HEBEL: Mój Żeromski – idealista niepodległościowy

Obchodzimy 100. rocznicę śmierci Stefana Żeromskiego, autora „Ludzi bezdomnych”, „Popiołów”, „Wiernej rzeki” czy „Przedwiośnia”. Gdyby ktoś mnie zapytał, za co najbardziej cenię prozę Stefana Żeromskiego, nie miałbym wątpliwości z udzieleniem odpowiedzi – za propagowanie idei niepodległości i szerzenie wiary w sprawiedliwość społeczną. To nasz najwybitniejszy pisarz minionego wieku – wielka szkoda, że nie został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla.
Żeromski „rozdrapywał rany narodowe”, żeby „nie zabliźniły się błoną podłości”. Głównym celem pisarza było wstrząśnięcie sumieniami rodaków i zmuszenie ich do refleksji nad trudną sytuacją kraju. Był przeciwny usypianiu społeczeństwa poprzez „krzepienie serc”, jak robili to niektórzy inni pisarze epoki. Był przekonany, że należy stale przypominać o bolesnych wydarzeniach z polskiej historii, w celu utrzymywania pamięci o przeszłości i w ten sposób uchronienia przyszłych pokoleń przed popełnieniem tych samych błędów.
W dobie agresji Rosji na Ukrainę, a także apetytów dyktatora Putina na odrestaurowanie imperialnego państwa wszech carów, dość wymownie wygląda buntowanie się Marcina Borowicza z „Syzyfowych prac” przeciw rusyfikacji. Przypomnijmy jednak, że Stefan Baryka – bohater „Przedwiośnia” – brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a wcześniej marzył o „szklanych domach”. Walczył w obronie wolności i niepodległości, gdyż chciał żyć w Polsce sprawiedliwej społecznie (czego byśmy przez to nie rozumieli). Pamiętajmy, że to dużo później komuniści zafałszowali i zniszczyli takie pojęcia, jak towarzysz, sprawiedliwość społeczna itd. itp.
Żeromski był pisarzem, którego cenię jednak nie za jego ostatnią najgłośniejszą powieść, lecz za książkę, którą jako uczeń szkoły średniej czytałem po cichaczu – „Dzieje grzechu”. To niby powieść napisana „dla kucharek”, ale z całą stanowczością twierdzę, że Żeromski udowodnił w niej, iż jest feministą. Że również – obok problemu wyzysku ekonomicznego niższych warstw społeczeństwa – bliskie mu były prawa kobiet do samostanowienia.
Zaczytywałem się w „Wiernej rzece” Stefana Żeromskiego. Autor potrafił w tej powieści połączyć wątek Powstania Styczniowego, a więc walki o niepodległość z uczuciem miłości szlachcianki z podupadającego dworku panny Salomei Brynickiej do księcia Józefa Odrowąża. Klimat tej książki jest niepowtarzalny – siarczysty mróz, śnieg, dworek w Niezdołach i ona walcząca o jego życie i zdrowie. Żeromski pokazuje w tym utworze kobietę mądrą, ale przede wszystkim bardzo wrażliwą, no i wierną systemowi wartości, który dzisiaj pewnym postępowym środowiskom może wydawać się anachroniczny.
Wszystkie ważniejsze dzieła Żeromskiego zostały zekranizowane, najpiękniej chyba „Wierna rzeka” w reż. Tadeusza Chmielewskiego. To jest arcymistrzowski obraz polskiego kina ze wspaniałą rolą Małgorzaty Pieczyńskiej, która zagrała Salomeę Brynicką. Bardzo wiarygodnie wypadł Olgierd Łukaszewicz jako książę Odrowąż, ale warto też zwrócić uwagę na bohaterów dalszego planu: Szczepana, służącego we dworku Brynickich, czy doktora Kulewskiego, który w domowych warunkach ratuje życie rannemu powstańcowi. Wspomniane postacie zagrali Franciszek Pieczka (i nikt lepiej by tego nie zrobił) i fenomenalny – dzisiaj może już nieco zapomniany – Henryk Bista.
Minęło trzydzieści sześć lat, od kiedy na nowo odzyskaliśmy suwerenność. Szkoda, że żaden ze współczesnych pisarzy nie poszedł tropem Żeromskiego i nie napisał powieści rozrachunkowej, w której zapytałby, co żeśmy zrobili z naszą wolnością po 1989 roku. Zamiast tego Filip Bajon zekranizował „Przedwiośnie”, gdzie Mateusz Damięcki rolę Cezarego Baryki zagrał wprawdzie dość sztywno, ale aktorzy dalszego planu – Krystyna Janda jako matka Baryki i Janusz Gajos jako jego ojciec – pokazali najwyższy kunszt polskiego aktorstwa.
Nie wiem, czy młodzież czyta „Przedwiośnie” i inne utwory Stefana Żeromskiego. Ten pisarz nie był pragmatykiem, lecz idealistą. Zawsze dodaję, że nie jest to złe, dopóki nie przybiera formy bezmyślnego i tępego doktrynerstwa. Na szczęście to było obce Żeromskiemu, który marzył o powszechnym dobrobycie dla wszystkich w ramach niepodległego państwa, co zasadniczo różniło go od bolszewickich agitatorów głoszących rewolucyjne hasła. Kwintesencja myśli Żeromskiego zawiera się więc w stwierdzeniu, że możemy marzyć o „szklanych domach” i starać się realizować sprawiedliwość społeczną tylko w wolnym i niepodległym państwie. Nigdy pod obcym (na przykład ruskim) buciorem nie będziemy w stanie o sobie samostanowić. Doskonale wiedzieli o tym bohaterowie prozy Żeromskiego – książę Józef Odrowąż z „Wiernej rzeki”, Marcin Borowicz z „Syzyfowych prac” czy Cezary Baryka z „Przedwiośnia”. Wolność jest nam bowiem dana i jednocześnie zadana, żebyśmy mogli świadomie kształtować los swój i następnych pokoleń.
W 100. rocznicę śmierci oddajmy hołd Stefanowi Żeromskiemu, jednemu z najwybitniejszych naszych pisarzy dwudziestego wieku. To banał, ale drugiego takiego długo nie będziemy mieli. W dwudziestoleciu międzywojennym Dołęgę-Mostowicza porównywano do autora „Przedwiośnia”, biorąc pod uwagę płodność obydwu pisarzy, jednak historia nie oceniła autora „Kariery Nikodema Dyzmy” równie wysoko jak Stefana Żeromskiego. Inni po latach łączyli twórcę „Ludzi bezdomnych” ze społeczno-literacką spuścizną Juliusza Kadena-Bandrowskiego, autora m.in. „Generała Barcza”, ale dzisiaj Kaden-Bandrowski raczej jest pisarzem zapomnianym, podczas gdy bardziej pamiętamy o Żeromskim i cenimy jego literacką twórczość.
JAROSŁAW HEBEL






