OCHODEK-SZPAK: Przemocy i hejtu nie da się usprawiedliwić

Nie oglądałam filmu Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry”, ale widziałam komentarze mające za cel upokorzyć aktora, odtwarzającego główną rolę w produkcji, która rozpala emocje w stopniu najwyższym. Świat wokół jest dość agresywny, by fundować sobie dobrowolnie agresję na kinowym ekranie i to jeszcze w tak zwanym wolnym czasie.
Lubię kino, które wzrusza, bawi, uczy. Nie zaś to, które babrze się w bebechach podłości i tego, co w relacjach między ludźmi jest złe, gorsze, najgorsze.
Świat bywa okrutny w realu. Brzydki od rana do wieczora. Dlatego produkcjom takim jak „Dom dobry” mówię nie [!]. Mówię nie [!] również literom nienawiści, wytrzepywanym jak z rękawa przez tych, dla których Tomasz Schuchardt to bezwzględny oprawca, okrutny tyran, podły facet itd. itp.
Tomasz Schuchardt (znakomicie wypadł jako odtwórca głównej roli w filmie o Eugeniuszu Bodo i wszystko wskazuje, że świetnie zaprezentuje się jako Wokulski w „Lalce” – produkcji Netflixa) to doskonały aktor, który zapewne zagrał genialnie w filmie Smarzowskiego, dlatego niektórym pomyliła się rzeczywistość z kinem. Dlaczego aż tak bardzo?
Dlaczego aż tak bardzo się nie lubimy? Czy boli nas prawda, która boleć powinna i w imię tego bólu, zamiast uderzyć się w piersi, walimy w twarz innych za to, że przypomnieli nam o tym, co pod dywan zamiatamy? Albo w mrok podświadomości spychamy? Większość z nas wkręciła się w rozwój duchowy i osobisty. Pomiędzy podcastami o konieczności tulenia wewnętrznego dziecka a niedzielnym rosołem przywalamy innym.
Lubię ludzi. A już najbardziej lubię, jak oni lubią siebie. Wzajemności w tym lubieniu nam życzę.
A Tomasza Schuchardta pozdrawiam. Serdecznie i bardzo!
Czekam na jego kolejne role w produkcjach, na które wybiorę się do kina.
IWONA OCHODEK-SZPAK






