Czas na poezję: KRZYSZTOF JANISZEWSKI

Marsz ku kakofonii
Zimny wiatr rozwiewa krzyż
Zbity z suchych liści
Mozolnie składam je do modlitwy
Lecz kościelny zamiata pnącza pod ołtarz
Z gałęzi układam znak zbawienia
Jednak czarne ptaki rozrzucają suche kije
Na piasku zapisuję Jego imię
Ale krople deszczu nieustannie depczą litery
W rozlanym oceanie miłości
Niegłębokie jest moje miłowanie
Pomimo starań a nawet gróźb
Marszowym krokiem zmierzam ku kakofonii
Młodość w futrze
Młodość którą widzę przed sobą
Jest naocznym świadkiem
Mojego dzieciństwa które obrosło futrem
I stało się zgrzebnym worem wspomnień
Na porcelanowych polikach
Nie widać znaków stłuczenia
Rys zarysowań i mikro pęknięć
Młodość która stoi przede mną
Nie zna bólu wątroby
Opuchniętych nóg i zgagi która trawi sny
Głosy niezdarte krzykiem zwątpienia
Brzmią świeżo i dźwięcznie
Jak wiosenne pisklęta w gnieździe
Dotykiem odczuwam zieloność
I przeżywam własną śmierć
Która miała nigdy nie nadejść
Mów do mnie życiem
Mów do mnie życiem
Jak róża szepcze pięknem
Nie trzeba słów deklaracji
Mów do mnie ciszą
W słowach zawarta jest próżnia
Spokój krzyczy głośniej
Pokornieją głowy kaznodziejom
Proszę mów do mnie życiem
Roztaczaj swój zapach
Silnie przenika duszę
Nie gaś w sobie woni
Niech odzwierciedla ewangelię
Filiżanka caffe latte
Płaczesz łzami
O smaku caffe latte
Barista napełnia filiżanki
Które wypijam każdego dnia
Lekarz zabronił mi kofeiny
Wytrąconej z twoich powiek
Serce może nie wytrzymać nieszczęść
Które spadają na dno porcelany
Upuść kruche szkło
I wysusz zmoczone oczy
Może wtedy EKG mojego serca
Będzie bez cech niedokrwienia
Barista
Poeta jest jak barista
Parzy słowa z pasją






