CHUDZIO: Sąsiad sąsiadowi wilkiem

Fot. Natalia Kabanow. Na zdjęciu Irena Rybicka w spektaklu „Wspólnota mieszkaniowa”.

Wizyta we Wrocławskim Teatrze Współczesnym może być doskonałym antidotum na brak słońca, a wystawiana na jego deskach „Wspólnota mieszkaniowa”  potrafi zarówno rozbawić, jak i skłonić do refleksji na temat ludzkiej natury i kondycji współczesnego świata.

Po rozchyleniu kurtyny, naszym oczom ukazuje się przyjemne, choć dość ascetycznie urządzone pomieszczenie z boazerią na ścianach, rzędami stołów ustawionych pod oknem i poukładanymi na nich krzesłami. Na scenie, schodząc z piętra, pojawia się para Anna Kieca oraz Miłosz Pietruski, czyli Pani Zahrádková i Pan Zahrádka, którzy przenoszą meble przygotowując pomieszczenie do zebrania.

To scenka rodzajowa jakich wiele, równie dobrze moglibyśmy być częścią podobnej chwili i niejednokrotnie w czymś podobnym brać udział. Ten drobny zabieg pozwala nam niejako podejrzeć nie tylko to, co dzieje się podczas obrad wspólnoty mieszkaniowej, ale też stać się współuczestnikami zebrania, poprzez co sala teatralna staje się niejako przedłużeniem sceny i miejsca akcji.

W tym miejscu muszę nadmienić, że scenografia Michała Dracza bardzo przypadła mi do gustu. Prosta, można powiedzieć, że niemal minimalistyczna, jednak pomysłowa i dająca przestrzeń kilkunastu aktorom bohaterom spektaklu. Sztuka Havelki nie dość, że jest skonstruowana według zasady dramatu klasycznego, to jeszcze aktorzy grają w niej równolegle i bez przerwy od pierwszej do ostatniej sceny.

Lenie Frankiewicz we „Wspólnocie mieszkaniowej” udało się osiągnąć podobny efekt, bo kiedy widz skupia się na wydarzeniach pierwszoplanowych, drugi plan nie pozostaje tylko tłem, ale nadal jest dynamiczny. Każdy z bohaterów pokazuje swoją odrębną historię, swoje racje i jak to na podobnych zebraniach bywa, tak i tutaj mieszkańcy wchodzą ze sobą w interakcje, milczą, wykonują repertuary gestów i grymasów.

Myślę, że ten spektakl można oglądać wiele razy i w zależności od tego, na jaki skrawek skierujemy swoją soczewkę uważności, za każdym razem możemy zapamiętać coś innego. Wachlarz możliwości jest ogromny, ponieważ zwykłe, spokojne, pokojowe zebranie mieszkańców zamienia się dość szybko w kłótnię i brutalną jatkę.

To właśnie dynamika jest dla mnie najmocniejszym punktem tego spektaklu. Sądzę, że poza reżyserią jest to zasługa świetnie skonstruowanej obsady. Mimo że miałam swoich faworytów Annę Kiecę w roli Pani Zahrádkovej, Macieja Tomaszewskiego w roli Pana Kubáta, Mariusza Bąkowskiego w roli Pana Nitranský’ego i Irenę Rybicką jako Panią Horváthovą, to jednak cała ekipa prezentowała bardzo równy poziom, nie było lepszych czy gorszych aktorów. Przez sto minut przedstawienia nie można oderwać oczu od sceny i rozgrywających się na niej wydarzeń.

Pomimo lekkości, humoru, wartkości akcji, „Wspólnota mieszkaniowa” nie jest sztuką banalną, ani typową komedią. Śmiejemy się, ale jest to śmiech przez łzy. Kilkadziesiąt minut sąsiedzkich przepychanek zahacza o tematy wszelakie, od dość prozaicznych, bliskich mieszkańcom, jak budowa windy, poprzez wątki polityczne, światopoglądowe, a na ksenofobicznych i rasistowskich kończąc. Niesnaski sąsiadów mogłyby równie dobrze przenieść się do sali sejmowej, czy reprezentować nienawistne komentarze pod facebookowym postem.

Zastanawia mnie zatem, czy to przedstawienie mogłoby zyskać w oczach polskiego odbiorcy jeszcze bardziej, gdyby nazwiska czeskie zastąpić polskimi, a w miejsce czeskich koron pojawiłby się polski złoty? Boję się jednak, że taki zabieg mógłby sprawić, że nie bylibyśmy w stanie tego spektaklu oglądać z dystansem, bo na podobne absurdy napotykamy przecież codziennie, np. oglądając telewizyjne wiadomości.

JOANNA CHUDZIO


Wrocławski Teatr Współczesny (Duża Scena) – Jiří Havelka, „Wspólnota mieszkaniowa” (przekł. Michał Sieczkowski). Reżyseria – Lena Frankiewicz. Scenografia – Michał Dracz. Kostiumy – Krystian Szymczak. Występują: Anna Kieca, Miłosz Pietruski, Beata Rakowska, Lina Wosik, Maciej Kowalczyk, Maciej Tomaszewski, Irena Rybicka, Mariusz Bąkowski, Tadeusz Ratuszniak, Anna Błaut, Rafał Cieluch, Jan Węglowski (gościnnie), Krzysztof Boczkowski, Krzysztof Zych
Spektakl trwa: 100 min. (bez przerwy).