HEBEL: Każdy tęskni za bliskością

Znacznie częściej chciałoby się oglądać takie spektakle, jak „Lekcje tańca” w reżyserii Michała Staszczaka w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Przede wszystkim jest to mądre przedstawienie, które chłonie się w trakcie jego trwania i nie ma się dosyć. Nawet więcej – odczuwa się żal, gdy już gasną światła, aktorzy wychodzą, żeby ukłonić się ostatni raz, zostają nagrodzeni brawami na stojąco i za moment trzeba opuścić widownię.
W tym spektaklu obcujemy z aktorstwem na najwyższym poziomie, znakomitą reżyserią, czy wpisującą się w klimat scenografią. Tutaj wszystko gra – jest tak, jak być powinno. Jest to przykład, że można robić znakomite przedstawienia, które momentami bawią, a na pewno wzruszają i skłaniają widzów do refleksji. „Lekcje tańca” przywracają mi wiarę w teatr tradycyjny, w którym – dzięki spektaklom najwyższej próby – zakochują się wszyscy: publiczność, krytycy i recenzenci.
O czym jest sztuka „Lekcje tańca”? Jej autor to Mark St. Germain, uznany amerykański dramatopisarz, pisarz, scenarzysta telewizyjny i filmowy, a także librecista. Widzimy w niej Evera (Andrzej Andrzejewski), profesora nauki o ziemi, który przychodzi do swojej sąsiadki Sengi (Anna Karczmarczyk) z prośbą o udzielenie mu kilku lekcji tańca. Proponuje jej ponadprzeciętne wynagrodzenie, które ma ją skusić do zostania jego nauczycielką. Ona jest zawodową tancerką po wypadku, a on mężczyzną w spektrum autyzmu. O czym jego nauczycielka jeszcze nie wie i początkowo także publiczność znajdująca się na widowni nie zdaje sobie z tego sprawy. Neurorozwojowe zaburzenie, z jakim mierzy się nasz bohater i które powoduje trudności w komunikacji, czasami jest przyczyną sytuacji poniekąd zabawnych, na które publiczność reaguje śmiechem. Z tyłu głowy każdy ma świadomość, że nie należy się śmiać, a mimo to gdy dochodzi do zdarzeń komicznych, prawie nikt nie jest w stanie powstrzymać śmiechu. Jak na przykład wtedy, kiedy po pocałunku Ever odwraca się tyłem do Sengi i oznajmia, że dostał erekcji.
Bardzo się wzruszyłem, oglądając spektakl, w którym nauka tańca jest pretekstem do poznania kogoś bliżej i próbą poradzenia sobie z dręczącym naszego bohatera zaburzeniem, wpływającym na rozwój jego układu nerwowego i mózgu. Widzowie jak oniemieli patrzyli, kiedy mężczyzna i kobieta próbowali dotknąć się w powietrzu, a później niby pocałować. Zaraz jednak wybuchali śmiechem, gdy Senga ustami dotknęła Evera, który szybko odskakiwał i twierdził, że tego nie chciał, chociaż tak naprawdę marzył o intymnej bliskości z kobietą. Jedno z ich kolejnych spotkań kończy się seksem, dzięki czemu neuroróżnorodny profesor spełnił się jako mężczyzna.
Myślę, że tytuł spektaklu „Lekcje tańca” można odczytywać nie tylko dosłownie, lecz również, czy przede wszystkim metaforycznie. Cały czas przecież łapiemy się za bary z życiem, nie wiedząc dokąd nas to zaprowadzi. Mamy nadzieję na lepsze jutro, lecz czasami zmagania z życiem pozwalają odkryć popełniane przez nas błędy, które nie pozwoliły odnaleźć szczęścia.
Andrzej Andrzejewski zagrał bezbłędnie profesora ze spektrum autyzmu, który nie tyle chce nauczyć się tańczyć, ile pragnie bliskości i spełnienia się jako mężczyzna. Grany przez niego bohater ujął mnie w każdym calu, za co bardzo dziękuję. To człowiek dobry i szlachetny, który jest pozbawiony złych intencji. Anna Karczmarczyk fenomenalnie wypadła w roli tancerki z jedną nogą w ortezie. Doceniam to, używając przenośni, że wyciąga rękę i pomaga Everovi przekroczyć bariery, które dotąd były dla niego nie do pokonania.
Bardzo rozczuliła mnie ostatnia scena, w której widzimy przemawiającego do zgromadzonych Evera po otrzymaniu zawodowej/ branżowej nagrody. Zakręciła mi się łza w oku i coś złapało mnie za gardło, gdy zobaczyłem, że na uroczystość przyszła wcześniej odrzucająca zaproszenie Senga. Okazało się, że nie tylko ona pokazała mu, że można przekraczać bariery i spełnić tęsknotę za uczuciem. On również ją odmienił – dzięki niemu zrozumiała, że nie warto było wiele lat temu odrzucać uczucia swojego partnera. Więcej – że należy żyć w zgodzie z prawdą i nie upiększać życia, choćby drobnymi kłamstwami. Ich pożegnalny taniec skradł moje serce, podobnie jak rozstanie bohaterów filmu „Słodki listopad” z Charlize Theron.
W perspektywie bardziej odległej ten spektakl jest o zagubieniu i samotności, przeciwieństwach losu, a także o korygowaniu dróg w poszukiwaniu szczęścia. Autor sztuki pragnie widzom powiedzieć, że warto walczyć o siebie. Dopóki żyjemy, zawsze jest nadzieja, nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie odnaleźć się na świecie, który z pozoru niczego nam nie ułatwia. Jako istoty społeczne, potrzebujemy drugiego człowieka, żeby móc w pełni realizować się i być dla niego partnerem w sferze uczuciowej.
Warto zobaczyć ten spektakl, który gorąco polecam! Można wzruszyć się głęboko, a po opuszczeniu teatralnych murów zamyślić się na temat życia, szczęścia i miłości. Trudno jest opanować emocje, gdyż aktorzy zagrali cudownie, a muzyka i scenografia wpisały się w klimat przedstawienia. Pojawienie się Pawła Wawrzeckiego i Hanny Śleszyńskiej w roli lektorów tylko potęguje atmosferę mocno ujmującą. Kocham taki teatr, który potrafi z całej siły złapać za serce.
JAROSŁAW HEBEL
Teatr Kwadrat w Warszawie (Scena Kameralna) – Mark St. Germain, „Lekcje tańca” (przekł. Bogusława Plisz-Góral). Reżyseria – Michał Staszczak. Scenografia – Karolina Bramowicz. Choreografia – Ewelina Adamska-Porczyk. Oprawa muzyczna – Michał Staszczak. Występują: Anna Karczmarczyk i Andrzej Andrzejewski.
Spektakl trwa: 100 min. (bez przerwy).






