HEBEL: O „Felietonach” Hłaski

To prawda oczywista, że Marek Hłasko jest niekwestionowaną ikoną literatury. To pisarz, którego już za życia okrywała – również przez niego rozpowszechniana – literacka i towarzyska legenda. Warto wiedzieć, że oprócz arcymistrzowskich opowiadań pozostawił po sobie także felietony, które publikował w prasie krajowej, jak i później zagranicznej. Kiedyś w prywatnej korespondencji Andrzej Czyżewski wyznał mi, że Marek Hłasko był znacznie lepszym prozaikiem niż publicystą. Myślę, że biograf autora „Pięknych dwudziestoletnich” i jego cioteczny brat miał wiele racji.

Zbiór felietonów Hłaski został wydany przez Wydawnictwo Iskry z przedmową Radosława Młynarczyka, znanego i uznanego hłaskologa, m.in. odkrywcy „Wilka” – młodzieńczej i zarazem debiutanckiej powieści Marka Hłaski.

Ten tom kończy cykl wydawniczy tekstów autora „Pierwszego kroku w chmurach”. Jest on ciekawy z wielu względów, ale przede wszystkim dlatego, że oprócz znanych polskiemu czytelnikowi felietonów zawiera również artykuły pierwszy raz przetłumaczone na język polski z izraelskiego dziennika „Maariv”.

W tekstach publikowanych na łamach „Sztandaru Młodych”, „Po Prostu”, „Życia Warszawy”, „Polski” czy „Zeszytów Literackich” Hłasko pisze o literaturze, filmie, ale również o wychowaniu młodzieży. Niektóre z felietonów są skażone socrealizmem, ale nie mam o to pretensji do mojego ukochanego pisarza, gdyż świadczy to jedynie o usytuowaniu jego tekstów w określonym kontekście czasoprzestrzennym. Nie da się zrobić żarliwego komunisty z Hłaski, który m.in. napisał: „Komunizm nie jest rajskim ogrodem i nigdy nim nie będzie. Dopóki żyją ludzie, nie skończy się nigdy walka o lepsze, o nowe. Ludzie nie są tacy sami. Mają różne twarze, sumienia, oczy i serca”. No właśnie – nie jesteśmy równi (!), co usiłowano na różne sposoby wtłoczyć nam do głów w czasach PRL-u. Marek Hłasko miał tego świadomość i nie kłaniał się rewolucji październikowej aż do ziemi, nie wielbił publicznie Lenina, Stalina czy innego komunistycznego zbrodniarza.

Jako młody chłopak w swoich publicystycznych tekstach poszukiwał prawdy, co poniekąd wypływało z jego uwielbienia dla Fiodora Dostojewskiego. Nie jest tajemnicą, że znał na pamięć długie fragmenty „Biesów”. Twierdził, iż jest to najwspanialszy i zarazem najstraszniejszy utwór. To o autorze „Białych nocy” m.in. napisał: „Wartość Dostojewskiego polega nie na filozofii przez niego wyrażonej, lecz na sile pragnień jego bohaterów, na ich dążeniach do prawdy, szczęścia i miłości”.

Przyszły autor „Pięknych dwudziestoletnich” przygląda się w swoich felietonach młodzieży, o której pisze niekoniecznie w pozytywnym świetle. Jego refleksje mają jednak wartość uniwersalną, ponadczasową. Nietrudno zgodzić się z tym, że „Człowiek młody, który nie zastanawia się nad sensem i celem swego życia, w związku z tym nie przeżywa udręk i wątpliwości – to człowiek małej wartości”. Czy znajdzie się ktokolwiek, kto wszedłby w odważną polemikę z wyrażonym przez Marka Hłaskę poglądem? Prawdy natury obiektywnej pozostają niezmienne niezależnie od epoki, w jakiej żyjemy, czy panującego ustroju politycznego.

Gdyby oczyścić felietony Hłaski z kontekstu czasoprzestrzennego, na pewno większość z nich nie traci na aktualności. Dzięki fragmentom, które łatwo daje się zapamiętać, niczym metaforycznym samograjom, książkę czyta się świetnie. W trakcie lektury można zostać pozytywnie zaskoczonym, że pisarz porusza problematykę dość uniwersalną – dobra, zła, prawdy i fałszu. Pisze również o szczęściu, które jest dla niego „sprawą sumienia”, a także „[…] sumą cierpień, rozgoryczeń, rozczarowań, przegranych miłości: i ten rachunek tylko wtedy nazwać możemy owym dziwnym słowem, jeśli przeciwstawimy mu sumę rzeczy dokonanych, pragnień, miłości i walk”.

Hłasko żył w PRL-u, a także poza PRL-em w czasach deficytu suwerenności w jego ojczyźnie. Doskonale wiedział, że komunizm jest wymierzony w system wolności osobistej. Pisząc o zmarnowanych szansach polskiej literatury, podaje przykłady dwóch niezwykle zdolnych pisarzy – Tadeusza Borowskiego i Jerzego Andrzejewskiego. Obydwaj pisali znakomicie, dopóki nie stali się zideologizowanymi narzędziami w rękach władzy komunistycznej. Gdy Borowski w dość dramatycznych okolicznościach popełnił samobójstwo, autor „Ładu serca” napisał powieść rozrachunkową z systemem totalitarnym „Ciemności kryją ziemię”. Hłasko prywatnie dobrze znał Andrzejewskiego ze wspólnych popijaw, o czym sam informuje czytelników, chociaż nie dlatego uważał autora „Popiołu i diamentu” za najzdolniejszego pisarza swojego pokolenia.

Najbardziej pochłonął mnie jeden z ostatnich felietonów, który został przez Hłaskę napisany do szwajcarskiego tygodnika „Die Weltwoche”. W tekście tym autor dość szczegółowo omawia kondycję polskiego filmu powojennego. Moją uwagę zwróciło, że „Zakazane piosenki” uważał za film „tak głupi, że streszczenie go wydaje się zbyteczne”. Najlepszym filmem zdaniem Hłaski jest „Nóż w wodzie” młodego Romana Polańskiego. Przy tej okazji, jakby na marginesie autor „Pięknych dwudziestoletnich” opowiada ciekawą historyjkę, doskonale obrazującą nędzę życia w PRL-u. W tym tekście równocześnie uwidaczniają się jego niesamowicie rozległe horyzonty w dziedzinie polskiej kinematografii.

Dość ważny wydaje się być apel pisarza do czytelników: „[…] kochani, uważajcie, czas płynie, nie traćcie go, nie zadawajcie się z idiotami; nie ma gwiazdorstwa – poprzez solidną pracę dochodzi się do dobrych wyników”. W naszych czasach, które są naznaczone przez bylejakość i powierzchowność internetowych celebrytów, nabiera on szczególnie istotnej wymowy.

Można odnieść wrażenie, że dla Marka Hłaski ważną sprawą było szczęście człowieka żyjącego „tu i teraz”. Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czy sam był człowiekiem szczęśliwym? Skłaniałbym się ku odpowiedzi, że raczej było na odwrót. Twierdził jednak, że „Ten tylko może być szczęśliwy, kto ma wielkie oczy i potrafi nimi daleko patrzeć, kto ma wielkie serce i potrafi nim wiele czuć, kto ma wielkie sumienie i potrafi nim nienawidzić wszystkiego, co jest podłe i przeciw szczęściu”. To chyba paradoks, że Hłasko spełniał te wymagania w stu procentach.

JAROSŁAW HEBEL

 


Marek Hłasko, „Felietony”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2025.