BILIŃSKA-STECYSZYN: Krajobraz bez topoli

Fot. Pixabay.com

Czyż to nie szaleństwo, że w dobie kryzysu klimatycznego postępuje betonoza? Samorządy miast betonują miejskie ryneczki, obrzeża centrów handlowych, alejki w parkach. Piękne mozaiki z pseudogranitowych płyt zakrywają dawne trawniki i jakże są wygodne! Niepotrzebne już pielenie, sadzenie, nawożenie, za to jaka oszczędność przy zatrudnieniu służb zieleni miejskiej. A biedne drzewa, którym do życia pozostawia się ledwie mały prostokącik ziemi okalającej ich korzenie, umierają stojąc. Mimo że tu i ówdzie głos rozsądku każe odwrócić sytuację, skuć te betony i znowu zazielenić alejki spacerowe i skwery, droga do naprawy klimatu chyba jest jeszcze bardzo daleka…

Drzewa, nie tylko w miastach, idą pod topór. A mnie przypomniała się przy okazji sytuacja sprzed lat. Mieszkałam wtedy na niedużym osiedlu. W tzw. czynie społecznym pozakładaliśmy tam trawniki, posadziliśmy krzewy ozdobne, jednak główną jego ozdobą były wówczas rosnące na skraju osiedla – i na wprost moich okien – wielkie topole. Ozdobą, jak się w końcu okazało, dosyć wątpliwą…

Pewnego dnia w przededniu nadejścia wiosny wycięto te drzewa. Patrzyliśmy na to całą rodziną. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach, młodszy syn wręcz głośno się rozpłakał – nie tyle nawet z miłości do przyrody, co z żalu za utraconym miejscem zabaw. Mnie też dźwięki piły wrzynały się w serce i gardło mi się ściskało, gdy z takim strasznym, głuchym łoskotem padało na ziemię pierwsze drzewo. Na ścinanie pozostałych nie chciałam już patrzeć.

Strasznie mi było żal tych drzew. Gdy jeszcze były dużo mniejsze, bawiły się pod nimi nasze dzieci, rosły wraz z nimi. W marcu pierwsze „kotki” na topolach zwiastowały wiosnę, latem w ich cieniu można było znaleźć odrobinę chłodu, jesienią opadały z nich liście w kształcie dużych, pożółkłych z żalu serc. Zimowe wichury jeszcze tak niedawno gięły ich smukłe gałęzie.

Podobno trzeba było je wyciąć. Przemawiały za tym rozliczne względy, m.in. „antyalergiczne” (choć słyszałam, że to nie topola, lecz trawy najgroźniej pylą). Ponoć drzewa były już spróchniałe w środku, bezpieczniej było nie czekać, aż same runą. W ich miejscu znalazło się potem sporo nowych nasadzeń, ale ile znowu musiało upłynąć lat, zanim urosły…

Topola w dość powszechnym odbiorze traktowana jest jak chwast wśród drzew. Rośnie szybko i nie ma specjalnych wymagań, łatwo jej przychodzi być taką okazałą, więc ludzie jej nie szanują. Jak gdyby na szacunek zasługiwało tylko to, co osiąga się długim, mozolnym, wielusetletnim wysiłkiem. Zaś topola urodę posiada spektakularną i wątpliwą: taka niby duża i ładna po wierzchu, a spróchniała od wewnątrz. I w dodatku alergizuje! Precz z taką zgnilizną, pod topór z nią. Niech idzie do tartaku na zapałki i sklejki, tyle przynajmniej z niej pożytku. Pospolitość tego drzewa wyraża się już w jego nazwie. Wszak łacińska nazwa topoli, „populus”, oznacza także: lud. Lecz dawniej lud chyba inaczej traktował te drzewa. O alergiach nikt nie słyszał, więc pozwalano im rosnąć i cieszono się nimi. Pamiętam z dzieciństwa wiele domów stojących w ich cieniu, ich szpalery wzdłuż ulic, rzędami strzelistych topól wytyczane polne drogi i miedze. Oprócz wierzby – typowy element polskiego krajobrazu, o którym Jacek Lech śpiewał „Gdzie szumiące topole biją w niebo wysoko…”.

W powieści Ireny Dowgielewicz „Krajobraz z topolą”, której akcja rozgrywa się – jakżeby inaczej – w Topolnicy, u narożnika domu „jak stereotypowy akcent […] sterczała pobożnie wrzecionowata topola”. A kiedy główna bohaterka otrzymuje straszną wiadomość i wali się cały jej dotychczasowy świat, ma wrażenie, że topola za oknem – do tej pory symbol opieki i stabilności – zaraz upadnie na jej dom. Lecz ta kobieta trwa nadal i dalej chroni swoich najbliższych, choć już coraz bardziej wewnątrz wypalona. Jak topola…

W zakamarkach pamięci kołacze mi się też inna, przeczytana czy zasłyszana gdzieś historia – o mężczyźnie, który, gdy przyszło na świat jego dziecko, ze szczęścia posadził przed domem topolę i ona potem rosła wraz z jego synem. Dziś przed domami sadzi się modne iglaki, a kostka brukowa bardzo często zastępuje trawnik.

Wygląda na to, że czas topól przemija bezpowrotnie…

HANNA BILIŃSKA-STECYSZYN