TOMCZYK: Papierowy kryminał z muzycznym pazurem

Fot. Barbara Ojrzeńska. Na zdjęciu Leon Charewicz i Agnieszka Pilaszewska na próbie medialnej spektaklu „Macki miłości” (FB Teatru Współczesnego).

„Macki miłości” w reżyserii Wojciecha Malajkata, najnowsza premiera Teatru Współczesnego, to muzyczna komedia kryminalna napisana przez Wojciecha Zimińskiego z okazji 5. urodzin Radia Nowy Świat. Spektakl z założenia lekki, rozrywkowy, ku uciesze, pozbawiony ambicji, by wstrząsnąć widzem czy przygnieść go emocjonalnym ciężarem spodoba się odbiorcom lubiącym niewyrafinowany humor, którzy do teatru przychodzą, by złapać oddech od trosk codzienności.

Fabuła oparta na klasycznym schemacie kryminału jest banalna, a postacie karykaturalne. W domu państwa Stargard-Szczecińskich zostaje odnaleziony trup nestorki rodu. Wezwany na miejsce komisarz Megiera (Szymon Mysłakowski) przypomina Quasimodo. Pokrewieństwo z dzwonnikiem z Notre-Dame ujawnia się w pokracznym chodzie komisarza i pląsawicy oczu, jakiej doznaje każdorazowo, gdy zdejmuje z nosa okulary. Kiedy Megiera wchodzi na scenę, zanosi się, że zgubił nie tylko kręgosłup, ale i trop. Jego groteskowa postać wpisuje się w konwencję spektaklu, w którym wszystko jest przerysowane – od charakterów po scenografię.

Śledztwo wydaje się z góry skazane na fiasko, zwłaszcza że członkowie rodziny Stargard-Szczecińskich są zbyt… uroczy, by być podejrzanymi. A przecież właśnie biorą udział w radiowym konkursie na najbardziej kochającą się rodzinę. Śmierć komplikuje ich plany, a wszystko bacznie obserwuje dziennikarz wysłany przez stację.

Intryga kryminalna stanowi jedynie tło dla muzycznych numerów, które są prawdziwą ozdobą spektaklu. Zaskakuje Agnieszka Pilaszewska i jej wspaniały sopran. Jednak szczególnie zapadają w pamięć dwa wykonania: Elżbieta Zajko w utworze „Ja się boję sama spać” oraz Katarzyna Dąbrowska w „Na pierwszy znak”. Obie artystki zatrzymują czas, a ich występy – z akompaniamentem muzyki na żywo (Mateusz Dębski, Jakub Gumiński) są ucztą dla uszu i duszy. Publiczność nagradza je zasłużonymi owacjami, a muzycy z wdziękiem dialogują z aktorami raz ich naśladując, raz z nimi igrając. Na uwagę zasługuje także zabawny chórek Muz i Muzów, złożony z dziennikarzy Radia Nowy Świat. Niestety, rozczarowuje aranżacja kultowego utworu Eugeniusza Bodo „Umówiłem się z nią na dziewiątą” piosenki, na którą czekało wielu widzów.

Scenografia przypomina papierową makietę, co jednoznacznie sygnalizuje, że niczego nie należy traktować tu poważnie. Świat przedstawiony to świadoma atrapa, a aktorzy wyciskają tekst do ostatniej kropli. Mimo to żarty pozbawione są finezji, a ich dosłowność może pozostawić widza z poczuciem niedosytu.

Spektakl jawnie deklaruje swoją lekkość: ma bawić, relaksować, nie rości sobie prawa do głębokich przeżyć czy artystycznych ambicji. Jednak czy nie warto byłoby zderzyć tę lekkość z choćby jedną sceną, która wytrąca widza z komfortu, a żart wznosi na poziom wyżej?

Czy poleciłabym „Macki miłości”? Tak, ale tylko z jednego powodu: by wysłuchać nowych, znakomitych wykonań starych piosenek. Teatr Współczesny dysponuje wybitnie uzdolnionym zespołem aktorów, których głosy potrafią oczarować. Jednak tym razem zabrakło tego, co w teatrze najważniejsze: dobrej historii, będącej w stanie przenieść widza do świata, do którego na co dzień nie ma dostępu.

KATJA TOMCZYK


Teatr Współczesny w Warszawie (Duża Scena) – Wojciech Zimiński, „Macki miłości”. Reżyseria – Wojciech Malajkat. Scenografia i kostiumy – Wojciech Stefaniak. Muzyka na żywo – Mateusz Dębski, Jakub Gumiński. Występują: Katarzyna Dąbrowska, Agnieszka Pilaszewska, Ewa Porębska, Elżbieta Zajko, Piotr Bajor, Leon Charewicz, Filip Kowalczyk, Szymon Mysłakowski, Szymon Roszak, Zuzanna Iłenda, Maria Zamachowska, Adam Stasiak, Kacper Siedlecki.
Spektakl trwa: 90 min. (z jedną przerwą).