WARSZAWSKI: W knajpie U Fiszera

Fot. Pixabay.com

To był czas, kiedy pisywałem teksty o książkach do miesięcznika ostatniego premiera PRL[1] i bywałem w knajpie U Fiszera[2] przy placu Bankowym. To ten sam lokal, który obrósł nieco filmową legendą za sprawą nakręcenia w nim jednej sceny do filmu „Killer” w reż. Juliusza Machulskiego. Właśnie w tym miejscu bohater grany przez Cezarego Pazurę w przebraniu policjanta, a więc potajemnie spotyka się z Rysią Siarzewską.

Lubiłem ten pub. Przepijałem w nim wszystko, co zarobiłem dzięki mojej pisaninie. Najczęściej zamawiałem piwo Lech lub Tyskie, niekiedy jedną wódkę, którą wlewałem do piwa, żeby mocniej uderzało w głowę. Miałem wtedy trzydzieści lat. W gruncie rzeczy byłem jeszcze młodym człowiekiem, który myślał, że wiele może w życiu osiągnąć.

Siadałem przy barze i piłem, słuchając muzyki i łapiąc melancholijne myśli. Czasami obok mnie siadał ubrany na czarno mężczyzna, który zamawiał drinka z wyższej półki i sącząc go, obserwował gości Fiszera. Przychodził z niewielkim pieskiem, którego sadzał obok siebie na barowym krześle. Wyglądał dość tajemniczo. Do nikogo się nie odzywał. Dookoła panował rozgardiasz. Folklorystyczne kapelki często przygrywały do kotleta, podczas gdy radośni ludzie pragnęli miło spędzić wieczór. Przekrzykiwali się, rozmawiając ze sobą, żeby móc nawzajem siebie usłyszeć.

Przy małym, okrągłym stoliku łysawy grubasek wyznawał miłość pulchnej blondynce. Chyba jej mówił, że aż do końca życia… i temu podobne dyrdymały, które działają na bardziej wrażliwe przedstawicielki płci pięknej. Siedzieli na wprost siebie, czule patrzyli sobie w oczy. On trzymał ją za rękę, którą położyła na stoliku. Obok niej leżała podarowana przez niego czerwona róża, która miała symbolizować jego uczucia względem niej. Ona jadła szarlotkę. On pił piwo, chyba już trzecie z kolei… Próbował ją przytulić, ale delikatnie go odepchnęła.

Wtedy odezwał się do mnie siedzący obok tajemniczy mężczyzna, wskazując palcem na pulchną blondynkę i jej adoratora.

– Widzi pan tych dwoje?
Przytaknąłem głową. Trudno było ich nie widzieć.

– Być może ona przyjmie jego zaloty, kto wie, ale za dwa, czy trzy lata on zacznie chlać. Będzie ją bić i chodzić na dziwki, jeżeli już tego nie robi…

– A ona? – zapytałem.

– Zacznie puszczać się z Jędrysiakiem spod siódemki, a wtedy on zrobi z niej taką kurwę, że sama w to uwierzy.

– I miłość pryśnie, jak bańka mydlana – skwitowałem.

– Miłość? To jest coś, co nie istnieje – powiedział stanowczo.

– A szczęście?

– Możemy i o tym pogadać – oznajmił. Skoro jest nieszczęście, to musi istnieć jego zaprzeczenie…

– A więc analogicznie – wdałem się w dyskusję – skoro istnieje nienawiść, musi też być miłość! – krzyknąłem, zwracając na siebie uwagę trzech kumpeli, które wolne od swoich facetów przyszły poszaleć w ten piątkowy wieczór.

Mężczyzna nic nie odpowiedział. Wziął na ręce swojego przymilnego pieska, którego barmani napoili wodą podaną w misce. Gdy odchodził, spojrzał raz na mnie, raz na trzy rozochocone kobietki, które uśmiechały się zalotnie. Były bardzo wypindrzone i tym właśnie zwracały na siebie uwagę.

