HEBEL: Przemysław Bluszcz w spektaklu „Belfer!”

Fot. Krzysztof Bieliński. Na zdjęciu Przemysław Bluszcz w spektaklu „Belfer!”.

Jeżeli mówimy o wielkich mistrzach w dziedzinie aktorstwa, to niewątpliwie Przemysław Bluszcz jest jednym z nich. Jak zahipnotyzowany podziwiałem jego znakomitą grę w spektaklu „Belfer!” w reż. Jacka Bończyka w warszawskim Teatrze Ateneum. Aktor zawładnął publicznością, znakomicie oddając emocje granej przez siebie postaci, która początkowo znajduje się w fazie  perspektywicznego idealizmu, aż dochodząc niestety do zbrodni. Bluszcz bardzo płynnie przechodzi z pierwszego w ostatni i jednocześnie krańcowy etap bycia nauczycielem.

W tym przedstawieniu widzimy nauczyciela z powołania, rozmiłowanego w literaturze, dla którego praca była dotąd rodzajem misji. Jak mówił mu ojciec – nauczyciel to najpiękniejszy zawód świata. Każdego dnia stając przed swoją klasą, która składa się z tzw. trudnej młodzieży, mierzy się z nie lada wyzwaniem i walką o przetrwanie, by nie zatracić ideałów, które mu dotąd przyświecały. Przede wszystkim pragnie swoim uczniom przekazać miłość do literatury, jednak nie do pokonania okazuje się trudność, na jaką natrafia.

Widzimy, że uczniowie z pogardą traktują zabiegi nauczyciela, który dąży do przekazania im wiedzy. Uczniowie klasy maturalnej są bezczelni, a nawet i chamscy w swoim zachowaniu wobec niego. Robią wszystko, żeby dla własnej zabawy doprowadzić swojego profesora do utraty panowania nad sobą, co popchnęłoby go do zrobienia czegoś, za co mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności.

Tytułowy belfer często jest obrażany, wyśmiewany, poniżany, czy nawet nękany przez swoich uczniów. Możemy to oglądać, gdy aktor z łatwością, w sposób niewiarygodny przywołuje do życia kilkanaście innych postaci: uczniów, dyrektorów, żony. Pokazuje nam dynamiczny i złożony obraz szkoły, w której nie ma sposobu uporania się z niedopuszczalnym zachowaniem uczniów wobec nauczyciela. Gdy znajduje się on na skraju załamania nerwowego i popełnia zbrodnię, zostaje ukarany na bycie aktorem i odgrywanie roli nauczyciela, co przywodzi mi na myśl mit o Syzyfie. Podobnie jak Syzyf, tytułowy belfer może uchodzić za symbol heroizmu i w jakimś sensie wytrwałości.

Należy pochwalić Przemysława Bluszcza za wiarygodne budowanie postaci, która przechodzi od ideału do chaosu. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki aktor wspina się na wyżyny swojego ogromnego talentu i z wielkim powodzeniem odgrywa dialogi, prezentuje rozbieżne opinie, a przy tym przywołuje do życia kilkanaście innych postaci za pomocą modulowania głosu.

Nie można mieć wątpliwości, że spektakl porusza problematykę wadliwego systemu edukacji, upadku autorytetów oraz degradacji kultury, co czyni przesłanie bardzo aktualnym i uniwersalnym. Minimalistyczna scenografia, która została wsparta grą świateł i muzyką, tworzy atmosferę osaczenia i pozwala widzowi przenieść się w świat bohatera tego spektaklu. Powiedziałbym, jeżeli ktoś by mnie zapytał o ocenę tego przedstawienia, że jest zarówno poruszające, jak i prowokujące do myślenia. Warto je zobaczyć nie tylko z uwagi na wybitną kreację, jaką stworzył w nim Przemysław Bluszcz, który pokazał pełen kunszt swoich aktorskich umiejętności.

JAROSŁAW HEBEL


Teatr Ateneum w Warszawie (Scena 61) – Jean-Pierre Dopagne, „Belfer!” (przekł. Bogusława Forsztęga). Reżyseria – Jacek Bończyk. Scenografia – Grzegorz Policiński. Obsada – Przemysław Bluszcz.
Spektakl trwa: 65 min. (bez przerwy).