MŁYNARSKA: Czy człowiek może wyrwać się z narzuconych norm?
„W formie” to dramat, który od pierwszej strony ustawia czytelnika w miejscu niepewnym, pozbawionym osłony, przypominającym raczej eksperymentalne laboratorium niż tradycyjną scenę teatralną. Arkadiusz Aulich usuwa kurtynę, usuwa też iluzję stabilności, a w zamian daje przestrzeń złożoną z łóżka, trumny, wanny, zabawek, alkoholu i stosów papierosów. Ta scenografia jest celowa i wpisuje tekst w długą tradycję polskiego teatru zdekonstruowanego, który interesował się wyłącznie materiałem ludzkim, bez dekoracyjnych upiększeń.
Do tego świata trafiają bohaterowie, których nie trzeba przedstawiać: Jim Morrison, Charles Bukowski, Rafał Wojaczek, Ryszard Milczewski-Bruno, Andrzej Bursa i Edward Stachura. Nie jest tajemnicą, że to mistrzowie Aulicha. Tworzy on postaci oparte na rozpoznawalnych idiomach, ale nie robi z nich figur pomnikowych. Każda z nich mówi swoim własnym językiem – nawet niepodpisanych bylibyśmy w stanie rozróżnić.
Zaczyna się od lekkiej dezorientacji. Bohaterowie budzą się w niejasnej przestrzeni i okazuje się, że łączy ich przede wszystkim brak wiedzy o tym, gdzie są i dlaczego znaleźli się w jednym pomieszczeniu. Ten chaos wprowadza podstawowe pytanie dramatu, zadane zresztą już na wstępie przez autora: czy człowiek może wyrwać się z narzuconych form – kultury, historii, roli, własnej legendy? W zestawieniu tak znanych biografii pytanie to nabiera ostrości. Każdy z bohaterów nosi w sobie własną pułapkę: Morrison transowy bunt, Bukowski cyniczny realizm, Wojaczek autodestrukcję, Bursa chłód i ironię, Stachura patos podszyty kruchością, Milczewski-Bruno złośliwą inteligencję.
Dramat rozwija się w kierunku polifonicznego dialogu, w którym języki nieustannie się ścierają. Autor buduje napięcie między sferą dosłowną a metafizyczną. Groteskowe sytuacje – upadanie z krzesła, liczenie psychotropów, nieporadne próby tłumaczenia sobie świata – sąsiadują z nagłymi wybuchami poezji. To charakterystyczny chwyt dla polskiego modernizmu: mieszanie śmieszności z patosem.
Jednym z ciekawszych elementów dramatu jest motyw obrazu Podkowińskiego „Szał uniesień”. To rekwizyt wprowadzony z pełną świadomością jego kulturowego ciężaru. W polskiej tradycji to obraz symboliczny, nasycony erotycznym i psychologicznym niepokojem. Bohaterowie reagują na niego jak na katalizator własnych lęków. W tym obrazie odbija się temat główny: forma jako przymus, jako żywioł, który potrafi człowieka prowadzić do granic wytrzymałości.
Nie brakuje tu również sfery poetyckiej. Postaci zaczynają mówić językiem własnych wierszy czy piosenek. Przypisy ujawniają precyzję, z jaką autor dobierał stylistyczne echa. To wszystko są głosy ludzi, którzy przez własną twórczość chcieli rozbić narzucone im formy i ostatecznie zostali przez nie zgnieceni.
Ciekawe jest obserwowanie swoistego rozpadu postaci. To moment, w którym bohaterowie próbują wyrwać się z sytuacji, ale dramat nie daje im na to szans. Atmosfera się zagęszcza, świadomości się rozmywają, ruchy są coraz mniej skoordynowane. Padają słowa o ucieczce, o kaskaderach literatury, o tym, że „życie to nie teatr”, choć w tym przypadku trudno o bardziej oczywistą sprzeczność. Próba wyjścia z formy bohaterów kończy się tak, jak wszystkie poprzednie próby w ich biografiach: upadkiem, snem, niezdolnością do działania.
Finał jest prosty i mocny. Jedni osuwają się pod stół, inni zasypiają w trumnie, ktoś mdleje, ktoś bełkocze. Światła gasi Anonimowy Akrobata – technik i demiurg zarazem, jedyna trzeźwa i świadoma postać. Wszystkie postaci wracają do roli, którą narzuciła im legenda. Żadna z nich nie przekracza formy, choć każda próbuje.
„W formie” to utwór interesujący, rozszerza dramat poetycki o element groteski i pastiszu w dobrym tego słowa znaczeniu. Pokazuje, że literatura – nawet ta tworzona w bólu i amoku – ma swoją własną mechanikę, której nie da się oszukać. To dramat o poetach przeklętych, ale przede wszystkim dramat o każdym, kto próbuje powiedzieć o sobie prawdę, jednocześnie uciekając w fikcję, alkohol, śpiew, ironię albo śmiech.
Dramat Arkadiusza Aulicha jest utworem wiarygodnym, dobrze osadzonym w tradycji, sygnalizującym problemy, z którymi artyści mierzą się od wieków, a z jakimi jeszcze bodaj nikt sobie nie poradził. Autor przypomina, że forma bywa klatką, ale również jedyną ramą, dzięki której cokolwiek w ogóle widać.
KINGA MŁYNARSKA
Arkadiusz Aulich, „W formie”, Fundacja Otwartych Na Twórczość FONT, Poznań 2025.






