TOMCZYK: Dłonie mojej matki

“Pelunia została ulepiona z jakiegoś lepszego kruszcu, w tym dobrym, szlachetnym znaczeniu – jakby przez pomyłkę w wielodzietnej kolejarskiej rodzinie przyszło na świat dziecko z trochę wyższych sfer”.

Czytałam “Pelunię” Hanny Bilińskiej-Stecyszyn, mając w pamięci “Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. O ile u Wichy brakowało emocji (niestety nie odnalazłam ich między wierszami), o tyle u Bilińskiej-Stecyszyn nie miałam z tym kłopotu.

Ta trochę ponad dwustustronicowa książka to opowieść o matce i córce, i o łączącej je relacji. Autorka opowiada o opiece nad kobietą, która z silnej staje się nieporadna, ale ciągle pogodna. I o tym, co pisarka przeżywa, kiedy musi przemeblować uporządkowane życie i poświęcić czas schorowanej matce. Bilińska-Stecyszyn pisze też o mieście – Gubinie. I to jest drugi bohater tej książki.

Historia Peluni z pewnością nie stanowi scenariusza na popkulturowy komiks czy film akcji. To żywot, jakich wiele. Dlaczego więc autorka zadaje sobie trud skrupulatnego skryby i z niemal kronikarskim zacięciem odtwarza kolejne lata życia matki? Po pierwsze, by zachować wspomnienia rozmywane rokrocznie przez mijający czas. Po drugie – coś, jak ziarno piasku pod powieką, nie daje jej spokoju. Co konkretnie? Nie wyjawię sekretu, bo ten akcent jest siłą “Peluni”; sprawia, że w oku kręci się łza. Ale nie jest to książka, przy której się płacze. Raczej skłania do myślenia, bo w konsekwencji prawie każdego spotka los autorki. Przyjdzie pora, by dzieci zajęły się rodzicami, by przejęły odpowiedzialność za ich losy. I tylko od nas, od naszej cierpliwości i miłości zależy, czy zdamy ten egzamin. Czy spojrzymy w lustro bez strachu i wyrzutów sumienia, wierząc, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy? Bilińska-Stecyszyn mówi wprost, bez cienia dyplomacji: nie jest to proste. Człowiek popełnia błędy i próbuje je naprawić. Ale czy zdąży? No właśnie. Autorka zdaje się potwierdzać tezę księdza Twardowskiego: nigdy nie mamy aż nadto czasu. Zawsze jest zbyt późno. Zawsze czegoś żałujemy. Zawsze.

Na zakończenie warto wspomnieć, że Hanna Bilińska-Stecyszyn zamyka “Pelunię” w dłoniach. Dosłownie i metaforycznie. Polecam sprawdzić.

KATJA TOMCZYK


Hanna Bilińska-Stecyszyn, “Pelunia”, nakładem autorki przy wsparciu Związku Literatów Polskich Oddział Zielona Góra, Lubniewice 2019.