HEBEL: W 110. rocznicę urodzin Stefana Kisielewskiego

Fot. J.H.

Minęła 110. rocznica urodzin Kisiela – Stefana Kisielewskiego (1911-1991). Z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że w pewnym sensie był to „człowiek renesansu”, który zapisał się jako prozaik, publicysta, kompozytor, krytyk muzyczny, pedagog, poseł na Sejm PRL II i III kadencji z ramienia Koła „Znak” i członek założyciel Unii Polityki Realnej. W czasach PRL-u uchodził za niekwestionowany autorytet moralny w walce z „komuną”. Pozostały po nim m.in. wspaniałe dzienniki, ale też i felietony, znakomicie charakteryzujące epokę, w której żył i tworzył. Tylko dla „Tygodnika Powszechnego” napisał ich ok. dwóch tysięcy. Kiedy w marcu 1968 roku w oddziale warszawskim ZLP odbyła się dyskusja na temat zdjętych ze sceny teatralnej „Dziadów” w reż. K. Dejmka, wygłosił mowę zatytułowaną „Dyktatura ciemniaków”. Za to na trzy lata objęto go zakazem druku i dość dotkliwie pobito. W trudnych czasach używał pseudonimów – takich jak np. Teodor Mrugacz, Julia Hołyńska czy Teodor Klon.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego Kisielewski próbował swoich sił jako kompozytor, literat i recenzent, m.in. w „Echu Tygodnia”, a także był sekretarzem redakcji „Muzyki Polskiej”. Brał udział w Wojnie Obronnej 1939 roku, a w czasie Powstania Warszawskiego pracował w radiu. Ranny trzeciego dnia, został przewieziony wraz z cywilami do Skierniewic, gdzie spędził pozostałą część wojny. W czasie walk w Warszawie w 1944 roku stracił większość dorobku kompozytorskiego.

W PRL-u publicystykę Kisiela cechowała spora doza pragmatyzmu i liberalizmu, a jednocześnie jego twórczość uchodziła za bardzo niepokorną. Pisarz zasłynął przede wszystkim jako doskonały publicysta i felietonista. Był również autorem ciekawych dzienników, a także bardzo dobrym kompozytorem. Dyrygent Marek Moś powiedział o jego kompozycjach: „Z muzyki tej przebija radość i nawiązywanie do korzeni polskiej muzyki ludowej. Jest to muzyka, w której trzeba zachować niezwykłą dyscyplinę rytmiczną, bo ona w tych skrajnych częściach szybkich właściwie buduje się na tym, żeby był niewzruszony puls”. Wszyscy, którzy mieli okazję poznać go osobiście, zgodnie podkreślają, że zawsze dopisywał mu dobry humor.

Pisarz Marek Nowakowski tak wspominał Kisiela: „Po marcu 1968 spotkaliśmy się… jeszcze byliśmy na »pan«. On był jak zawsze dziarski, tryskał energią, bo miał jej wiele. Humorem. Chociaż już był wtedy pobity przez funkcjonariuszy bezpieki czy aktyw partyjny. On ogłosił taki tekst słynny »Rządy ciemniaków« […] To był epitet słynny Kisiela. Władza poczuła się obrażona. To był ten czas – marzec 1968…”. Dodajmy, że to dzięki Kisielowi Nowakowski zaistniał w „Tygodniku Powszechnym”.

Nie jest tajemnicą, że z Czesławem Miłoszem łączyła Kisiela wielka, ale zarazem trudna przyjaźń. Krzysztof Zajas z Uniwersytetu Jagiellońskiego m.in. napisał, że „[…] Kisielewski służył Miłoszowi podczas okupacji przyjacielskim wsparciem nieraz w bardzo konkretnych sprawach, jak pełnienie funkcji sekundanta-mediatora w niedoszłym pojedynku poety ze Stefanem Potockim. […] Podczas okupacji także odbywały się inne pojedynki, na miny, w których prym wiedli właśnie Kisiel i Miłosz. Powtórzyli zresztą jeden z pojedynków po latach, przy okazji odbierania przez Miłosza Nagrody Nobla w Sztokholmie, czego świadectwem jest słynna fotografia”. Obydwaj twórcy z ogromnym zaangażowaniem, choć każdy na swój sposób, „wadzili się z polskością”. Za „Kulturą Liberalną” można by powtórzyć, że Miłosz „walczył z przeanieloną patriotyczno-martyrologiczną tradycją”, Kisiel zaś z „peerelowskim absurdem i romantycznymi mitologiami Polaków”.

Stefan Kisielewski znany był również z pewnych dość oryginalnych powiedzeń, które jego czytelnikom głęboko zapadły w pamięć. W „Rzeczach najmniejszych” np. napisał: „Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”. Co do jego poczucia humoru, to bywało i tak, że sięgając po żart, ukrywał cierpienie wynikające z niemożności pisania czy podróżowania. Jego syn Jerzy Kisielewski wspominał: „Kiedyś spotkał się z Leopoldem Tyrmandem, któremu też odmawiano paszportu. Powiedział mu: »Wiesz, Leopold, nie dostałem odmowy«. Tyrmand z zazdrością zapytał, jak to możliwe. Ojciec odpowiedział: »Bo nie składałem«”.

Bohater tego wspomnienia krytycznie wypowiadał się o naszej klasie politycznej, a jego książka „Abecadło Kisiela”, na którą Jerzy Urban zareagował swoim „Alfabetem”, na początku lat 90. minionego wieku wywołała spory wstrząs towarzysko-intelektualny. Autor wiele osób określał mianem swoich „przyjaciół”, którzy jednak go nie słuchali, bo się z nimi zupełnie nie zgadzał i zawsze mówił to, co myślał. O Januszu Korwin-Mikke np. napisał: „[…] mój przyjaciel. Prezydent liberałów w Warszawie. Troszeczkę fantasta, robi wrażenie pomylonego”.

Starszy syn Kisiela, zmarły tragicznie Wacław Kisielewski, grał na fortepianie w słynnym tandemie muzycznym Marek&Wacek. Jego młodszy syn Jerzy, dziennikarz, zasiada w kapitule nagrody im. Stefana Kisielewskiego, która jest corocznie przyznawana przez „Wprost”. Do jej laureatów m.in. należą: Władysław Bartoszewski, Józef Tischner, Adam Michnik, Stanisław Tym czy Tomasz Wołek. Jedyna córka Stefana Kisielewskiego – Krystyna, romanistka, złapała bakcyla muzycznego od ojca i również grała na fortepianie.

PamiętajMY o Kisielu! Bardzo nam dzisiaj brakuje takich ludzi w przestrzeni publicznej. Na pewno miał on arcyciekawy życiorys, który udowadnia trafność maksymy głoszonej przez Władysława Bartoszewskiego, notabene serdecznego przyjaciela Kisiela: „Warto być przyzwoitym”. Szkoda, że dzisiaj nie wszyscy, którzy powołują się na spuściznę Kisiela jako publicysty i polityka,  pamiętają o jego słowach: „Gloryfikacja własnego narodu to akt pogardy dla innych”.

JAROSŁAW HEBEL