CZERWIŃSKA: Miniatury

Fot. Pixabay.com

Łańcuch

Patrząc na płonące miasto, upajał się mieszaniną spokoju i podniecenia. Nareszcie koniec! Nie będzie darcia kotów sąsiada i sąsiadki! Posmażyły się, wytopiły tłuszczyk, wsiąkły. Nie będzie gonitwy, kto pierwszy do michy! Nikt nikogo nie wygryzie, nie zaciągnie do budy na krótkiej smyczy. Na kości suki, co stroszyła futro na rogu, też nikt nie poleci. Deprawujące rozdawnictwo podrasowanego ścierwem gówna szczeniakom też się skończyło. Ogień, pożoga, łuna. Mądrzejsi dali nogę, słabsi użyźnią popiół.

Niech żyje wolność!

Niech żyje Nowy Świat!

Nagle usłyszał zbliżające się kroki. Niezmienny, cuchnący oddech. Uderzenie dłoni o udo i jakże znajomy głos:

– Neron, do nogi!

 

Neofitka

Lubię mężczyzn. Nigdy nie odbywałam przygodnych stosunków seksualnych. Tak, mąż jest cudzoziemcem, ale nasz związek nie służy wyłącznie prokreacji. Zależy mi na jego obecności, cenię bliskość i czułość. Chcieliśmy mieć własne dzieci, nie wyszło. Adoptowaliśmy syna z zespołem Downa. Ktoś oddał go do domu dziecka, obdarzając nas największym skarbem. Robert potrzebuje i zawsze będzie potrzebował matki.

W dzieciństwie nosiłam barani kożuch, to lata słusznie minione. Nie potrzebuję obdzierać nikogo ze skóry, żeby się ogrzać. Nie jadam mięsa.

Nigdy nie byłam wojownicza ani waleczna. Jeśli walczyłam, to o siebie i bez przelewu krwi. Cenię kompromisy.

Jutro zostanę amazonką. Chcę żyć.

 

Ja, Wincent

– Zdecydowałem. Idę na ASP.

– Chyba zdurniałeś. Ciekawe, kto będzie cię utrzymywał. Idź lepiej na chirurgię. Widziałeś biednego lekarza? Chcesz siedzieć całe życie pod murkiem i wciskać ludziom bohomazy? Przecież nawet nie umiesz malować! Tak spieprzyłeś obraz dla Nowakowej, że powiesiła go z grzeczności nad szafą, a na szafie lalkę posadziła. Przed tym wyskakującym jeleniem, co ci się rozmazał. Van Gogh przymierał głodem! Zejdź na ziemię!

– Siedzę na Place du Tertre i produkuję karykatury. Jelenie wyskakują z kasy. To lepsze, niż medycyna, którą rzuciłem na pierwszym roku. Co miesiąc przesyłam ci półtora tysiaka. Euro.

Nie narzekasz?

 

Tryb

Nocą odnajduje w gwiazdach wszystkie odmiany ciemności. Światłem własnych oczu przebija jaskrawość. Po omacku prześwietla niebo. Drapie, mruczy, łasi się do pospiesznie zapisanych kartek. Prychając, drze i zapisuje od nowa. Od końca, od początku, od środka siebie.

Za dnia chowa się między jednym a drugim milczeniem. Wtapia w ściany, kałuże, murale. Jego myśli zwinięte w kłębek, dochodząc do siebie, odpływają, by przeżyć. Metodycznie wciąga pazury, ugniata taśmę, w wyuczonym rytmie przymila się produkcji. Szybciej, błędniej, bezbłędniej. Liczy żetony, zamienia je na mięso, rzuca mięsem. Bezsilnie i wysiłkowo. Zacieśnia łańcuch, czyści prawidło.

Ustawiczny buntownik instynktownie poddający się regułom.

 

Krótki romans

Grzegorz miał 69 lat i po śmierci żony był samotny tak bardzo, że modlił się o jakiekolwiek towarzystwo.

Pewnego wieczoru zupełnie niespodziewanie poczuł jej obecność. Subtelna, delikatna, czuła, całą sobą skupiona na Grzegorzu. Dzięki niej zaczął wychodzić z domu do ludzi, którzy jak nigdy dotąd interesowali się jego stanem, dopytywali o temperaturę, ciśnienie, stan pamięci, układali dietę. Musiał ubrać się, ogolić, zebrać siły, aby prezentować się schludnie. Potem nadszedł czas, gdy on i ona, coraz bardziej zespoleni, praktycznie nie wychodzili z łóżka. Była coraz bardziej pazerna, zniewalająca. Aż w końcu pożarła go na amen.

Ostatnia, najwierniejsza, partnerka.

 

Talizman

Zawieszonym pod sufitem wianuszkiem ziół odstraszała demony, w oknie zaś ustawiła porcelanowego Jezuska. Figurka ta przetrwała Powstanie Warszawskie, okupację, epoki Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, śluby, chrzty, komunie, rozwody, pogrzeby, przeprowadzki i powroty. Obdrapana, sponiewierana, ale zawsze nasza.

Pamiętam dzień śmierci Ojca Świętego. Obok świątka zapaliła świeczkę. Potem był Smoleńsk. Nagle przestała ufać figurkom, wianuszkom, ziołom i przepowiedniom, zgarbiła się, posiwiała. Straciła wiarę w Boga, w ludzi, w Ojczyznę, w pojednanie.

Jezuska zawsze noszę w kieszeni. Ściskam go mocno i niezabobonnie przed każdym egzaminem. Od tego ściskania stracił czerń włosów i zieleń oczu. Posiwiał, przybrał twarz ukochanej babci. Wierzę, że czuwa.

 

Majówka

Na grillu, na Młocinach spotkały się trzy kobiety.

Pierwsza gapiła się w słońce. Z zazdrością, że ono tak naturalnie zachodzi. Tuż przy jej balkonie budują plac zabaw dla dzieci. I to jest prawdziwe świństwo.

Druga paplała o cyklu przyrody, bo ona wpadła w cykl. Choćby miała popękać, będzie wydawać owoce, a już na pewno kwiaty. To nic, że zwiędną, przecież kolejne wiosny są nieuniknione. Tak stworzył Pan Miłościwy, więc tak ma być.

Trzecia obserwowała grającą w piłkę Arabkę oraz płynne ruchy Araba. Pomyślała, że to on powinien nosić burkę, gorliwie zamotać się w cokolwiek. Na niepokuszenie.

A grill się spalił.

DOROTA CZERWIŃSKA