HEBEL: „Sonata marymoncka” – film na motywach prozy Marka Hłaski

Fot. Kadr z filmu „Sonata marymoncka”.

Minęło ponad 30 lat, odkąd Jerzy Ridan zrealizował w wersji kinowej „Sonatę marymoncką” na motywach powieści Marka Hłaski. Pisarza nie było już „na tym świecie”, więc przy ekranizacji utworu autora „Drugiego zabicia psa” brała udział jego matka – Maria Hłasko. Tę bardzo marymoncką  powieść autora „Pierwszego kroku w chmurach” łączy z wydanym w 2015 r. przez Iskry „Wilkiem” postać głównego bohatera, którym jest dorastający na Marymoncie i marzący o „lepszym życiu” Rysiek Lewandowski. Jak napisał Marek Hłasko, Rysiek to „Marymonciak, furmański syn z dziada pradziada”. W ekranizacji powieści Hłaski w rolę głównego bohatera wcielił się młody Olaf Lubaszenko.

Odtwórca roli Ryśka Lewandowskiego większą popularność zdobył jednak dopiero po „Krótkim filmie o miłości” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. Niektórzy widzowie zapewne zapamiętali go również z „Pogranicza w ogniu” (1988/91), czy roli Kamila Kuranta jako dziecka z telewizyjnego serialu z połowy lat 80., zrealizowanego na motywach powieści Zbigniewa Uniłowskiego.

Proza Hłaski to twórczość bardzo obrazowa/plastyczna/filmowa, po którą bardzo chętnie sięgało  kilku naszych wybitnych reżyserów. W latach 50. na ekran została przeniesiona „Pętla”  przez Wojciecha Hasa, „Następny do raju” przez Czesława Petelskiego oraz „Ósmy dzień tygodnia” – przez Aleksandra Forda. Hłasko nie był zadowolony z ekranizacji „Bazy ludzi umarłych” i „Ósmego dnia tygodnia”. Doszło nawet do tego, że pisarz wycofał swoje nazwisko z czołówki tych filmów. „Sonata marymoncka” została zekranizowana w kilkanaście lat po śmierci pisarza. Później  powstawały już jedynie filmy dokumentalne lub paradokumentalne na temat życia i twórczości autora „Pięknych dwudziestoletnich”. Za najlepszy z nich należy uznać dokument Jana Sosińskiego „Z nimi żyłem, z nimi piłem, ich kochałem – Marek Hłasko” (1999).

Ciekawe, czy któryś ze współczesnych reżyserów pokusiłby się podjąć wyreżyserowania i zekranizowania „Wilka”, akcja której to powieści rozgrywa się w okresie dwudziestolecia międzywojennego na Marymoncie. Hłasko na pewno w pewien subiektywny sposób, niepozbawiony jednak artystycznej wrażliwości, spogląda w „Sonacie marymonckiej” na wąski wycinek Warszawy. Akcja tego opowiadania również zaczyna się w okresie przedwojennym na Marymoncie, który w  tym utworze jest opisywany przez Hłaskę jako miejsce dość ponure, a w każdym razie na pewno bardzo zabiedzone. Dzieciaki, których rodziców nie stać na kupienie piłki nożnej, kopią na podwórzu puszkę, najpewniej po ogórkach konserwowych lub herbacie. O samym Marymoncie Marek Hłasko pisze zaś tak: „Uliczka była brudna, przycupnięta drewnianymi domkami, jak inne ulice Marymontu: błotniste i krzywe, tak jakby je ktoś pijanymi krokami wyznaczał. Widzimy więc ponure, błotniste marymonckie podwórka lub knajpy przepełnione papierosowym dymem, w których pije się do białego rana”. W ekranizacji „Sonaty marymonckiej” mamy do czynienia z całą plejadą znakomitych aktorów: Bronisławem Pawlikiem, Jerzym Kryszakiem, Leonem Niemczykiem, Witoldem Pyrkoszem, Henrykiem Bistą, Zofią Merle, Elżbietą Panas czy Romanem Kłosowskim. Zielińskiego, chrzestnego Ryśka Lewandowskiego, przed którym wszyscy w okolicy drżeli, zagrał sam Władysław Komar.

Mimo że w swoim filmie Jerzy Ridan portretuje środowisko twardych, szorstkich i prostych mężczyzn, to jednak nie epatuje przy tym wulgaryzmami ani scenami alkoholowych libacji. Sporo jest za to poezji czy operowania nastrojem w pokazanym przez reżysera obrazie. Bardzo mu w tym pomogli znakomici aktorzy, którzy zagrali w niewielkich, lecz ważnych epizodach. Wielu z nich przyciągnęło do filmu samo nazwisko Marka Hłaski. Co by bowiem nie mówić, „Sonata marymoncka” doskonale oddaje klimat prozy Hłaski – z jej światem twardych mężczyzn, podstawowych konfliktów moralnych i podszytą liryzmem brutalnością. W Ryśka, postać mającą wiele cech samego pisarza, wcielił się młody Olaf Lubaszenko, który stworzył tu jedną ze swoich wczesnych i najlepszych ról. Na podstawie jednego z wątków „Sonaty marymonckiej”  Hłasko stworzył opowiadanie „Baza Sokołowska”.

Zapewne można by pytać, jak „Sonata marymoncka” ma się do „Wilka”? Akcja „Sonaty marymonckiej” rozgrywa się w okresie międzywojennym, w czasie okupacji oraz tuż po wojnie. W „Wilku” widzimy natomiast Marymont do 1937/38, z okresu dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to na polecenie Stalina została rozstrzelana przez Komintern znaczna część działaczy KPP. Niezbyt ceniona przez Marka Hłaskę i zekranizowana przez Ridana „Sonata” doczekała się publikacji w formie książkowej dopiero w 1982 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Przy tworzeniu scenariusza filmu brała udział Maria Hłasko, matka pisarza, która w liście do autorów filmowej „Sonaty marymonckiej” napisała: „Twórcy filmu niewiele zrobili, aby się przypodobać publiczności. Cenię ich za tę uczciwość. To film nastroju, który w sposób cudowny oddaje klimat książki. Myślę, że młodzi obecnie żyjący ludzie odnajdą w tym filmie także swój los, a niekiedy tragiczną bezsilność. I to jest największa wartość ekranowej »Sonaty«. Wierzę dalej w dobroczynną rolę sztuki. »Sonatę« wyświetlać jak najczęściej, a życie być może stanie się łaskawsze i mniej uciążliwe”. Jak w filmie mówi Ryśkowi Lewandowskiemu jeden z bohaterów „Sonaty marymonckiej”: „Takie to życie. Ludzie się rodzą, marzą, ciułają grosz do grosza, żeby to jakoś było, a potem… Jedno ci tylko powiem – człowiekiem trzeba być. Człowiekiem!”. Zapamiętajmy…

JAROSŁAW HEBEL