HEBEL: O komunikacji międzyludzkiej

Fot. Katarzyna Chmura. Na zdjęciu Magdalena Boczarska i Borys Szyc w spektaklu „Słoneczna linia”.

Jak namagnetyzowany oglądałem spektakl „Słoneczna linia” w reż. Iwana Wyrypajewa, który jest również autorem tej sztuki. To przedstawienie przede wszystkim jest znakomitym popisem genialnego aktorstwa Borysa Szyca, który zagrał koncertowo. Nie znaczy to jednak, że Magdalena Boczarska ustępuje mu miejsca na teatralnej scenie. Aktorzy uzupełniają się wzajemnie, dzięki czemu zachwycona publiczność ma świetną zabawę.

Tytułowa słoneczna linia oddziela dwie osoby, które przejawiają cechy typowe dla wybitnych indywidualności i nie są w stanie zbliżyć się do siebie. Nie mówiąc już o wzajemnym zatraceniu, czyli przekroczeniu linii rozgraniczającej ich umowne terytoria, gdyż oboje karmią się poczuciem odrębności i wyjątkowości. Mają złudne wrażenie własnej wartości, w ich oczach tylko to się liczy i przesłania im cały świat. Wychodzą z założenia, że jeżeli coś miałoby spotkać ich w sferze uczuciowej, to tylko i wyłącznie na warunkach przez nich zaakceptowanych.

Przez prawie półtorej godziny widzimy na scenie małżeństwo z siedmioletnim stażem, które przez siedem nocnych godzin (od dziesiątej wieczorem do piątej rano) próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak powinno wyglądać ich życie. Wszystko z pozoru zaczyna się banalnie – właśnie na wiosnę spłacą kredyt i Werner (Borys Szyc) oświadcza, że mogliby sobie pozwolić na posiadanie dziecka. Wprawia to we wściekłość Barbarę (Magdalena Boczarska), która nie chce słyszeć o staraniach o dziecko, gdy jest już kobietą dobiegającą czterdziestego roku życia. Kto mógłby przypuszczać, że to dopiero początek ich problemów ze wzajemną komunikacją, gdzie nie ma miejsca na zrozumienie i akceptację.

Sztuka Wyrypajewa jest o egoizmie i o tym, że nie potrafimy wsłuchać się w potrzeby drugiego człowieka. Ten spektakl podejmuje istotne kwestie natury egzystencjalnej, dotyczące problemów, z którymi boryka się niejedno małżeństwo. Nie jest łatwo udzielić odpowiedzi na pytanie, jak żyć, żeby być szczęśliwym i żeby każda ze stron czuła, że jest traktowana podmiotowo. Nawet więcej – jak powinna żyć jednostka w relacji ze światem?

Wiele osób mogłoby przejrzeć się w „Słonecznej linii” niczym w lustrze i dostrzec cechy bohaterów spektaklu, które biją po oczach. Widzimy, jak o piątej rano w przestronnej kuchni Werner i Barbara próbują znaleźć nić porozumienia, co oczywiście nie może zakończyć się powodzeniem, jeżeli żadna ze stron nie chce odejść od swoich priorytetów nawet na przysłowiowy milimetr.

Przez półtorej godziny jesteśmy świadkami rozmijania się obojga małżonków. On po spłacie kredytu chce podróżować i czuć, że żyje się lżej. Ona chce, żeby zaczął ją doceniać, mówił jej komplementy, np. że wygląda jak diament. Oskarża go, że nie odczuwa bólu, który ona czuje, będąc z nim w związku. Po obejrzeniu tego spektaklu nachodzi nas pytanie, w jaki sposób tym ludziom udało się przeżyć ze sobą aż siedem długich lat?!

Ich rozmowy często kończą się niekontrolowanymi wybuchami awantur, w których oboje są zarówno żałośni, jak i komiczni. Łatwo jest pękać ze śmiechu obserwatorom, a więc publiczności zgromadzonej na widowni. Nie mam jednak wątpliwości, że nikt z nas nie chciałby mierzyć się z problemami Barbary i Wernera, którzy nie są w stanie nawiązać porozumienia i właśnie przez to nieustannie mijają się ze swoim prawdziwym ocaleniem.

Gdyby z bliska przyjrzeć się bohaterom sztuki Wyrypajewa, można by dostrzec, że Barbara chciałaby dotknąć wyższych emocji i poczuć się wyjątkowo. Jest dość pokręconą egoistką, której Werner jako nieskomplikowany mężczyzna nie jest w stanie zrozumieć, chociaż stara się rozbierać na czynniki pierwsze jej metafory. Przerasta go zgłębianie jej oczekiwań względem niego i jedyne czego pragnie, to względnego spokoju i normalności. Chce żyć przyziemnie jak wiele innych rodzin, podczas gdy pragnienia jego partnerki sytuują się o co najmniej poziom wyżej. Czy istnieje możliwość pogodzenia dwóch tak odmiennych wizji i zupełnie różnego podejścia do życia?

Można odnieść wrażenie, że przez siedem przeżytych ze sobą lat bohaterowie przegapili proces oddalania się od siebie. Boleśnie dostrzegają, że nic o sobie nie wiedzą, nie znają swoich wzajemnych potrzeb, gdyż żyli jedynie myśląc o sobie. Wyrypajew w sposób niezwykle dosadny unaocznia nam, jak łatwo można zniszczyć łączącą dwoje ludzi relację, kiedy przestają ze sobą rozmawiać.

Przypada mi do gustu styl Iwana Wyrypajewa, chociaż mam świadomość, że wielu odbiorcom nie podoba się bezpośredniość jego sztuki, w którą wtłacza niemałą ilość wulgaryzmów. Trudno nie zauważyć, że aktorzy w jego spektaklach starają się podkreślać i przeciągać każde słowo, przy tym mówią powoli, osiągając werbalny efekt dosadności. Nie można jednak odmówić twórcom tego, że spektakl jest świetnie wyreżyserowany, no i brawurowo zagrany – na „ach” i „och”!

JAROSŁAW HEBEL

 


Teatr Polonia w Warszawie – Iwan Wyrypajew, „Słoneczna linia” (przekł. Agnieszka Lubomirska Piotrowska). Reżyseria – Iwan Wyrypajew. Scenografia – Anna Met. Występują: Magdalena Boczarska i Borys Szyc.
Spektakl trwa: 80 min. (bez przerwy).