Czas na poezję: ADAM OCHWANOWSKI

Cykl „Wiersze dla Lidki”
xxx
Ty, co słabość chcesz przekuć w niebotyczną siłę
Nagiego króla starasz się ubierać w szaty
Gdy żebraczej koszuli boi się bogaty
A to, co proste w życiu, staje się zawiłe
Mały, choć duży, książę wdzięczy się do róży
Bóg grzechy chce odpuszczać, lecz nie ma litości
Gdy miłość wpada w sidła pospolitej złości
A latarnia się boi Odysa podróży
Przytul się do mnie, Lidko, pomódlmy się razem
Ty do mnie. Ja do ciebie. Przed świętym obrazem
xxx
Jest we mnie, Lidko, rozpacz i pamięć przeklęta
Wskrzeszająca umarłych zasługi i winy
Płacz po mężnych pradziadach, skutki i przyczyny
Natarczywa codzienność i wyblakłe święta
Jest we mnie, a jakoby była we wszechświecie
Bezradność na zamiary i wrogów gonitwy
Rozum, co zerwał sieci dziecięcej modlitwy
Napis: Niech żyje wolność! – w obskurnym szalecie
Jest to, co się przytula i co się wypina
Jak płacząca za murem zmyślona dziewczyna
xxx
Popatrz, Lidko, na cienki horyzontu szlaczek
Na pobladłe romansów zapomnianych lica
Na toń, gdzie już nie tonie Świtezi dziewica
A drogi nam wytycza uczony prostaczek
I czy pójdziemy górą, czy tylko doliną
Wzdłuż, w poprzek czy na przełaj, w otchłań czy przed siebie
Czy przemawiać nam przyjdzie na własnym pogrzebie
Gdy słowa nas dogonią, a znaczenia miną
Oczy. Bo tylko w oczach zawsze się odbija
To, co kiedyś wzmacniało, a dzisiaj zabija
xxx
Jesteś, Lidko, wyrazem, zdaniem i podmiotem
Damą pik konającą w ramionach pokera
Dziewczynką, co w skarbonce bukiet marzeń zbiera
Zbożem, które po burzy kładzie się pokotem
Jesteś głodem żebraków i strawą codzienną
Na pięciolinii chromej wiolinowym kluczem
Nie wiem, kiedy się ciebie na tyle nauczę
Abyś była, cierpiała i śmiała się ze mną
Czy wywróżą nam gwiazdy upojnie i skrycie
Testament, który pisze i zatwierdza życie
xxx
Jestem szczęśliwy, Lidko, gdy czytam ci wiersze
Ty mrużysz oczy, milczysz, nie drgnie ci powieka
Na słowa i na wątek niecierpliwie czekasz
Jak na znaki ostatnie i wyznania pierwsze
Gdy jak pieśń nad pieśniami wybrzmi wers ostatni
Przytulisz się. A we mnie roztańczą się światy
Wtedy stanę się nagle wielki i bogaty
A moja wiejska małość wyplącze się z matni
Bo jesteś dla mnie, Lidko – słów najprostszych – świętą
W naszym domu, gdzie miłość staje się puentą
xxx
Wierzę, Lidko, w brzemienne świętych obcowanie
W radość ludzkich uniesień, niegroźne rozterki
W wielki świat, choć jest mniejszy od zwykłej muszelki
W to, co stało się kiedyś i już się nie stanie
Wierzę, że głupi kiedyś rozumu nabierze
A światłość filozofów mroki rozkulbaczy
Że kundel – druh – najdroższy – miejsce swe naznaczy
A pod figurą świętą uklękną pacierze
Płaczesz, Lidko. Nie wierzysz. I ja kurwa płaczę
Bo nadzieja, bo miłość, bo wycie sobacze…