– Jesteś młody, korzystaj z życia – dał mi radę na odchodne – a jak chcesz jeszcze pogadać, to w niedzielę o osiemnastej będę siedział w konfesjonale w Brwinowie[3].

Po tych słowach poczułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę stutonowym młotem. Jak to możliwe, że ksiądz katolicki siedział w knajpie i pił drogie drinki, najprawdopodobniej płacąc pieniędzmi, które zebrał od wiernych na tacę? Ale może dlatego, że obserwował ludzi i umiał ich słuchać, mógł poznać życie z najróżniejszych stron.

Zamieszało mi się w głowie. Przechyliłem szklankę i dopiłem resztę piwa. Spojrzałem na dające mi znaki trzy dobre znajome, które najwidoczniej były zainteresowane czymś więcej, niż tylko moim towarzystwem. Nie zdążyłem zamówić kolejnego piwa, gdy kelner podsunął mi małą karteczkę, wskazując głową na rozbawione trzy młode kobiety. Przeczytałem: „Co byś powiedział – my we trzy i ty sam? Kiss”. Uśmiechnąłem się pod nosem, spojrzałem na rozweselone kobiety i wtedy jedna z nich kusząco oblizała się dookoła ust.

Niejeden mężczyzna pewnie skorzystałby z ich propozycji. Ja jednak uregulowałem rachunek i wybiegłem na ulicę. Wtedy wierzyłem w prawdziwą miłość, w której priorytetem jest uczucie. Seks jest ważny, ale jako dodatek. Nie dopuszczałem myśli, że można się w tak wyrachowany sposób bawić. I to kto? Kobiety, niby istoty moralnie lepsze od mężczyzn.

Zauważyłem, gdy wychodziłem z Fiszera, że przed wejściem stała odziana w łachmany młoda kobieta z dwójką małych dzieci. Miała zawieszoną tabliczkę, na której przeczytałem: „Jestem z Albanii. Zbieram na jedzenie. Dziękuję za każdy grosz i dobre serce”.

Bieda uczy pokory – pomyślałem – podczas gdy bogactwo często bywa przyczyną zgnilizny moralnej. Czy gdyby tamte trzy lalunie z Fiszera były na miejscu tej żebraczki, to też myślałyby o tym, jak wyrwać faceta na jedną noc?

Zrobiło mi się jej żal, zabolało mnie serce z powodu niesprawiedliwości społecznej. Rzuciłem jej kilka groszy i odszedłem w głębokiej zadumie. Pomyślałem o Helenie, Nelly[4], którą zły los pokarał nie wiadomo za co…

Padał śnieg. Plac Bankowy wyglądał wprost bajecznie. Przez chwilę poczułem się, jakbym żył w dziewiętnastym wieku. Jakby właśnie Wokulski opuszczał dom Łęckich w alejach Jerozolimskich, a stary idealista Rzecki zamykał sklep przy Krakowskim Przedmieściu. Spojrzałem na niebo, z którego sypał biały puch. Głęboko westchnąłem i poszedłem dalej…

JÓZEF WARSZAWSKI


[1] Chodzi o miesięcznik „Dziś” M.F. Rakowskiego, pismo ukazujące się w formacie książkowym w latach 1990-2008, dostępne m.in. w salonach sieci EMPiK.
[2] Restauracja U Fiszera mieściła się w Warszawie na parterze budynku dawnego Hotelu Saskiego przy placu Bankowym 1. Należy przyjąć, że akcja opowiadania może rozgrywać się na początku lat 2000-tysięcznych, np. ok. 2004 roku.
[3] Miasto w powiecie pruszkowskim, oddalone o ok. 25 km od centrum Warszawy.
[4] Bohaterka powieści Fiodora Dostojewskiego „Skrzywdzeni i poniżeni”. Jest ona przedstawiona jako dziewczynka, która doświadcza wielu cierpień, a jej losy splatają się z innymi bohaterami.