WÓJTOWICZ: Władysław Broniewski – „Moja pieśń mnie zdradzić nie może”*

Fot. Domena publiczna. Na zdjęciu Władysław Broniewski.

Władysław Broniewski kojarzył mi się przede wszystkim, jak zresztą większości czytelników, z poezją recytowaną na rocznicowych akademiach i szkolnych apelach. Przylgnęło do niego określenie „najwybitniejszy polski poeta rewolucyjny”. To nie zachęcało do poznawania jego twórczości, chociaż oczywiście doceniałam wzruszające liryki, a także pełne cierpienia wiersze dedykowane drugiej żonie, Marii Zarębińskiej, i te poświęcone zmarłej córce. Była to jednak pobieżna, niedojrzała lektura. Zupełnie inaczej zapamiętałam okoliczności śmierci Joanny Kozickiej, zwanej Anką – miał to być wypadek w górach. Tymczasem córka Broniewskiego zatruła się gazem. Nie wiadomo, czy było to samobójstwo popełnione z powodu nieszczęśliwej miłości do Bohdana Czeszki (który romansował równocześnie z nią i jej matką – Janiną, pierwszą żoną Broniewskiego), czy nieszczelność instalacji gazowej w niechlujnie i pośpiesznie stawianym budynku na osiedlu MDM.

Po raz drugi sięgnęłam po wiersze Broniewskiego dopiero po lekturze „Mojego wieku. Pamiętnika mówionego”, który jest zapisem rozmów przeprowadzonych przez Czesława Miłosza z Aleksandrem Watem w 1965 r., na dwa lata przed jego samobójczą śmiercią. Odsłonił on przede mną postać Broniewskiego, jakiego nie znałam.

„Pięć dób chodziłem, to znowu kładłem się na kilka minut. […] A w sąsiedniej celi Władzio Broniewski, którego podziwiałem. […] Władzio był niesłychanie dzielny, z ogromną siłą, jakieś orlątko. I nie tylko w tym szczerze go podziwiałem. Ja chodziłem inteligenckim krokiem, biegałem w kółko po tej celi. A on – zazdrościłem mu tego – chodził żołnierskim krokiem, wybijał takt i śpiewał wszystkie legionowe pieśni. Cały czas śpiewał, pięć dób śpiewał. […] Nie widziałem lepszej, godniejszej postawy niż ta, którą miał wtedy Broniewski”.

Wspomnienia Wata, anegdoty rozsiane w różnych tygodnikach i miesięcznikach (m.in. w „Poezji”) sprawiły, że wróciłam do wierszy Broniewskiego, świetnego poety, i zainteresowałam się jego biografią.

Urodził się 17 grudnia 1897 r. w Płocku. Wywodził się z rodziny inteligenckiej o szlacheckich korzeniach, kultywującej tradycje patriotyczne. W wieku 17 lat wstąpił do Legionów Polskich. Dwa lata później po odmowie złożenia przysięgi na wierność cesarzowi został internowany. Zwolniony, zdał eksternistycznie maturę i rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. Po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej zaciągnął się do wojska. Za walkę o Drohiczyn uhonorowano go najwyższym odznaczeniem bojowym. 1 września 1920 r. notuje z właściwym sobie dystansem i ironią: „Wczoraj z wielką paradą przypięto mi Virtuti Militari – na razie zamiast krzyża wstążeczkę. Odbyło się to w Janowie na rynku, po uprzednim odprawieniu mszy i długim ględzeniu klechy. Ceremoniał polegał na całowaniu się każdego udekorowanego ze Śmigłym”. Czterokrotnie też został odznaczony Krzyżem Walecznych. Do cywila wrócił w 1921 roku.

Wat tak opisuje sytuację Broniewskiego: „[…] mieszkał z matką, z siostrami przy Daniłowiczowskiej […] Miał pokój taki niesłychanie arcyszlachecki, z dywanem perskim, z szablami skrzyżowanymi, z kindżałami przodków. Stało tam pianino i on nas zamęczał: strasznie źle grał Szopena, ale to strasznie źle, jednak trzeba było słuchać, bo przy tym był bardzo despotyczny jak zawsze. Więc te szable tureckie skrzyżowane na tym perskim dywanie i czamara jakaś w kącie, gdzieś jeszcze i Virtuti Militari, i jego mundury legionowe, i jednocześnie ten Lenin na biurku zaczytany, podkreślony, i te poezje”.

W biografii poety znajdziemy pełno sprzeczności. Z jednej strony wielki patriota, dla którego ważne były tradycje niepodległościowe, oficer Legionów Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, więzień najpierw Zamarstynowa, później Łubianki, zesłany do Kazachstanu, i w końcu żołnierz armii Andersa. Z drugiej strony – komunizujący poeta, piewca rewolucji, autor poematu „Słowo o Stalinie”, który na moskiewskiej Łubiance stracił wszystkie zęby.

Broniewski powtarzał, że jest przede wszystkim polskim patriotą, dopiero później socjalistą. Popularny wiersz „Bagnet na broń” powstał jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, w kwietniu 1939 r., i zapewne przyczynił się do jego aresztowania w ZSRR i oskarżenia o „polski nacjonalizm”. W wierszu „Rozmowa z historią” tak podsumował ten okres: „Mistrzyni życia, Historio,/ zachciewa ci się psich figlów:/ zza kraty podgląda Orion,/ jak siedzimy razem na kiblu.[…]/ Rewolucyjny poeta/ ma zginąć w tym mamrze sowieckim?!/ Historio, przecież to nietakt,/ ktoś z nas po prostu jest dzieckiem!”.

