OCHODEK-SZPAK: Ciało w muzyce i literaturze

Okładka czwartego albumu zespołu Lombard pt. „Szara maść” przedstawia piersi kobiety. Za projektem graficznym stał Jacek Gulczyński. Krążek trafił do rąk fanów muzyki rockowej w czerwcu 1984 roku. Ówczesna cenzura nie zgłaszała zastrzeżeń do nagiego kobiecego biustu, który stanowił bardzo estetyczny koncept wspomnianej płyty. Pamiętam jednak dokładnie, że wizualne treści longplayu budziły kontrowersje choćby wśród pokolenia moich rodziców.
Do dzisiaj wracam do tej płyty, i nie dlatego, że piosenki tworzą na niej spójną całość i przypominają o moim nastoletnim byciu, ale dlatego, że tęsknię za czasem, gdy naga pierś kobiety budziła kontrowersje.
Zalani tsunami nagości użytkownicy mediów społecznościowych brodzą pośród bielizny, bywa, że brudnej. Co niektórzy blokują profile, inni przewijają z niesmakiem, a jeszcze kolejni pozostawiają komentarz obelżywy i kolokwialny dość mocno. Nie będę kaznodziejskim tonem grzmieć, bo od lat stoję po stronie wyborów w duchu wolności. Podzielę się raczej tym, co w sercu, duszy i ciele. Bo o nim ten tekst.
„Tak długo czekam/ a ty ciągle, ciągle myjesz swoje ciało/ tak długo czekam/ ale wiem, że to, co robisz, robisz/ dla mnie…” – napisał, a potem zaśpiewał poeta, lider zespołu Republika Grzegorz Ciechowski. Jeden z najpiękniejszych, w moim przekonaniu, erotyków pod znakiem rodzimego rock and rolla nie nosi znamion sensacji, tandety, czy jakiegokolwiek uprzedmiotowienia.
Jacka Gulczyńskiego – autora okładki płyty Lombardu i Grzegorza Ciechowskiego – autora tekstu piosenki „Ciało” łączy estetyczne przedstawianie erotyzmu w obrazie i słowie. Kanony piękna ciała przechodzą metamorfozy. I nie zafunduję odbiorcom powtórki z historii sztuki czy historii literatury, bo mamy wakacje, ale…
Stanisław Grochowiak w wierszu pt. „Czyści” napisał, że woli brzydotę, bo bliższa jest krwioobiegu słów. I chodziło mu o to, by przede wszystkim z brzydoty uczynić inny kanon piękna. W zakresie języka poetyckiego także. Chodziło mu również o zdjęcie ciężaru pruderii z poetyckich tekstów. I zrobił to w sposób wyjątkowy, bo jego wiersze wciąż są czytane, także przez ludzi młodych.
Czasy, kiedy „Padlina” Ch. Baudelaire’a (francuskiego parnasisty, prekursora symbolizmu i dekadentyzmu) budziła niesmak, minęły bezpowrotnie. Wiem, bo od lat z uwagą przyglądam się twarzom uczniów, podczas omawiania tego tekstu. Twarzom pięknym, bo młodym. Twarzom, które często walczą z tą młodością z powodów, których tu nie wymienię, bo nie mam kompetencji psycholożki. Mogę co najwyżej z troską zaapelować do tych, którzy usta i policzki poprawiają tak, jakby kupowali w dyskoncie parówki – bywa, że z przeceny – by najpierw porozmawiali z kimś, kto życzy im dobrze.
Ciało jest dzisiaj w cenie bardziej niż kiedykolwiek. Ciałem handluje się od rana do wieczora, bo intymność wypełza z buduarów i chłoszcze po oczach także tych, którzy nie mają do niej dystansu.
Autorytety sięgnęły bruku dość dawno. Czas strąconych bożyszczy stał się teraźniejszym. Obok mleka i bułek w marketach książki autorki, której nazwiska nie wymienię. Z troski o dziewczyny i z troski o chłopaków.
Może jest jeszcze czas, by zatrzymać pochód fastfoodowej seksualności. Dokładam w tej intencji cegiełkę, choć murów nie buduję. Z szacunku do ciała swojego i innych.
I powinnam podpisać – wielbicielka talentu Grzegorza Ciechowskiego.
IWONA OCHODEK-SZPAK






