Czas na poezję: JULIA LOREK

Wbijam mimo innych ostrzy
Wbijam mimo innych ostrzy,
sączę sok z tego powstały.
Cień i wiatr mnie szczerze bawią,
słońce tylko zawsze pali.
Chciałam być nad wodą,
a brodziłam z mewami.
Fajczyłam wybory,
przyszłych dziewczyn zmory.
Nie żałowałam, ale też nie chciałam.
Stało się, bo ciągle,
ciągle zapisywałam przyszłość
w stanie dokonanym.
Za dużo go w siebie wlałam
Za dużo go w siebie wlałam,
obrócił w zbyt gorzkie przejęcia.
Nie mogłam patrzeć w jej stronę,
pierwszy raz chciałam być ślepa.
Myśli nie były rzeczowe,
ludzie zmieniali twarze,
kobiety wciąż przekładane,
i gwiazdy wciąż wystawiane.
Nie mogłam znieść tamtej prawdy,
wybiegłam mimo nóg słabych.
Zostawiłam, choć nie powinnam –
tak bardzo się pomyliłam.
Wiedziała jednak, że poszłam,
inni mnie w tym wyręczyli.
Dotarła bezpiecznie do domu,
mego, bez zbędnego patosu.
Później było inaczej.
Nie o nią przecież płakałam,
może tak samo je grała
w chwili, gdy do innej zawiała.
Zdrada nie była zdradą –
alkohol ją narysował.
Pragnienia mi się myliły,
rozmowy z innymi skleiły.
Jestem w stanie wysokiego przeklinania
Jestem w stanie wysokiego przeklinania
siebie, towarzystwa
i skradzionego ciastka.
Nie – nie skradzionego.
Przeze mnie nieodmówionego.
Ona miała brzemię,
a ja swoim byłam pochłonięta.
I będę,
i ona też będzie.
Ale czemu to ja
nie przestanę tego zapisywać?
Radio jest za głośno,
alarm w samochodzie,
głosy rozmów, ciężarówka.
Nie popadaj w uniesienie –
tylko nie to złudne uniesienie.
Igłami się nakłuwa
Igłami się nakłuwa
w obawie przed własnym banałem.
Wymyśla zawiłe kształty,
bawi się nie swoim ciałem.
Nie pnie się tylko w jej stronę,
bo wie, że nie starczy jej chwila.
Więc zamiast tego — zastyga
i winę przelewa czerwoną.
Nie chcę już dłużej się zdawać
na podmuch, co wieje dla zasłon.
Czekam — w wystruganej pozie,
gotowa na światło zielone.
Ja sobie katem i notariuszem
Kochani
nie przejmują się moralnością,
bo ta ich nigdy
nie opuszcza.
Gorzej z tymi,
co się muszą dopytywać —
a i tak nigdy
się niedosłyszą.
Ja wybierałam
między kontrolą
a wolnością
w pojedynkę.
Nie złamali mnie,
bo ja to robię lepiej.
Ja sobie katem
i notariuszem.
Wszystko się już zdarzyło —
a teraz tylko: życie.
Oby się już nie powtarzało,
a moja logika
na nic się zdawała.
Nie mogę już słuchać niczego.
Chcę ciszy
duszy mojej
zamkniętej.