Jego kłopoty z alkoholem zaczęły się bardzo wcześnie. Poeta wspomina, jak matka co wieczór stawiała mu na stole karafkę z wódką, aby zatrzymać go w domu. Nie chciała, żeby włóczył się z kolegami. Jej zdaniem lepiej było, gdy chłopak pił w domu. Alkohol od tego momentu towarzyszył mu przez całe życie, a nałóg z latami się pogłębiał. Autor „Anki” zdawał sobie z tego sprawę; „Broniewski jestem. Polak, katolik, alkoholik” – przedstawiał się. Ciągi alkoholowe stawały się coraz dłuższe, do ostatnich dni życia wypijał ogromne ilości wódki. Kira Gałczyńska w „Splątało się, zmierzchło” zapisała: „O Władysławie Broniewskim niemal wszyscy piszący notują: pił i telefonował po nocy, zamęczając czytaniem wierszy. To prawda. Pił. Telefonował. Czytał wiersze. I płakał. Tylko jakoś nikomu nie przyszło do głowy zapytać, dlaczego? Co sprawiło, że coraz częściej uciekał w alkohol? Że jedyne chwile, kiedy próbował coś o swoim stanie ludziom powiedzieć, to były te nocne godziny, kiedy po prostu musiał usłyszeć czyjś głos”.

Cierpienie. Towarzyszyło mu ono przez całe życie, było obecne już w najwcześniejszych wierszach, wyrastało z traumy wojennej. W utworze „O pisaniu wierszy” stwierdza: „Musi być cier­pie­nie i mi­łość,/ żeby na­pi­sać wiersz”. A to nie tylko poetyckie credo. Poeta był głęboko doświadczony przez los. Przeżył dwa totalitaryzmy, trzy wojny: walkę w Legionach Piłsudskiego, wojnę polsko-bolszewicką i II wojnę światową, więzienie w II Rzeczpospolitej, a potem w Rosji Sowieckiej, oraz zamknięcie w 1954 r. na kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Doświadczał dramatów rodzinnych: śmierć ukochanej żony (nie była nią formalnie) Marii Zarębińskiej, która zmarła w 1947 roku wyniszczona pobytem w obozie Auschwitz, i tragiczna śmierć córki, po której nie mógł się pozbierać, przekonany, że przyczynił się do niej, informując, że Czeszko sypia z jej matką. Napisany wtedy cykl wierszy „Anka” należy chyba do najbardziej poruszających dzieł poety. Dziesięć lat po jego śmierci Jarosław Iwaszkiewicz pisał: „Broniewski umiał cierpieć, a cierpień w swym życiu miał niemało. Dlatego jego wiersze brzmią czysto jak spiż dzwonów i nieprzemijający jest czar jego głębokiej poezji”, a na wieść o jego śmierci w 1962 r. (poeta zmarł na raka krtani) miał powiedzieć: „Skończyło się to nieszczęśliwe życie…”.

Broniewski niemal przez całe życie miał kłopoty z cenzurą – w II Rzeczpospolitej konfiskowano mu utwory rewolucyjne, w Rosji sowieckiej wiersze patriotyczne, a w PRL pomijano utwory powstałe podczas wojny. Poeta nawet w roku 1950, w dobie socrealizmu, stwierdzał: „Najważniejszym bodźcem poetyckim są dla mnie problemy społeczne, ale zawsze walczyłem i będę walczył o prawo poety do pisania utworów o kwiatach, miłości, wiośnie itp. Nawet o własnych słabościach”. Władza dbała jednak, aby w świadomości społecznej funkcjonował jednostronny obraz autora „Bagnetu na broń” i jego poezji.

Pięć dni po pogrzebie córki Broniewski został zabrany siłą w kaftanie bezpieczeństwa. Ukryto go, żeby milczał o skandalu obyczajowym – romansie Janiny i Bohdana Czeszki – mówiła w audycji w radiowej Dwójce Joanna Siedlecka, autorka książki „Biografie odtajnione”. Maciej Gawlikowski nakręcił na ten temat film dokumentalny dla TVP z cyklu „Errata do biografii”. Wynika z niego, że Broniewski na polecenie wicepremiera Bermana został skrępowany i porwany z domu. Wywieziono go do odległego od Warszawy Kościana i trzymano wbrew woli przez cztery tygodnie, rzekomo w trosce o jego zdrowie i bezpieczeństwo. Wypuszczono dopiero, kiedy rozpoczął głodówkę. O współudział w uwięzieniu artysty podejrzewano pierwszą żonę, Janinę, jednak wnuczka Broniewskiego, Ewa Zawistowska, i adoptowana przez poetę córka drugiej żony, Marii Zarębińskiej, uważają, że przyczyniła się do tego Wanda Broniewska, trzecia żona.

Po 1989 roku Broniewski został zapomniany, jego wiersze wyrzucono z podręczników szkolnych i ze spisu lektur. Na pewno ma to związek z tym, że komuniści z biografii i twórczości sztandarowego poety PRL-u usuwali wszystko, co mogło kłaść się cieniem na jego wizerunku, tworząc fałszywy i jednostronny obraz twórcy. Tymczasem to tragiczna, ale niezwykle ciekawa postać, wybitny kontynuator tradycji romantycznej, wierzący w wielką moc poezji.

MAŁGORZATA WÓJTOWICZ


*) W. Broniewski, *** (Nic ludzkiego nie jest mi obce)