HEBEL: O marzeniach i tęsknotach

Co do zasady gorąco rekomenduję spektakle wystawiane na Scenie Kameralnej warszawskiego Teatru Kwadrat. Warto je oglądać, o czym kolejny raz przekonałem się podczas przedstawienia „Przystojniaczek” w reż. Andrzeja Nejmana. Jest to sztuka zabawna, ale jednocześnie bardzo dająca do myślenia. Świetna scenografia z dbałością o szczegóły i znakomita gra aktorska gwarantują niezapomniany klimat i wyśmienitą zabawę. Muzyka z kolei utrzymana w hiszpańskich rytmach wpisuje się w cudowną nostalgiczno-romantyczną atmosferę.
Czy ten spektakl rzeczywiście jest tylko o pierwszej miłości? Na pewno jest o żyjących „tu i teraz” dwojgu młodych ludziach, którzy kiedyś na zabój byli w sobie zakochani i poza sobą nie dostrzegali całej reszty świata. Widzimy więc Marię (Anna Karczmarczyk), która po wielu latach odwiedza Diego (Marcin Korcz). Ona jest przed ślubem z innym mężczyzną, on zaś po wielu nieudanych związkach żyjącym w artystycznym bałaganie niespełnionym malarzem, który pracuje na zlecenie agencji reklamowych. Łączy ich przeszłość – wspólne imprezy, wyjazdy i przede wszystkim bycie blisko siebie. Za ciekawostkę może uchodzić, że nie było pomiędzy nimi relacji intymnej. Czy więc pomiędzy kobietą i mężczyzną możliwa jest przyjaźń w najczystszej postaci?
W pierwszej części widzimy Marię, która przynosi dobre wino i oświadcza Diego, że go kocha. On nie może w to uwierzyć, jakby chowa się przed tym uczuciem i chociaż ją uwodzi, to jednak w sposób całkowicie niedojrzały ucieka przed odpowiedzialnością. W drugiej części jest inaczej – Maria stylizowana na kobietę sukcesu przynosi kiepskie wino i następuje całkowita zmiana ról. To on wyznaje jej miłość, którą ona odrzuca, gdyż dostrzega w nim syndrom Piotrusia Pana. On marzy o miłości i jej pragnie, ale w gruncie rzeczy okazuje się niedojrzały, aby udźwignąć to uczucie.
Jest to świetny spektakl, nieco przewrotny, utrzymany w lekkim klimacie, niekiedy wprawiający widzów w rozbawienie. Po jego obejrzeniu widzowie zadają sobie pytanie, kto z nas nie pamięta pierwszej miłości, która często zapada głęboko w serce? Dla hiszpańskiego dramaturga Carlesa Alberoli był to pretekst, żeby z lekkim podejściem bardziej zagłębić się w ludzkie marzenia, pragnienia i tęsknoty. Dzięki temu mamy w spektaklu odrobinę romantyzmu i możemy spędzić piękny i miły wieczór.
Po obejrzeniu przedstawienia pozostaną w mojej głowie pewne powiedzenia, jak np. „Trzeba umówić się z tuzinem mężczyzn, żeby znaleźć swojego księcia na białym koniu”, „Zakochanie to stan umysłu, a małżeństwo to stan cywilny”, „Najwierniejsza jest miłość niespełniona. Bo nieodwzajemniona”. No właśnie… wybory życiowe często nie są łatwe, ale z pewnością rodzą poważne konsekwencje. Nietrudno być samotnym z podejściem do życia zaprezentowanym przez bohatera granego przez Marcina Korcza, który chciałby żyć inaczej, ale lęka się zderzenia z otaczającą go rzeczywistością.
Cudownie zagrała Anna Karczmarczyk, ale to co pokazał na scenie Marcin Korcz, zapamiętany przeze mnie z filmu „Być jak Kazimierz Deyna”, to po prostu majstersztyk w wyśmienitym wydaniu. Nie da się nie zauważyć, że na scenie momentami jest zabawnie, ale bywa też i romantycznie, jak i refleksyjnie. Mówiąc krótko – jest tak jak uwielbiam, a więc mogę powiedzieć, że za takim teatrem po prostu przepadam.
Gdybym mógł, nagrodziłbym wszystkich – reżysera, scenografa i aktorów. Czekam na kolejne spektakle zrealizowane na takim poziomie i z taką artystyczną wrażliwością. Wielkie brawa należą się również Rubi Birden za przekład z języka hiszpańskiego, który komponuje się wraz ze świetnym opracowaniem muzycznym, dodającym słodkiego uroku spektaklowi.
JAROSŁAW HEBEL
Teatr Kwadrat w Warszawie (Scena Kameralna) – Carles Alberola, „Przystojniaczek” (przekł. Rubi Birden). Reżyseria – Andrzej Nejman. Scenografia – Natalia Kitamikado. Występują: Anna Karczmarczyk i Marcin Korcz.
Spektakl trwa: 75 min. (bez przerwy). Minimalny wiek – 16 lat.






