HEBEL: Bogusław Linda – aktor wszechstronny

Fot. Kadr z filmu “Psy” w reż. Władysława Pasikowskiego. Na zdjęciu Bogusław Linda.

O ile dobrze pamiętam, pierwszy raz zobaczyłem Bogusława Lindę na kinowym ekranie w “Psach”. Byłem wtedy “pięknym dwudziestoletnim”  chłopakiem, dla którego Linda stanowił kogoś w rodzaju wzorca w sposobie bycia. Niby typ twardego faceta, ale jednak o dobrym sercu i mającego często wewnętrzne rozterki. Na początku lat 90. połowa Polski mówiła tekstami z “Psów”.

Jednak talent Bogusława Lindy nie objawił się dopiero w tym kultowym filmie Władysława Pasikowskiego. Są i takie opinie, że nie byłoby go jako wielkiego aktora, gdyby wcześniej nie dostrzegł go Krzysztof Kieślowski. Trzeba to jasno powiedzieć, że kariera aktorska Lindy przebiegała od kina ambitnego do komercyjnego. Miał wielkie szczęście, że grał u najlepszych reżyserów – Agnieszki Holland, Krzysztofa Kieślowskiego, Andrzeja Wajdy czy Janusza Zaorskiego. Tadeusz Lubelski o Lindzie słusznie napisał: “Pierwotnie specjalnością artysty był młody buntownik, wzniosły adept poszukujący swojej życiowej drogi. Wizerunek taki objawiał się tym czyściej, że uformowany został w szlachetnych filmach opozycyjnych: od »Człowieka z żelaza« po legendarne półkowniki, »Przypadek« czy »Matkę Królów«” (“Kino” nr 7/8, 1994).

Kanał Kino Polska często powtarza film w reżyserii Jacka Bromskiego “Zabij mnie, glino” (1987), w którym Bogusław Linda zagrał gangstera Jerzego Malika. Jednak znowu – także i w tym filmie – nie jest to postać jednoznacznie zła. Malik bowiem ucieka z więzienia, zabija, dokonuje rabunku, ale również potrafi naprawdę kochać. Obok Lindy w tym filmie zagrała cała plejada najlepszych aktorów: Anna Romantowska, Zbigniew Zamachowski, Piotr Machalica, Maria Pakulnis, a nawet przewija się Anna Chodakowska w roli pani do towarzystwa. Jak napisała Iwona Kurz: “Film był zrobiony »po amerykańsku« i wyraźnie kontestował wizerunek Bogusława Lindy jako twarzy polskiego kina zaangażowanego. […] »Zabij mnie, glino« było filmem ostentacyjnie offsystemowym, co podkreślał nawet tytuł (»glina«, a nie »pies«). Polska wygląda w nim na w miarę normalny kraj, w którym jednak zdarzają się przestępstwa” (dwutygodnik.com, “Prakino”, 12/2019). Mimo upływu wielu lat, co by nie mówić – ten film cały czas świetnie się ogląda. Jego reżyser, Jacek Bromski, w jednym z wywiadów o odtwórcy roli Jerzego Malika powiedział: “To jedyny amerykański aktor w Polsce” (“Gala”, 4-5/2010).

Chyba dziś już mało kto wie o tym, że przygoda Bogusława Lindy w filmie rozpoczęła się od roli halabardnika w telewizyjnym serialu “Czarne chmury” (1973). Później widzowie mogli oglądać aktora w filmach “moralnego niepokoju” – jako lekarza w “Wodzireju” (1977), Gryziaka w “Gorączce” (1980), Dzidka w “Człowieku z żelaza” (1981) czy Jacka Grochalę w “Kobiecie samotnej” (1982). W połowie lat 80. znowu było głośno o Lindzie, a to za przyczyną filmu Filipa Bajona “Magnat” (1986) i opartego na nim serialu telewizyjnego “Biała wizytówka”, w którym Linda zagrał księcia Bolka. To w tym filmie miała miejsce scena, jak na tamte czasy bardzo odważna, a nawet skandalizująca, w której książę Bolko w kuchni pszczyńskiego pałacu na stole pełnym makowców uprawia seks ze swoją macochą Mariską (wybornie zagrała ją Grażyna Szapołowska). W doskonałej obsadzie filmu, oprócz wymienionych aktorów, widzowie mogli zobaczyć m.in. Jana Nowickiego, Olgierda Łukaszewicza i Jana Englerta.

Czy w jakiejś mierze przełomem w karierze Bogusława Lindy nie stała się rola w “Krollu” (1991), debiucie reżyserskim Władysława Pasikowskiego? Film został rewelacyjnie przyjęty przez młodą widownię, również dzisiaj przez wielu jest uważany za kultowy. Nie mógł zresztą nie podobać się obraz z muzyką Michała Lorenca i zdjęciami Pawła Edelmana. Można by także dodać, że w dobie przymusowego poboru do wojska film o wymowie antywojskowej zaskarbił sobie sympatię młodej części widzów. Reżyser napiętnował w nim obecne w polskim wojsku patologie, określane jako “fala”. Linda w udany sposób zagrał w nim porucznika Arka, który organizuje pogoń za uciekinierem z jednostki wojskowej. Partneruje mu Cezary Pazura jako kapral Wiaderny, szorstki i nieprzebierający w środkach.

