMIL K. KRAKOWIAK