Czas na poezję: MIROSŁAWA STOJAK

Dom
Kwiaty spływają z powiek na ogrody
Oddychają melodią słodkich cytrusów
Z zielonych traw schodzi cisza
Śpiew słowika uskrzydla stare drzewa
W ptasich gniazdach uwiłam dla nas dom
Gwiazdy zwisają jak żarówki nadziei w nadziei
Oświetlają naszą miłość
Jak światło płynące rzeką nieopodal…
Dom i latawce
Objuczeni zapasami dni
Krążymy jak domokrążcy
szukający szeptów traw
Gdzie jest nasz dom?
Kwitnący melancholią wspomnień
Otoczony wiankiem tęsknoty
Dom pachnący twoimi ustami
i tatarakiem znad jeziora
Napęczniali powietrzem
Unosimy się jak latawce
Tam w górze maszyny
jak orły rozdrapują chmury
My i hiacynty
Wiatr dzisiaj zrywa hiacynty gwiazd
Czekam kiedy znowu słońce ozłoci nas
Kiedy w jasności dnia
Pójdziemy trzymając się za ręce
Ku miłości największej
Tu nie ma tramwajów
Ulicami podąża jasny świt
Wieczorem płaczą jaskrawe oczy
Minionych pustych dni
Więdną w deszczu ulice
W szybach odbija się aury blask
Ty zerwiesz dla mnie gałązek kilka
I włożysz do butelki dnia
Powstałam z mgły
Powstałam z mgły
Z gęstej mgły moje życie
Szyja pięła się do góry
Jak pnącza zielone i takie już były
Głowa jak wielki glob świata
kręcąca się wkoło i wokół
Rosły mi biodra szerokie
Pełne jak księżyc w pełni
Dziko
Jak dzikie wino
Nogi wyrosły mi jak konary drzew
Z dzikiego ogrodu
Gdzie psy
Bezpańskie psy odchodzą w dal z samego rana
Włosy porosły mi na sam koniec egzystencji
I po deszczu nie wyschły
Bolał je wiatr halny
Zdradziecki
Powstałam z mgły i w mgły się obrócę
Zmyślona ulica
Każdy dzień jest głębokim oddechem
Od kiedy stałeś się światłością szeroką
Odkąd wędrujemy zmyśloną ulicą
Tak jest
W lekkim drżeniu motyla
Opadam na liście
Wodą wypływam na wierzch oceanu uniesień
Całuj mnie tak jak śnieg całuje drzewa
Bawię się w oliwkowym lesie
Nie ma tam skrzatów ani bóstw
Jesteś moim ciałem z aksamitu
Tęskniącym za strzelistym spojrzeniem topoli
Pamiętasz topole?
Wskazywały nam drogę
Nasz dom zamknięty kluczem wiolinowym
Czekał na nas i spóźnioną wiosnę






