Czas na poezję: MIROSŁAWA STOJAK

Fot. Włodzimierz Rozbicki. Na zdjęciu Mirosława Stojak.

Dom

Kwiaty spływają z powiek na ogrody
Oddychają melodią  słodkich cytrusów
Z zielonych traw schodzi cisza
Śpiew słowika uskrzydla stare drzewa
W ptasich gniazdach uwiłam dla nas dom
Gwiazdy zwisają jak żarówki nadziei w nadziei
Oświetlają naszą miłość
Jak światło płynące rzeką nieopodal…

 

Dom i latawce

Objuczeni zapasami dni
Krążymy jak domokrążcy
szukający szeptów traw

Gdzie jest nasz dom?
Kwitnący melancholią wspomnień
Otoczony wiankiem tęsknoty
Dom pachnący twoimi ustami
i tatarakiem znad jeziora

Napęczniali powietrzem
Unosimy się jak latawce
Tam w górze maszyny
jak orły rozdrapują chmury

 

My i hiacynty

Wiatr dzisiaj zrywa hiacynty gwiazd
Czekam kiedy znowu  słońce ozłoci nas
Kiedy w jasności dnia
Pójdziemy trzymając się za ręce
Ku miłości największej

Tu nie ma tramwajów
Ulicami podąża jasny świt
Wieczorem płaczą jaskrawe oczy
Minionych pustych dni

Więdną w deszczu ulice
W szybach odbija się aury blask
Ty zerwiesz dla mnie gałązek kilka
I włożysz do butelki dnia

 

Powstałam z mgły

Powstałam z mgły
Z gęstej mgły moje życie
Szyja pięła się do góry
Jak pnącza zielone i takie już były
Głowa jak wielki glob świata
kręcąca się wkoło i wokół
Rosły mi biodra szerokie
Pełne jak księżyc w pełni
Dziko
Jak dzikie wino
Nogi wyrosły mi jak konary drzew
Z dzikiego ogrodu
Gdzie psy
Bezpańskie psy odchodzą w dal z samego rana
Włosy porosły mi na sam koniec egzystencji
I po deszczu nie wyschły
Bolał je wiatr halny
Zdradziecki

Powstałam z mgły i w mgły się obrócę

 

Zmyślona ulica

Każdy dzień jest głębokim oddechem
Od kiedy stałeś się światłością szeroką
Odkąd wędrujemy zmyśloną ulicą
Tak jest

W lekkim drżeniu motyla
Opadam na liście
Wodą wypływam na wierzch oceanu uniesień
Całuj mnie tak jak śnieg całuje drzewa

Bawię się w oliwkowym lesie
Nie ma tam skrzatów ani bóstw
Jesteś moim ciałem z aksamitu
Tęskniącym za strzelistym spojrzeniem topoli

Pamiętasz topole?
Wskazywały nam drogę
Nasz dom zamknięty kluczem wiolinowym
Czekał na nas i spóźnioną wiosnę