TOMCZYK: Papierowy kryminał z muzycznym pazurem

„Macki miłości” w reżyserii Wojciecha Malajkata, najnowsza premiera Teatru Współczesnego, to muzyczna komedia kryminalna napisana przez Wojciecha Zimińskiego z okazji 5. urodzin Radia Nowy Świat. Spektakl z założenia lekki, rozrywkowy, ku uciesze, pozbawiony ambicji, by wstrząsnąć widzem czy przygnieść go emocjonalnym ciężarem – spodoba się odbiorcom lubiącym niewyrafinowany humor, którzy do teatru przychodzą, by złapać oddech od trosk codzienności.
Fabuła oparta na klasycznym schemacie kryminału jest banalna, a postacie karykaturalne. W domu państwa Stargard-Szczecińskich zostaje odnaleziony trup nestorki rodu. Wezwany na miejsce komisarz Megiera (Szymon Mysłakowski) przypomina Quasimodo. Pokrewieństwo z dzwonnikiem z Notre-Dame ujawnia się w pokracznym chodzie komisarza i pląsawicy oczu, jakiej doznaje każdorazowo, gdy zdejmuje z nosa okulary. Kiedy Megiera wchodzi na scenę, zanosi się, że zgubił nie tylko kręgosłup, ale i trop. Jego groteskowa postać wpisuje się w konwencję spektaklu, w którym wszystko jest przerysowane – od charakterów po scenografię.
Śledztwo wydaje się z góry skazane na fiasko, zwłaszcza że członkowie rodziny Stargard-Szczecińskich są zbyt… uroczy, by być podejrzanymi. A przecież właśnie biorą udział w radiowym konkursie na najbardziej kochającą się rodzinę. Śmierć komplikuje ich plany, a wszystko bacznie obserwuje dziennikarz wysłany przez stację.
Intryga kryminalna stanowi jedynie tło dla muzycznych numerów, które są prawdziwą ozdobą spektaklu. Zaskakuje Agnieszka Pilaszewska i jej wspaniały sopran. Jednak szczególnie zapadają w pamięć dwa wykonania: Elżbieta Zajko w utworze „Ja się boję sama spać” oraz Katarzyna Dąbrowska w „Na pierwszy znak”. Obie artystki zatrzymują czas, a ich występy – z akompaniamentem muzyki na żywo (Mateusz Dębski, Jakub Gumiński) – są ucztą dla uszu i duszy. Publiczność nagradza je zasłużonymi owacjami, a muzycy z wdziękiem dialogują z aktorami – raz ich naśladując, raz z nimi igrając. Na uwagę zasługuje także zabawny chórek Muz i Muzów, złożony z dziennikarzy Radia Nowy Świat. Niestety, rozczarowuje aranżacja kultowego utworu Eugeniusza Bodo „Umówiłem się z nią na dziewiątą” – piosenki, na którą czekało wielu widzów.
Scenografia przypomina papierową makietę, co jednoznacznie sygnalizuje, że niczego nie należy traktować tu poważnie. Świat przedstawiony to świadoma atrapa, a aktorzy wyciskają tekst do ostatniej kropli. Mimo to żarty pozbawione są finezji, a ich dosłowność może pozostawić widza z poczuciem niedosytu.
Spektakl jawnie deklaruje swoją lekkość: ma bawić, relaksować, nie rości sobie prawa do głębokich przeżyć czy artystycznych ambicji. Jednak czy nie warto byłoby zderzyć tę lekkość z choćby jedną sceną, która wytrąca widza z komfortu, a żart wznosi na poziom wyżej?
Czy poleciłabym „Macki miłości”? Tak, ale tylko z jednego powodu: by wysłuchać nowych, znakomitych wykonań starych piosenek. Teatr Współczesny dysponuje wybitnie uzdolnionym zespołem aktorów, których głosy potrafią oczarować. Jednak tym razem zabrakło tego, co w teatrze najważniejsze: dobrej historii, będącej w stanie przenieść widza do świata, do którego na co dzień nie ma dostępu.
KATJA TOMCZYK
Teatr Współczesny w Warszawie (Duża Scena) – Wojciech Zimiński, „Macki miłości”. Reżyseria – Wojciech Malajkat. Scenografia i kostiumy – Wojciech Stefaniak. Muzyka na żywo – Mateusz Dębski, Jakub Gumiński. Występują: Katarzyna Dąbrowska, Agnieszka Pilaszewska, Ewa Porębska, Elżbieta Zajko, Piotr Bajor, Leon Charewicz, Filip Kowalczyk, Szymon Mysłakowski, Szymon Roszak, Zuzanna Iłenda, Maria Zamachowska, Adam Stasiak, Kacper Siedlecki.
Spektakl trwa: 90 min. (z jedną przerwą).






