HEBEL: Obyśmy nie dożyli takich czasów…

Fot. Pixabay.com

Nasza rodzima prawica zamieniła się z czymś na łby… Nie chcę być wulgarny, więc nie napiszę dokładnie z czym, gdyż inteligentny czytelnik i tak doskonale zna to powiedzenie. Wiem, że wchodzę na grząski grunt, bo przecież MPK deklaruje apolityczność. Literatura jest albo dobra, albo zła. I na tym koniec! Niech ktoś mi jednak powie, czy wykreślenie z listy lektur ośmioklasisty przez ministra edukacji „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego nie jest spowodowane ideologicznym zaciemnieniem umysłu jednego z członków obecnego rządu?

Naprawdę nie wiem, czym panu ministrowi podpadł Stefan Żeromski? Może tym, że był czterokrotnym kandydatem do literackiej Nagrody Nobla? Całkiem możliwe! Albo tym, że w swojej twórczości podejmował problematykę niepodległości Polski? A już na pewno tym, że – z jego prawicowego punktu widzenia – Żeromski był „lewakiem”, który przecież marzył o „sprawiedliwości społecznej”. Jaki z tego wniosek? Że bardziej powinniśmy cenić konserwatystów z zaboru austriackiego, lojalnych wobec cesarza lub narodowych demokratów, którym marzyła się ojczyzna odbudowana pod berłem cara, niż sprzeciwiającego się rusyfikacji pod zaborem rosyjskim Żeromskiego?

Jak to możliwe, że w spisie lektur brakuje książek: Witkacego, Gombrowicza czy Marka Hłaski, jednego z najbardziej utalentowanych naszych pisarzy okresu tuż powojennego? Czy aby to nie jest kabaret, że w wykazie obowiązkowych lektur znajduje się „Winnetou” Karola Maya, za to brakuje poezji Władysława Broniewskiego? To prawda, że Broniewski prowadził grę z władzami PRL-u, z czego wyszedł bardzo pogruchotany. Napisał „Słowo o Stalinie”, „Pokłon rewolucji październikowej”, ale nie zapominajmy o tym, że jest również autorem niezwykle przejmujących trenów, napisanych po śmierci swojej córki Anki. Krytycy literaccy bez mrugnięcia okiem porównują je do utworów napisanych przez Jana Kochanowskiego po śmierci jego córki Urszulki. Czy minister edukacji narodowej może o tym nie wiedzieć?

Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, dlaczego „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego w klasie ósmej szkoły podstawowej jest tylko fragmentarycznie zalecany jako lektura uzupełniająca, obok zresztą – nie wiem dlaczego – dzieła Jana Pawła II „Przekroczyć próg nadziei”?   Dlaczego w spisie lektur brakuje „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej? Czyżby twórcy podstawy programowej mieli jej za złe niemieszczące się w kanonie konserwatywnych norm mniejszościowe preferencje seksualne?

Zawsze chce mi się rzygać, kiedy słyszę o działaniach – choćby tylko w obszarze kultury – naszej konserwatywnej czy narodowo-katolickiej prawicy. Czy dożyję jeszcze takich czasów, kiedy na literaturę nie będzie spoglądać się pod względem wyznawanego światopoglądu? Od siebie dodam, że młody człowiek, który nie zna twórczości Witkacego, Gombrowicza, ale także Żeromskiego, Dąbrowskiej czy Hłaski, będzie wielkim kaleką intelektualnym we współczesnym świecie. Na pewno będzie również pozbawiony bardzo zróżnicowanego w sferze kultury polskiego ducha narodowego, na ukształtowanie tożsamości którego tak samo wpłynęła twórczość Sienkiewicza, Żeromskiego, jak i Miłosza. Czy to nie kuriozalne, że w spisie lektur nie ma ani jednej pozycji autora „Doliny Issy”? Obyśmy nie dożyli takich czasów, że większość młodych ludzi, czytając z obowiązku w szkole jedynie mniej lub bardziej mierne lektury, bliższe naszej rodzimej prawicy, zacznie w dorosłym już życiu dążyć do „wypalania żywym ogniem” wszelkiej odmienności, do czego zachęcał jeden z liderów ONR-u.

Nie ukrywam, że martwię się o naszą młodzież. Może bowiem być tak, że młody człowiek, zobowiązany do przeczytania licealnych lektur, już nie znajdzie czasu na zajrzenie np. do jednej z fundamentalnych powieści Remarqu`ea. Skoro jednak naziści przy poklasku Goebbelsa spalili jego książki na stosie, to czy rządząca w naszym kraju prawica ma pojęcie, w jakim celu chociażby jedna jego powieść miałaby znaleźć się w obowiązkowym spisie lektur? Nie kłóćmy się już o to, czy miałoby to być „Na Zachodzie bez zmian”, czy też „Łuk triumfalny”…  Nikt chyba nie zaprzeczy, że antywojenna twórczość Remarque`a, ostatniego romantyka naszych czasów, była głęboko przepojona humanizmem.

Chciałbym też wiedzieć, czy odwet można utożsamiać ze sprawiedliwością? Czy skoro Andrzej Szczypiorski na polecenie „bezpieki” sprowadził do „ludowej ojczyzny” swoich rodziców z emigracji, to już żaden z jego utworów nie ma prawa znajdować się w spisie lektur szkolnych? Pisarz zawrotną karierę zrobił po opublikowaniu „Początku”, ale za jego najlepszą powieść uchodzi „Msza za miasto Arras”. Skąd jednak mógłby się o tym dowiedzieć młody człowiek, uczeń liceum ogólnokształcącego? Na pewno nie od nauczyciela języka polskiego, bowiem rządząca w naszym kraju prawica żyje i działa według schematu Orwella, że to, co wykreślamy i o czym się nie mówi, tego nie ma. Można by więc pomyśleć, że wobec tego nie istnieje nawet ktoś taki jak John Steinbeck, laureat literackiej Nagrody Nobla. Ciekawe, czy nie dlatego, że w powszechnym odbiorze jest uznawany za jednego z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy protestu społecznego?

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w obrębie spisu lektur w naszym kraju nie od dzisiaj dzieje się źle i wcale nie zanosi się na lepsze. Jednak to nie politycy powinni stać na straży tego, co w szkołach obowiązkowo musi przeczytać młode pokolenie. Wyobrażam sobie to tak, że szacowne grono zróżnicowanych światopoglądowo profesorów i krytyków literackich czuwałoby nad edukacją młodzieży w tej materii, podczas gdy politycy wszelkich opcji powinni znajdować się od tego jak najdalej. Nie widziałbym problemu, żeby do obowiązującego wykazu lektur dodać tak zróżnicowane pod względem treści pozycje, jak „Westerplatte” Jacka Komudy czy którąś z liczących się powieści Szczepana Twardocha, np. „Morfinę”, „Króla” czy „Pokorę”. Nie można również zapomnieć o książce „Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk, naszej niedawnej laureatki literackiej Nagrody Nobla. Zgadzam się z Katją Tomczyk, która napisała na stronie MPK, że jest to  „najwrażliwsza pisarka” naszych czasów.

JAROSŁAW HEBEL