Prawda jednak jest taka, że Bogusław Linda dużej części widowni kojarzy się z rolą Franza Maurera z “Psów” (1992). Dzisiaj to jest film kultowy, nawet jeżeli niektóre z feministek oburzają się na obecne w nim teksty głównego bohatera o zabarwieniu antykobiecym czy podszyte wulgaryzmami z alkoholem w tle. Wypowiadane przez Maurera kwestie jednak idealnie wręcz pasują do tego bohatera, jak np. “Ty stara dupa jesteś” czy “Wiesz, jak trudno myśleć, że kobieta to też zwierzę. Takie samo jak… córka psa”.  Bohaterowie “Psów” szokowali zresztą stylem życia, który podobał się nowemu pokoleniu widzów. Muzyka Lorenza zaś to istny majstersztyk!

Niestety o ile “Psy 2. Ostatnia krew” (1994) jeszcze dało się oglądać, o tyle “Psy 3. W imię zasad”  (2020) uważam za kompletnego gniota. Linda się postarzał, grający Morawca Cezary Pazura bardziej kojarzy się publiczności z występami w sitcomie “13 posterunek”, a Artur Żmijewski, no przecież… ma już bodaj dożywotnią maskę ojca Mateusza. Zresztą, co by nie mówić, od połowy lat 90. gra Bogusława Lindy mnie już nie zachwyca. Ostatnim filmem, w którym Linda mnie poruszył, był “Tato” (1995) w reżyserii Macieja Ślesickiego. Później było już tylko gorzej – “Sara” (1996) to film “komiksowy”, w którym Lindzie partneruje piękna Agnieszka Włodarczyk. “Demony wojny według Goi” (1998) – no niestety – choć wzorowane na “Urodzonym 4 lipca” Olivera Stone`a, w każdym wymiarze zdecydowanie przegrywają z amerykańską produkcją.

Bogusław Linda jest jednak aktorem uniwersalnym, który potrafił zagrać z jednej strony Petroniusza w “Quo vadis” (2002) w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, a z drugiej – gangstera, szefa mafii mokotowskiej w filmie “Pitbull. Nowe porządki” (2015) Patryka Vegi.

W “Szczęśliwego Nowego Jorku” (1997) zagrał z Cezarym Pazurą, Zbigniewem Zamachowskim, Januszem Gajosem i Katarzyną Figurą. Nie da się nie zapamiętać prawdy wypowiedzianej do polskich emigrantów przez granego przez niego “Serfera” na temat naszej polskiej mentalności: “Bez tego w Ameryce przegracie. Ludzie, zróbcie coś z waszymi polskimi mordami […] Chodzić po Nowym Jorku ze szczerą twarzą to jakby z fiutem na wierzchu”. W słabym filmie Hoffmana “1920 Bitwa warszawska” (2011), na którym krytycy nie pozostawili suchej nitki, Linda w roli generała Wieniawy-Długoszowskiego wcale nie wypadł najgorzej. Krytyka niemal zjadła film Władysława Pasikowskiego “Reich” (2001), w którym Linda zagrał gangstera Alexa. Partnerował mu w nim Mirosław Baka i jakkolwiek trzeba przyznać, że to nie był dobry film, pozostaje w pamięci wypowiedziane przez Lindę stwierdzenie: “Muszę to ja tylko umrzeć”. W oddali pobrzmiewa zaś muzyka skomponowana do tego filmu przez Tomasza Stańkę… Co więcej, jak bardzo wielkimi możliwościami aktorskimi dysponuje Linda, świadczy jego rola w przeciętnym filmie Olafa Lubaszenki “Sztos 2” (2011), w którym w dość prześmiewczy sposób zagrał oficera Służby Bezpieczeństwa. Ze swoim talentem aktorskim udowodnił zatem, że potrafi odnaleźć się w każdej scenerii i roli – np. grając Władysława Strzemińskiego w “Powidokach” (2016) w reżyserii Andrzeja Wajdy.

Od jakiegoś czasu Bogusław Linda jest również reżyserem, w czym nawet całkiem nieźle się sprawdza. Z sukcesem wystawiał na deskach Teatru Ateneum w Warszawie “Tramwaj zwany pożądaniem” (2014) Tennessee Williamsa. Widziałem wyreżyserowany przez Lindę film “Sezon na leszcza” (2000) i daleki byłbym od surowej krytyki, na jaką na pewno ten obraz nie zasłużył. Film ten nie jest arcydziełem, ale w prosty sposób została w nim opowiedziana historia, z której widz jest w stanie wyciągnąć wniosek, jak nie należy żyć. Obok Lindy zagrał w nim Marian Dziędziel, a także pojawiła się Edyta Olszówka. Bogusław Linda jeszcze wyreżyserował “Jasne błękitne okna”  (2006), przejmującą historię przyjaźni dwóch dziewczynek/kobiet z prowincji. Film uświadamia nam banalną prawdę, jak bardzo różnie toczą się ludzkie losy.

Czy aktor i reżyser powiedział już ostatnie słowo, zapewne czas pokaże… O sobie w jednym z wywiadów powiedział: “Mogłem być aktorem w Australii, w Ameryce Południowej i we Francji, ale tęskniłem za ciepłą wódką i »Carmenami« w Polsce” (“Tele Tydzień” nr 2, 8.01.2007).

JAROSŁAW HEBEL