OKNIŃSKA: Obrączki

Poznaliśmy się z Bartkiem przed trzema laty, od dwóch mieszkaliśmy razem. Przed kilkoma tygodniami poprosił mnie o rękę. Niewiele to zmieniało, czułam się jego żoną bez założenia obrączki. Widziałam, ile trudu włożył w to, żebym w tym momencie czuła się wyjątkowa. Moja ulubiona pościel, frezje, które uwielbiam i schłodzony szampan.
Klęknął przede mną, uśmiechając się z zawstydzeniem, a ja potakująco kiwnęłam głową. Wyjątkowość tej chwili przykryła kotarą codzienną rutynę, sprzeczki i irytację. Moje stopy były lekkie, jakby nie dotykały ziemi, wypełniało mnie powoli podniecające oczekiwanie. Bąbelki szampana tańczyły we mnie, budząc uśpione codziennością zmysły. Tak jak wtedy, kiedy byłam zakochana i pierwszy raz zbliżyliśmy się do siebie. Teraz czułam, że zakochuję się znowu, ale głębiej. Dotyk jego palców, przesuwających się na udach był obietnicą tego, co znam i co mnie unosi. Kochaliśmy się całą noc, aż do wycieńczenia, wchodząc w zapomniane, ukryte przestrzenie. Zasnęliśmy w uniesieniu.
Następnego ranka byłam zirytowana. Pojawił się lęk, czy powiedziawszy „tak”, podjęłam dobrą decyzję. Bartek też był wyraźnie rozdrażniony. Zaczął przyczepiać się do drobiazgów, uderzać sarkazmem w moje najczulsze punkty. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej, a dziś rano miarka się przebrała.
– Czyli od teraz będzie mnie witał w kuchni pełen zlew? – spytał, stając w drzwiach sypialni. Wstawał wcześniej niż ja i na ogół zachowywał się cicho, żeby nie zabierać mi tej pół godziny snu. Od kilku tygodni było inaczej.
– Chciałam wieczorem pozmywać – odpowiedziałam, przecierając oczy – ale wciągnąłeś mnie do łóżka, a potem zasnęłam.
– Co to za tłumaczenie?! – podniósł głos.
– Co miałam zrobić? – czułam, że drży mi głos i łzy napływają do oczu. – Powinnam powiedzieć: najpierw pozmywam?
– Nie płacz – odpowiedział. – Reagujesz zbyt emocjonalnie. To nie trzecia wojna światowa, tylko pełen zlew – dodał z ironią.
– Mam dość! – nie wytrzymałam. – Nie wiem, co się z tobą dzieje!
– Ze mną? To ty się zmieniłaś! Jakby to widmo obrączek zdezaktualizowało wszystkie nasze ustalenia.
Miałam odpowiedzieć, że jemu to widmo obrączek daje poczucie posiadania, jakby miał nabyć coś na własność, ale ugryzłam się w język.
– Pieprzę te obrączki – powiedziałam, nie patrząc na niego i zaczęłam szykować się do pracy.
Dzwonił do mnie, ale nie odbierałam. Nie odpowiadałam na jego wiadomości. Siedziałam na ławce w parku, zastanawiając się, co ze sobą zrobić, bo do domu wracać nie chciałam. Upał zelżał i mury miasta zaczynały oddychać.
Było piękne, czerwcowe popołudnie. Kwitnące lipy próbowały pieścić mnie swoją wonią. Dzisiaj ta pieszczota nie uspakajała, nie wypełniała wyobraźni obietnicą przeżycia czegoś wzruszającego. Byłam zmęczona i dławiłam się złością. Zaczęło zmierzchać. Postanowiłam iść do baru i napić się szampana.
Weszłam i wnętrze od razu zapachniało mi wolnością, którą ktoś próbował mi zabrać. Szampan rozlewał się we mnie musującą cieczą i szybko rozluźniał. Przysiadł się do mnie jakiś mężczyzna. Wysoki brunet z rozluźnionym kołnierzykiem i marynarką, przerzuconą przez ramię.
– Czy mogę pani towarzyszyć? – zapytał.
– Nie jestem do wzięcia – odparłam bezczelnie, nie miałam nic do stracenia.
– Nie zamierzam próbować – uśmiechnął się.
Zamyśliłam się, a potem zaczęłam mówić. Nie wiem, czy to jego uśmiech, czy szampan, czy konieczność wyrzucenia wszystkiego z siebie i zrobienia tego, przed kimś obcym. Opowiedziałam mu o wydarzeniach ostatnich tygodni, dzisiejszym poranku i tym, że nie mam sił wracać do domu. Wysłuchał w milczeniu.
– Zamierza pani teraz wynieść jego pościel z sypialni? – zapytał.
– Oczywiście – odpowiedziałam. – Nie chcę go widzieć.
– Prozę tego nie robić – odparł. – Proszę po prostu iść spać. Zrobić coś inaczej, niż zwykle i inaczej, niż on się spodziewa – dodał. Potem pożegnał się i wyszedł.
W tym co powiedział było coś świeżego, jakaś obietnica. Po powrocie do domu wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Słyszałam, że Bartek siedzi w dużym pokoju, przed telewizorem, ale próbowałam nie zwracać na to uwagi. Zasypiałam, kiedy wsunął się pod kołdrę i szepnął mi do ucha:
– Przepraszam. Zachowałem się jak dzieciak. Przykro mi.
Nic nie powiedziałam, wzięłam jego dłoń i położyłam na swojej piersi.
– Wszystko przez te obrączki – westchnął. – Chciałem ci pokazać, że jesteś wyjątkowa, dlatego poprosiłem o twoją rękę.
– Wystraszyłeś się przysięgi? – zapytałam.
– Tak. Skąd wiesz?
– Ja też się wystraszyłam. Obietnicy, która jest jak więzienie. Nie chcę cię zmuszać do powiedzenia słów, których dotrzymanie może okazać się niemożliwe – odpowiedziałam cicho.
– Ja też nie chcę zakładać ci kajdanek, bo cię kocham.
Dłoń na piersi była ciepła. Palce poruszały się, karmiąc pieszczotą i budząc jeszcze większy apetyt. Westchnęłam, wypełniając ciało jego zapachem. Wtuliłam pośladki w ciepły brzuch, poczułam kolano, szorstko wsuwające się między moje, wilgotne uda. Podniecenie zatrzepotało myślą, że będziemy się smakować. Zanim ślina wypełniła usta gotowością do uniesienia pomyślałam, że to dobrze, że nie wyniosłam jego pościeli.
AGNIESZKA OKNIŃSKA






