HEBEL: Miłość mierzy się wiernością

Nie ukrywam, że z wielkim wzruszeniem przeczytałem tom poezji Adama Ochwanowskiego „Wiersze dla Lidki…”. Trzeba przyznać, że autor, przyjaciel „Mojej Przestrzeni Kultury”, wielokrotnie publikujący w naszej witrynie artystyczno-literackiej – w sposób wręcz arcymistrzowski włada piórem. Gdy czytałem tom jego poezji, pojawiały się w mojej głowie fragmenty trenów Kochanowskiego, czy też niezwykle przejmujących wierszy Broniewskiego.

Z jedną tylko różnicą – o ile Kochanowski i Broniewski odkrywają emocje po stracie swoich córek, o tyle Adam Ochwanowski pisze o wielkim uczuciu i relacji, jaka łączyła go z kobietą jego życia. Ona umiera, a on cały czas ją kocha – jest przy niej i razem z nią. Przypominają mi się słowa Dostojewskiego, który w „Lagodnej” napisał: „[…] to, co najważniejsze, tkwi wyłącznie w sercu człowieka”.

Myliłby się jednak każdy, kto uważałby, że jest to tom wierszy tylko o miłości. Bardziej traktuje chyba o tym, jak życie potrafi nas zaskakiwać i że niezależnie od jego wyroków pozostajemy wierni systemowi wartości, w którym miłość jest istotnym priorytetem. Warto zauważyć, że w prawie każdym wierszu Adam Ochwanowski zwraca się do swojej ukochanej, np. pisząc: „Jesteś, Lidko, promykiem wschodzącego słońca”, bądź też – „Przytul się do mnie mocno i nie bój się cieni/ Dopóki strach na wróble pilnuje przestrzeni”. On wie, że razem stanowią jedność i głęboko wierzy, że wtedy są nie do pokonania, co wyraża słowami: „Oddychaj razem ze mną równo i miarowo/ Bądź moimi ustami, oczami i głową”.

Z przeprowadzonej przez Antoniego Kocelę rozmowy, której można wysłuchać na portalu YouTube, wiele dowiadujemy się o relacji, jak łączyła Adama Ochwanowskiego z kobietą jego życia. Jak prawie każdy poeta, tak i autor „Wierszy dla Lidki…” miał swoje wzloty i upadki. Jak sam przyznaje – pił, palił i czerpał z życia pełnymi garściami, jednocześnie pozując na Jesienina. Właśnie wtedy poznał Lidkę, rozstali się jednak dość szybko, żeby znowu na siebie trafić po kilkunastu latach. Bagaż życiowych doświadczeń i emocjonalna dojrzałość okazały się bardzo pomocne w budowaniu na nowo ich wzajemnej relacji. Scementowała ją miłość, ale już nie ta szaleńcza, która wcześniej połączyła ich jako bardzo młodych ludzi.

Ochwanowski przepięknie wyznaje: „A ja kocham cię, Lidko, bezgłośnie, bezwietrznie/ Bez namacalnych śladów, z pijanym marzeniem/ Skaleczony nadzieją i pięknym złudzeniem/ Tym, co w nas obiecane, a miało trwać wiecznie”. Jak bardzo brzmiałoby to banalnie – dla niego w relacji z tytułową Lidką nie ma rzeczy ważniejszej od łączącej ich miłości, która niestety dopala się wraz z jej odchodzeniem. Nie znaczy to jednak, że cokolwiek w jego postrzeganiu świata zmieniło się na tyle, by przestał uważać ją za kobietę swojego życia. Chociaż będzie mógł używać już tylko czasownika „była”, zamiast „jest”, to w jego przypadku bardziej powinno posłużyć do opisywania stanu faktycznego niż emocjonalno-uczuciowego.

Jak głęboka miłość łączy poetę z kobietą jego życia, na której zależy mu, jak na nikim innym na świecie, dowiadujemy się, kiedy pisze: „Płaczesz, Lidko. Nie wierzysz. I ja kurwa płaczę/ Bo nadzieja, bo miłość, bo wycie sobacze…”. Trudno nie wzruszyć się, gdy czytamy słowa, które wypływają z głębi ludzkiego serca. Ten tomik Adama Ochwanowskiego wzruszył mnie do tego stopnia, że w trakcie jego lektury nie jeden raz zakręciła mi się łza w oku.

Książka Ochwanowskiego jak mało która zasługuje na Nagrodę Literacką NIKE, a kto nie wierzy, powinien sam po nią sięgnąć i się o tym przekonać. To artystyczny majstersztyk! Mistrzowski warsztat zlał się w niej z ogromnym żarem uczucia w pełni dojrzałego człowieka, który doskonale wie, że nie ma prawdziwej miłości bez odpowiedzialności. No bo przecież – miłość mierzy się wiernością, bez względu na cokolwiek i o tym też Ochwanowski nam opowiada. On tęskni za uśmiechem kobiety swojego życia i jest szczęśliwy, gdy czyta jej swoje wiersze, chociaż jej nie drgnie ani powieka.

Wielka, wspaniała literatura! Wyrasta z ludzkiego bólu i tęsknoty za czasem przeszłym, który autor usiłuje zakląć i przywołać. Adam Ochwanowski pragnie rozniecić iskierkę miłości, która łączyła go z kobietą jego życia. Niezwykle przeszywającą moc mają jego słowa, które zamieniają się w prośbę/apel: „Zanim nas, Lidko, ciemność ostatnia ogarnie/ Zapalmy zapomnianej miłości latarnie”. Naprawdę miłość ma jednak sens metaforyczny i w tym przypadku symbolizuje ją wierność.

JAROSŁAW HEBEL

 


Adam Ochwanowski, „Wiersze dla Lidki…”, Oficyna Poligraficzna APLA Sp.J., Kielce 2025.