Czas na poezję: ANNA MINCZEWSKA-PRZECZEK

Jesień
Chciałeś, żeby ci napisać o drzewach?
Nie bądź śmieszny: przecież teraz jest jesień.
Nie znam słów, które potrafią oddać
przygnębienie królujące w lesie.
Mówisz : „Spójrz, to drzewo jest czerwone,
Przystroiło się najpiękniej jak umie”.
A ja patrzę na nie i myślę,
że zupełnie nic nie rozumiesz!
Przecież wkrótce nadejdzie już zima
długa zima po krótkiej jesieni –
drzewa staną nagie na mrozie.
Jak się mają na myśl o tym nie rumienić?
Mówisz: „Spójrz, ten dywan pod nogami,
taki złotobrązowy i miękki”.
A ja widzę tylko strzępy porwanej
przez jesienny wiatr z drzewa sukienki.
Mówisz: „Zobacz, jak pięknie jest tutaj!”.
I wyraźnie cię radość rozpiera.
A ja właśnie chcę się rozpłakać,
kiedy widzę, jak zieleń umiera,
jak się błękit robi stalowy,
jak zbliżają się wichury i deszcze…
I już pragnę uciec do domu
ale, jeśli chcesz, zostanę jeszcze.
Tylko nie patrz na mnie zdziwiony,
że ty śmiejesz się a ja płaczę.
Każde z nas inaczej przecież czuje,
każde świat rozumie inaczej.
Codzienność
Byłam z psem w parku po południu
– szukałam czegoś, sama nie wiem czego,
bo zresztą: czego można szukać
w styczniowym zmierzchu, kiedy nie ma śniegu?
Potem piechotą szłam wolno do domu,
patrząc na ludzi, który mnie mijali
lecz nie znalazłam w nich nic ciekawego.
Przeszli, minęli mnie, niknąc gdzieś w dali.
W domu nie czekał mnie nikt niespokojnie
– synek się bawił, mąż spał nad gazetą.
Włożyłam kapcie i zaczęłam zmywać.
Byłam gosposią, żoną, ale nie kobietą!
W nocy przyśniły mi się czyjeś oczy
– ktoś się wpatrywał we mnie aż do rana –
i zrozumiałam, że jestem wciąż młoda,
że pragnę kochać, pragnę być kochana…
Z pracy wróciłam późno, z zakupami.
Synek się bawił, mąż spał nad gazetą,
tylko pies czekał na mnie niecierpliwie.
Chciał iść na spacer… Ja mam być kobietą?
Smakosz
Patrzysz na mnie takim głodnym wzrokiem,
jakbyś w myślach mnie rozbierał całą.
Nawet nie wiesz, jak mnie strasznie drażni,
gdy ktoś, patrząc na mnie, widzi tylko ciało!
Wiem, że zjadłbyś mnie na podwieczorek,
zjadłbyś z chęcią, gdybyś tylko mógł.
Lecz nie zrobisz tego! Więc gdy mówisz do mnie,
to mów do MNIE, nie do moich NÓG!
Don Juan
Brzydki człowiek, ale który wierzy
w to co robi, gdy wyciąga do mnie rękę twardą –
ja go wolę, niż samca alfa,
który patrzy na mnie z góry i z pogardą.






