BILIŃSKA-STECYSZYN: Innego końca świata nie będzie?

Rys. Pixabay.com

„Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia./ Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście./ Niektórzy zdążą jeszcze wejść./ Niektórzy wyjść./ Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy./ Ta odległość go chroni od wszelkiego złego,/ no i widok jak w kinie […]/ Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach./ Tylko że ten autobus nagle ją zasłania./ Trzynasta osiemnaście./ Już nie ma dziewczyny./ Czy była taka głupia i weszła, czy nie,/ to się zobaczy, jak będą wynosić./ Jest trzynasta dwadzieścia. […]/ Tak, teraz./ Bomba, ona wybucha”.

Wiersz „Terrorysta, on patrzy” napisała Wisława Szymborska, jedna z czwórki polskich laureatów Literackiej Nagrody Nobla (otrzymanej w r. 1996). Czy utwory tych czworga, powstałe przed ponad stu, w najlepszym wypadku przed kilkudziesięciu laty, mówią coś i o nas, ludziach i zjawiskach drugiej dekady XXI wieku? Czy literatura ma siłę zdolną powstrzymać dziko rozpędzony świat? Co rusz gdzieś wybucha bomba. Giną niewinni, w tak wielu miejscach naszego globu. Przywykliśmy? Przywykamy?

„Terrorysta” to utwór z r. 1976. Bohater wiersza, choć okrutny i cyniczny, mimo wszystko jest jeszcze człowiekiem. Wprawdzie nie odciągnie dziewczyny od miejsca, w którym wybuchnie bomba, lecz przynajmniej zauważy zieloną wstążkę w jej włosach. Ten, który wbija się w nowojorskie wieże WTC, jest już tylko zdalnie sterowaną, wypranomózgą maszyną do zabijania. Napisana w 2002 roku „Fotografia z 11 września”, pozornie beznamiętny zapis wydarzeń, upamiętnia ostatnie sekundy istnień, które jeszcze przed chwilą żyły pełnią życia. „Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić” – pisze poetka – „opisać ten lot / i nie dodawać ostatniego zdania”.

Ostatnie zdanie jeszcze nie zostało postawione. Jak będzie brzmiało? Czy ma dla nas jeszcze jakieś znaczenie na przykład pytanie: Człowieku, dokąd zmierzasz? Quo vadis? Zadał je Henryk Sienkiewicz, kolejny z wielkiej czwórki (Noblowski laur otrzymał w r. 1905), tytułując tak swą powieść. Ten, który w czasie zaborów „Trylogią” czy „Krzyżakami” wzmacniał ducha narodowego Polaków, wyznaczył światu – bo nie tylko swoim rodakom – jedyny kierunek: przemoc pokonać może idea moralna. W „Quo vadis” jest nią chrześcijaństwo, które zatriumfuje na gruzach rozpasanego Rzymu.

W przeciągu wieków podstawy świata chrześcijańskiego zatrzęsły się już wiele razy. Dziś szczególnie. Katolicyzm, zwłaszcza w Polsce, ale i w innych miejscach Europy, boi się konfrontacji z wiarą uchodźców. Który „izm” zwycięży? I czy – w razie najgorszego – znajdzie się Ursus, który ocali skarbnicę naszych wartości, jak ocalił Ligię w „Quo vadis”? Czy jednak ostatnie zdanie wypowie Neron podpalający świat?

Władysław Stanisław Reymont nagrodę otrzymał w r. 1924 za powieść „Chłopi”. Czy można w jego twórczości znaleźć odniesienia do współczesnych aktów przemocy? Chłopska pazerność i bezwzględność w miłości do ziemi czy terror pieniądza i monstrum rodzącego się kapitalizmu w „Ziemi obiecanej” to może przykłady dość naciągane. Pozostaje wszakże to, co niezmienne i uniwersalne. Emocje. Upadek wartości, patologia wielkiego miasta, cynizm i wyzysk, piękno i ohyda miłości, przemoc, zazdrość, wreszcie – nienawiść. Najsilniejsza spośród nich. I najgroźniejsza.

„Spójrzcie, jak wciąż sprawna,/ Jak dobrze się trzyma/ w naszym stuleciu nienawiść. […]/ Mówią że ślepa. Ślepa?/ Ma bystre oczy snajpera/ i śmiało patrzy w przyszłość/ – ona jedna”.

Tak pod koniec XX wieku pisała o niej W. Szymborska. Dziś, jak się wydaje, nienawiść patrzy w przyszłość jeszcze śmielej…

Pozostał nam ostatni, but not least, polski noblista – Czesław Miłosz, laureat z r. 1980. W wielu jego wierszach odnajdujemy świadectwo czasów. Mimo że powstały w minionym stuleciu i w określonych okolicznościach geopolitycznych, takie utwory jak „Campo di Fiori” czy „Który skrzywdziłeś” dziś brzmią szczególnie aktualnie. Ludzie kierują się ksenofobią i pogardą, w imię których po świecie rozlewają się fale totalitaryzmów. Czy syta i rozpasana Europa upadnie jak Cesarstwo Rzymskie? Jaki „izm” zatriumfuje? Czy te wszystkie zbrodnicze „izmy” doprowadzą świat do prawdziwej hekatomby?

Nie chcąc kończyć tak apokaliptycznie, przywołuję „Piosenkę o końcu świata”, napisaną po zakończeniu II wojny światowej jako wyraz optymizmu i nadziei, że taka apokalipsa w dziejach świata nie ma prawa się powtórzyć.

„W dzień końca świata/ Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,/ Rybak naprawia błyszczącą sieć./ Skaczą w morzu wesołe delfiny,/ Młode wróble czepiają się rynny/ I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć. […]/ A którzy czekali błyskawic i gromów, Są zawiedzeni./ A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,/ Nie wierzą, że staje się już. […]/ Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,/ Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,/ Powiada przewiązując pomidory:/ Innego końca świata nie będzie,/ Innego końca świata nie będzie”.

Przez wiele lat wierzyłam poecie, że „koniec świata staje się już”. Każdy ma swój, to dla niego koniec jego życia. Tylko i aż. Czy jednak napisane w roku 1945 słowa o tych, „którzy czekali błyskawic i gromów”, […] „znaków i archanielskich trąb”, nie zyskują oto nowej aktualności? Czy – na przykład – gromy i znaki to nie zaatakowane wieże WTC?

Lecz z naiwnością dziecka chcę, jak ten staruszek podwiązujący pomidory, łudzić się, że nadal pszczoły będą krążyć, kobiety spacerować, urodzą się nowe dzieci, a noce będą gwiaździste. I „innego końca świata nie będzie”.

OBY.

HANNA BILIŃSKA-STECYSZYN


OD REDAKCJI:
Tekst został napisany przez Autorkę przed otrzymaniem literackiej Nagrody Nobla przez Olgę Tokarczuk.