Czas na poezję: PRZEMYSŁAW JAŹWIŃSKI

Fot. Karina Jaźwińska. Na zdjęciu Przemysław Jaźwiński.

bardzo blisko

czas jest zawsze trzeba go tylko uważnie poszukać 
może siedzieć na końcu pomostu z twarzą we mgle
jesień zaplanowała wcześniej malowanie krajobrazu 
zaraz wszystkie rumieńce świata staną się widzialne

prawdopodobnie lubi też wędrowanie wzdłuż myśli
te rozczochrane wrzeszczą ile tylko sił w sylabach
pochylony wędrowiec nauczył się jak zaklinać chłód 
skrzydła rozkłada przy dużym wietrze znad posłowia

bez skrępowania potrafi zamykać się w sobie na zaś 
zardzewiały klucz postradał liche zęby w trybie in-out 
zabawa w przesypywanie minut w ciszy jeszcze trwa
chwilowo wszyscy konsultanci są zajęci przemijaniem

 

de facto nienadaremnie

codziennie ruszam na poszukiwania sensu
dziś na przystanku pełnym snów i rozmów
spotkałem ojca mego dobrego przyjaciela
był jak samotna łódź bez sternika i wioseł

dziesięcioboista drzewiej krzepki jak dąb
dziś ledwie listek wirujący pośród deszczu
ze łzami w oczach i białej lasce pośród rąk
widzę tylko plamy ale ciebie poznaję rzekł

nie wiedział gdzie jest choć pochodzi stąd
ulewa pokroiła torbę z bezami od bliklego
szedł zobaczyć niepoznaną a już znajomą
by usłyszeć głos zrozumiały tylko dla źrenic

przeszliśmy tor przeszkód przez betonozę
za dużo wysokich krawężników w centrum
ona otwarte drzwi good bye przy windzie
przysłał cię ten który nadal jest usłyszałem

tak rzadko chodzę tamtędy letnim czasem
pytanie kto kogo znalazł pierwszy i czemu
właśnie pomiędzy posągiem prusa a karową
ujrzałem ślad twej obecności w każdej istocie

 

nie przeszkadzać

miejsce gdzie często przystaje czas
na chwilę i w sobie wiadomym celu
pozostaję ukryty między stertą łodzi
pod brezentem stalowego już nieba

zerkam jak szybko zzuwa stare buty
wchodzi po kostki do chłodnej wody
chleb dla ryb sypie się mu z kieszeni
jedzą go ptaki o dziobach bez gniazd

zapytałbym o jungowską teorię cienia
prawo karmy losy tylu bodhisattwów
armagedon bryły platońskie dharmę
widział wiele ma wiedzę kto jak kiedy

nie miałem śmiałości to jego moment
zawsze jest tym samotnym świadkiem
choć jestem nieźle ukryty wiem dobrze
że widzi jak jem wszystkie swoje czyny

 

pamiątka z mimozy

zachody nigdzie nie wyglądają lepiej
idziesz ku wodzie wokół tyle ptaków
tiry za tobą na krętej wąskiej drodze
stale przecinają eter szuraniem kapci

czekasz na moment ciszy bez wiatru
kolejny autobus z radosną wycieczką
zawitał w progi małgosiowego sklepu
kupują lody nikt nie patrzy na słońce

aparat bierze w jasyr złocistą gwiazdę
tafla jeziora bezkres kobaltowej gładzi
namówię starutki wyjgwajzer na krutyń
do porannej gadki z igorem newerlym