HEBEL: Różne oblicza nieśmiałości

Przyznaję, że mam bigos w głowie po obejrzeniu monodramu „Nieśmiała Dżokejka” w wykonaniu Dominiki Ostałowskiej. To jedna z bardziej rozpoznawalnych aktorek, która zdobyła ogromną sympatię telewidzów grając rolę Marty Mostowiak w serialu „M jak miłość”. Moje wielkie uznanie Ostałowska zawdzięcza jednak roli, jaką zagrała w ekranizacji noweli Fiodora Dostojewskiego – „Łagodna” w reż. Mariusza Trelińskiego. Występując w tej samej produkcji z Januszem Gajosem, Danutą Stenką czy Janem Fryczem nie mogła zostać niezauważona.
Dominika Ostałowska zagrała wiele teatralnych ról, jak np. Mariannę w „Opowieściach lasku wiedeńskiego” Ödöna von Horvátha w reż. Agnieszki Glińskiej. Na kinowym ekranie mogliśmy ją oglądać w „Historiach miłosnych” w reż. Jerzego Stuhra, „Daleko od okna” w reż. Jana Jakuba Kolskiego czy w najnowszej produkcji – „Chopin, Chopin!” w reż. Michała Kwiecińskiego. Aktorka pierwszy raz spróbowała swoich sił w monodramie scenicznym. Zagrała całkiem dobrze, momentami świetnie, ale zdecydowanie najlepiej wypadła w ostatnim kwadransie. Końcówkę spektaklu oglądałem, jakbym był kompletnie unieruchomiony, czując się wręcz oczarowanym.
Widzowie masowi kojarzą Dominikę Ostałowską jako aktorkę, która na ogół grała postacie promieniujące radością, a w każdym razie bijące ludzkim ciepłem i pogodą ducha. Tym razem pod pokładami humoru pokazała mroczną duszę, która skrywa się w oplecionej przez nieśmiałość kreowanej przez nią postaci.
„Nieśmiała Dżokejka” to spektakl o nieśmiałości, która w wielu życiowych sytuacjach może być ratunkiem, ale często jest przeszkodą utrudniającą życie. Widzimy, że bohaterka grana przez Ostałowską boi się ludzi, lecz stale szuka w sobie odwagi, aby wyjść z domu na ulice swojego Gotham City. Jest to spektakl o kobiecie, dla której zwyczajny dzień jest tragedią i zarazem komedią. Widzimy ją jako istotę sponiewieraną przez nieśmiałość, która jednocześnie zatrważa, wzrusza, odpycha i uwodzi. Próbuje w końcu sobie z nią poradzić tak, żeby zostać mimo wszystko sobą – przetrwać i nie nakładać na siebie żadnych masek.
Według mnie ten spektakl jest zbyt metaforyczny. Nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że chwilami jest utrzymany w klimacie współczesnego Goethego. Główna bohaterka rozmawia z duchami, które nie są wobec niej przyjaźnie nastawione. Widzimy, jak walczy z tym, co sobie wyobraża. Co nie jest prawdą obiektywną, nie ułatwia jej życia i pożera ją emocjonalnie.
W przedstawieniu widzimy dwie wyobrażone postacie – konia i kota. Pojawiające się zwierzęta symbolizują różne stany emocjonalne, czy nawet osobowości. Są uosobieniami różnego rodzaju emocji, namiętności i lęków.
Spełniłem swoje wielkie marzenie – zobaczyłem Dominikę Ostałowską w jej monodramie. Zawsze powtarzam, że warto wielkich aktorów oglądać na scenie i przysłuchiwać się temu, co ważnego mają nam do przekazania. Po spektaklu nagrodziłem aktorkę brawami na stojąco, gdyż zagrała na najwyższych obrotach. Pokazała wielki talent i ogromne możliwości, jakimi dysponuje. Szczególnie zachwyciło mnie modulowanie przez nią głosu i wcielanie się w różne pod względem sposobu bycia postacie. Nie ukrywam jednak, że spektakl do mnie nie trafił. Mam wrażenie, że był jakby za bardzo oderwany od rzeczywistości poprzez operowanie niedosłownością i metaforycznymi środkami artystycznego wyrazu.
Ta sztuka nie symbolizuje bliskiego mi teatru tradycyjnego, chociaż lubię i cenię Dominikę Ostałowską jako aktorkę. Chętnie bym ją kiedyś zobaczył w etiudzie filmowej, które często nad ranem można obejrzeć np. na kanale Ale Kino. Także z wielką przyjemnością obejrzałbym jej występ w jakimś bardziej przyziemnym przedstawieniu. W trakcie oglądanego spektaklu momentami bardzo głośna muzyka może być dla niektórych uciążliwa, podobnie jak mi bardzo przeszkadzała zbyt mocno działająca klimatyzacja. Jako teatralny konserwatysta nie jestem zwolennikiem wykorzystywania w teatrze techniki audiowizualnej, chociaż widzę, że ten proces w wielu teatrach niestety postępuje. Podejrzewam, że nie tylko w Warszawie.
Jako zdeklarowany wielbiciel Dominiki Ostałowskiej, czekam na jej kolejne występy teatralne i role filmowe. To aktorka o niesamowitej wrażliwości, za co cenię ją najbardziej, a także dysponująca porywającym temperamentem scenicznym.
JAROSŁAW HEBEL
Teatr Studio w Warszawie (Scena Malarnia) – Robert Bolesto, „Nieśmiała Dżokejka”. Reżyseria – Aleksandra Bielewicz. Scenografia – Łukasz Misztal. Występuje – Dominika Ostałowska.
Spektakl trwa: 60 min. (bez przerwy).






