HEBEL: O niepodległości – z dala od polityki, czyli pomiędzy Piłsudskim a Hłaską

Fot. Na zdjęciu Jóżef Piłsudski i Marek Hłasko. Kolaż – J.H.

Nie trzeba nikomu przypominać, że Marszałek Józef Piłsudski jest naszym bohaterem narodowym. To wybitny mąż stanu, jaki zdarza się raz na tysiąc lat… Na pewno nie był pozbawiony wad, ale jego zasługi dla naszej ojczyzny w znaczącym stopniu przesłaniają te jego czyny, za które jest krytykowany przez historyków. To, co go charakteryzowało, to przede wszystkim uczciwość i bezinteresowność. Cechy, których bardzo brakuje współczesnym politykom.  

Piłsudski jest bohaterem mojej wczesnej młodości, kiedy sympatyzowałem z Konfederacją Polski Niepodległej (KPN). To był czas, kiedy z komunistycznego zniewolenia wyłaniała się niepodległość, a wojska sowieckie opuszczały nasz kraj. Człowiek był młody, wkraczał dopiero co w dorosłe życie i nawet nie bardzo wiedział, czym będzie ta wolność. Rodził się kapitalizm. Pojawiające się na horyzoncie bezrobocie wgryzało się coraz bardziej w pejzaż postkomunistycznej Polski. Byliśmy jednak znowu wolni w niepodległym kraju. Na placu Bankowym w Warszawie runął pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, ulica Marchlewskiego przybrała imię Jana Pawła II. Znienawidzone symbole były zastępowane przez inne… bliższe naszej tradycji. Dzisiaj w miejscu pomnika twórcy WCzK stoi równie okazały pomnik jednego z naszych wieszczów – Juliusza Słowackiego. Co by nie mówić – rzeczywistość zmieniła się w obszarze wizualnym, gospodarczym i aksjologicznym.

Po roku 1989 Święto Niepodległości też inaczej pachniało niż dzisiaj… Podczas uroczystości często publicznie w Piłsudskiego wcielał się Janusz Zakrzeński. Świetnie też rolę Marszałka odegrał Zbigniew Zapasiewicz, w serialu Trzosa-Rastawieckiego „Marszałek Piłsudski”, czy dużo później Mariusz Bonaszewski – w spektaklu Teatru TVP „Marszałek”.

Piłsudskiemu można wiele zarzucić, ale nie da się podważyć bezspornego faktu – że zaklął i przywołał niepodległość, a później w 1920 roku ocalił ją przed nacierającą na Warszawę wściekłą bolszewicką hordą. Marszałek był genialnym strategiem, który dzięki „wojnie prewencyjnej” mógł uchronić nas przed wybuchem II wojny światowej. Gdyby nasi francuscy sojusznicy byli w stanie pojąć sens koncepcji Piłsudskiego i nie wykazaliby się tak kompletną ignorancją, los Europy i świata potoczyłby się zupełnie inaczej… Przede wszystkim jednak nasz kraj nie straciłby suwerenności na ponad pół wieku. Nie wpadłby po 1945 roku w komunistyczne piekło i toczące nas w przepaść niedorozwoju bagno, a Europa nie zostałaby podzielona „żelazną kurtyną”.

W moim pokoju, naprzeciwko regału z książkami, ponad ćwierć wieku temu zawiesiłem portret Piłsudskiego naszkicowany ołówkiem przez francuskiego studenta ASP. Kupiłem go od niego za jakieś grosze w Warszawie na placu imienia Marszałka w Święto Niepodległości 1995 roku. Byłem wtedy „pięknym dwudziestoletnim” – miałem 21 lat. W mojej głowie kotłowało się wiele marzeń, a w sercu iskrzyła nadzieja, że będzie lepiej… cokolwiek to „lepiej” miałoby oznaczać. To był jednak też czas, kiedy kilka lat wcześniej zetknąłem się z twórczością Marka Hłaski, dzięki któremu już wiem, że „[…] wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde, bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic nie zostaje z tych dwudziestu lat i z tej wiosny, i z tej miłości…”.

Dzisiaj jestem już innym człowiekiem, pod względem światopoglądowym bardziej przesunąłem się na pozycje liberalne (niektórzy nawet mówią, że anarcho-liberalne). Cały czas jednak mam sentyment do postaci Piłsudskiego i uwielbiam Hłaskę jako pisarza. Oddaliłem się od polityki, którą pogardzam, a zacząłem kochać książki. Ogarnia mnie smutek, kiedy dziennikarze ujawniają, jak idący w warszawskim tzw. „Marszu Niepodległości” głoszą hasła takie jak np. „Jedna rasa – biała rasa”. Co to ma wspólnego z manifestowaniem patriotyzmu? Wpadam w osłupienie i przerażenie, kiedy posłowie Konfederacji marginalizują pojawiający się na współorganizowanej przez nich imprezie rasizm , który przecież przyciąga prawicowych ekstremistów. Jak uczy historia, to dla nas wszystkich nie może dobrze się skończyć.

Przypomnijmy, że Piłsudski bardzo przeżywał śmierć prezydenta Narutowicza, do czego przyczyniła się endecka nagonka na głowę państwa wybraną głosami lewicy i mniejszości narodowych. On już wtedy zauważył, że w Polsce niestety nie da się wprowadzić modelowej demokracji. Władzę objął więc obóz sanacji, co i tak nie było złym rozwiązaniem w porównaniu z panującym nazizmem w III Rzeszy, obozami koncentracyjnymi, czy też – szalejącym stalinowskim komunizmem i gułagami w Związku Radzieckim. Gdyby nie Piłsudski, być może mielibyśmy u nas coś na wzór dyktatury faszystowskiej Mussoliniego, do której przecież wzdychało wielu młodych narodowców. To też wielka zasługa Piłsudskiego, że nas w jakimś sensie ochronił przed taką alternatywą.

To prawda, że Święto Niepodległości powinno być radosne (np. jak w Stanach Zjednoczonych). Możemy pomarzyć, jak wszyscy – niezależnie od światopoglądu czy opcji politycznej – idą, cieszą się i nie skandują nienawistnych haseł. Czy to jest możliwe w naszym kraju nad Wisłą? Skoro Amerykanie mogą świętować niepodległość, maszerując radośnie przy muzyce Gershwina, to dlaczego Polacy nie mogliby pójść przy muzyce Chopina? Odpowiedź jest jedna – Polakom znacznie trudniej przychodzi cieszyć się z tego, co osiągnęli i mają, niż walczyć o to, co wydaje im się do zdobycia. Choćby to były tylko negatywne cele wskazywane przez prowadzących ich partyjnych przywódców, którzy przynajmniej werbalnie obiecują im „lepsze jutro”.

Kolejny więc raz należy przyznać rację Markowi Hłasce, który napisał, że „Polityka stała się okropnością, którą przestaje rozumieć zwyczajny człowiek. Jedynym uczuciem, które w zwyczajnym człowieku wzbudzają te wszystkie historie, jest uczucie obłędnego przerażenia, to jedyna reakcja”. Proza Hłaski jest wciąż na czasie… Aż dziwne, że po 89 roku żaden z reżyserów nie pokusił się o sfilmowanie któregoś z utworów autora „Pięknych dwudziestoletnich”. Tak na marginesie – swoistym paradoksem jest fakt, że z ojczyzny wypchnęła Hłaskę polityka, którą się nie zajmował.

JAROSŁAW HEBEL