OCHODEK-SZPAK: O „Weselu” Wyspiańskiego i ukraińskim folku

Fot. „Autoportret” (1907) Stanisława Wyspiańskiego, autora m.in. „Wesela”.

16 marca 1901 roku w krakowskim Teatrze Miejskim miała miejsce prapremiera dramatu Stanisława Wyspiańskiego pt. „Wesele”. Ślub poety Lucjana Rydla i chłopki Jadwigi Mikołajczykówny z listopada 1900 roku stał  się inspirujący na tyle, że powstało dzieło dzieł, sceniczny reportaż, dramat modernistyczny i przede wszystkim narodowy. Wyspiański, z precyzją właściwą artystom sztuk plastycznych, odtworzył wygląd weselnej izby, dezynwolturę postaci, a nawet muzyczne akordy, które stanowią dopełnienie tej swoistej biesiady. „Wesele” to obyczajowa komedia, „polska szopka”, zbiorowa psychoanaliza.

Odurzeni alkoholem, zmęczeni tańcem biesiadnicy konfrontują się z wyrzutami sumienia, symbolicznymi projekcjami. Korowodem fantastycznych widm, na czele których kroczy Chochoł – symbol agonii i nadziei. Słomiana pałuba rozstawia po kątach Polaków, którzy wiele za pazurami mają. Rzępoli na patykach (skrzypcach) , a słuchacze do tego grania dreptają w bezwolnym transie.

Zainspirowana marcowym czasem, który w tym roku wiąże się ze 125. rocznicą scenicznego wystawienia „Wesela”, puszczam wodzę fantazji i mniemam za przyzwoleniem o współczesnym biesiadowaniu, na którym nie tyle inteligencja pod ramię z chłopami polkę wywija, a dwa narody: polski i ukraiński. Połączone na powrót historią. Trudną i bardzo współczesną.

*

Pomiędzy stolikami pląs. Dama w kolorze blond i pan z sygnetem. Wypełnione specyfikami usta kleją się do tych, nad którymi wąs, co niejednym ogrodem trząsł.
Selfie na raz. Selfie na trzy. Przekomarzanie. TikTok, Instagram. Instagram, TikTok.
Kto pierwszy? Mam wątpliwości, czy lepszy… A obserwujący oczy przecierają. Dłonie zacierają. Tak pysznie z perspektywy fotela smakować nieswoje życie.

Na sali balony i folk spod znaku Chudoby: „Pódź, pódź Maryna, napij sie wina, a bedziesz pikna jako malina”. Maryny nie widać. Za to ciotka pana młodego uderza w zawodzenie: „Jak oni będą żyli, no jak?”. Niepogodzona, że bratanek za żonę bierze sobie dziewczynę, co przed wojną uciekła: „Mało to panien nad Wisłą, że trza za innymi cholewki smolić?”. Członkowie grupy Chudoba śpiewają: „Nasa Maryna nie piła wina, a była pikna jako malina…”.
Ukraiński folk folczy. Wszak chiński rok ognistego konia trwa, a ten sprzyja zabawie.

*

Wśród symbolicznych postaci „Wesela” wymienię Wernyhorę. Zszedł do bronowickiej chałupy z obrazu Jana Matejki, by mocno wpłynąć na sumienie, nie tylko Gospodarza.
Postać wróżbity-lirnika, znana także z dramatu Juliusza Słowackiego pt. „Sen srebrny Salomei”, to mistyczny autorytet. Ten „wielgi pon” w czerwone szaty odziany, z siwą brodą na stepowym koniu podróżujący, ma moc. Niczym młodopolski szaman głosi chwałę tradycji kozackiej i polskiej. Jego rozkazy konfrontują się z niezrozumieniem tego, który wśród chłopów szacunek miał i jak nikt inny stanąć mógł na czele powstania.
Nie o powtórkę dramatu znanego z lekcji polskiego tu idzie, lecz o to, by wybrzmiało. Wernyhora chciał pojednania obu narodów. Bo tylko zjednoczone siły wygrać mogły z zaborcami. Aktualne? Bardziej niż bardzo.

Na olejnym obrazie Jana Matejki z 1884 roku, który zobaczyć można w krakowskich Sukiennicach, lirnik ma obok siebie Ukrainkę i Kozaka, na piersiach prawosławny krzyż, nad głową aureolę wschodzącego księżyca. Symboliczny sztafaż dotyka najczulszych strun. A to już naprawdę dużo.

*

Dorzucę jeszcze filozoficzny kontekst. Friedrich Nietzsche podkreślił, że każdy wyznaje taką moralność, jaka jest mu potrzebna. Człowiekiem kierują resentymenty (urazy, uczucia zniewagi), powracające i trudne do okiełznania negatywne uczucia, takie jak: nienawiść, zawiść czy wspomnienie doznanej krzywdy. By próbować oceniać drugiego, trzeba wpierw poznać jego resentymenty.

Jak bardzo to bliskie. Tym bardziej, że uczę się patrzenia, nie tylko przez swoje okulary.

Filozof podsycił także nieufność wobec motywów postępowania człowieka, postulując przewartościowanie wartości i odrzucając tradycyjną moralność (przede wszystkim chrześcijańską). I z tym nie jest mi po drodze. Jak i z niechęcią wszelkiej maści. Podskórna nienawiść uchwycona przez Stanisława Wyspiańskiego w „Weselu” dotyczyła chłopów i inteligencji. A ta współczesna?
To już pozostawiam do refleksji, nucąc ukraiński folk.

I tak myślę sobie, Drodzy Państwo…
Kto dzisiaj trzyma się mocno? No kto?

IWONA OCHODEK-SZPAK